Krótka piłka: „Dave w labiryncie” [2017]

     Połączenie slackerowej komedii i horroru przygodowego, jakiego – możecie być pewni – dotychczas nie widzieliście. Tytułowy bohater gubi się w labiryncie zbudowanym z kartonowych pudełek i postawionym na środku niewielkiego mieszkania. Sytuacja posiada, oczywiście, wydźwięk metaforyczny i stanowi pretekst do ukazania kryzysów egzystencjalnych 30-paroletniego Dave’a. Tytuł polski jest tu nieporozumieniem: ma być nieudolnym „tłumaczeniem” nieprzetłumaczalnego „Dave Made a Maze”. Oryginał to swoista gra słów. Dave mocno nabałaganił, w życiu swoim oraz swych bliskich, ale z labiryntu zgryzot i utrapień dzielnie wyprowadzają go przyjaciele. Film Billa Wattersona powstał za grosze, metodą DIY: reżyser wyciął sobie scenografię z kartonu, a krwawe efekty specjalne (bohaterów ściga żądny posoki Minotaur) stworzył przy użyciu… konfetti i serpentyny w aerozolu. W efekcie powstał najoryginalniejszy projekt roku, w którym imponująca wizja artystyczna tuszuje dziury scenariuszowe. Trajektoria filmu jest prosta, a nawet oczywista, przez co jego finał nie przynosi wielkich niespodzianek. Watterson nakręcił obraz awangardowy i zwyczajnie ciekawy dla oka, choć pozbawiony głębszego przesłania.

     Albert Nowicki – dziennikarz, tłumacz i copywriter, miłośnik kina, zwłaszcza filmowego horroru. Jego teksty pojawiały się między innymi na łamach serwisów Filmweb oraz Movies Room. Blog His Name Is Death prowadzi nieprzerwanie od 2012 roku.

Dave Made a Maze (2017)-2

06

Reklamy

Hipokryzja w 2D. [„Found Footage 3D”, 2016]

     Grupa filmowców-amatorów realizuje horror utrzymany w stylistyce found footage. Ma on być jednocześnie pierwszym tego typu filmem grozy nakręconym w technice trójwymiarowej. Pomysł, choć pozbawiony sensu, nie jest tak niedorzeczny, jak decyzja o uczynieniu z nawiedzonego domu planu zdjęciowego. Z upływem kolejnych dni absurdy piętrzą się coraz bardziej. Wreszcie członkowie ekipy realizacyjnej zdają sobie sprawę, że sami stali się bohaterami horroru – i to jak najbardziej rzeczywistego.

ff3d 2

     Niektórzy recenzenci chwalą „Found Footage 3D” za umiejętną żonglerkę metafikcją oraz grozą skrytą pod prześmiewczym płaszczykiem, ale prawda jest taka, że autoironia ma tu jedynie przykryć powierzchowny scenariusz, miałką akcję i bezpłciowość postaci. Fabularzysta-debiutant Steven DeGennaro ewidentnie nie umie pisać historii – ciekawych, a nawet jakkolwiek składnych – ale i tak nie jest to najgorszy zarzut, jaki można mu postawić. Przede wszystkim okazuje się DeGennaro wstrętnym hipokrytą. W wywiadzie dla serwisu HorrorNews.net miał powiedzieć, że nadał swojej pierwocinie aspekt trójwymiarowy dla dobra przedstawionej opowieści, a nie marketingu. To wierutna bzdura: bohaterowie filmu już we wstępie deklarują, że „pierwszy found footage 3D” (sic!) nakręcą tylko po to, by skupić na sobie uwagę mediów. Dokładnie to samo zrobił DeGennaro, choć brakuje mu jaj, by przyznać to wprost.

Czytaj dalej Hipokryzja w 2D. [„Found Footage 3D”, 2016]

Motocykliści, kajdanki i upiory z szafy. [„Hellbent”, 2004]

     Rok 2004 nie zapisał się w kartach filmowego horroru jako szczególnie pamiętny. Gdzieś pomiędzy „Krwawą masakrą w Hollywood” Tobiego Hoopera a kingowską „Jazdą na kuli” do kin wszedł jednak tytuł, który z perspektywy lat jawi się jako fenomen – przynajmniej we własnej specyfice. Niskobudżetowy „Hellbent” w reżyserii Paula Etheredge’a-Ouztsa dumnie zapowiadany był jako pierwszy slasher o tematyce gejowskiej. To przodownictwo jest kwestią dyskusyjną; choćby „Blady strach” (2003) wyprzedzał wydany przez here! projekt zarówno na gruncie podgatunkowym, jak i tematycznym. Dziś w obrębie queer horroru „Hellbent” pozostaje bodajże najbardziej cenionym dokonaniem. Dr. Claire Sisco King napisała na jego temat 21-stronicową pracę naukową. Etheredge powiedział kiedyś, że „filmy stanowią odzwierciedlenie kultury, w jakiej się je tworzy”. I faktycznie, „Hellbent” przepojony jest kulturą queer – w najlepszym tych słów znaczeniu.

Hellbent01

     Jeszcze przed wejściem na plan zdjęciowy Etheredge zadeklarował, że w jego filmie pojawią się upiory, motocykliści, kajdanki, ostre imprezy i słodki seks. Gdyby akcję „Hellbent” osadzono w Boreville w stanie Nebraska, reżyser mógłby nie sprostać temu zadaniu. Na szczęście bohaterami filmu są mieszkańcy gejowskiej stolicy Los Angeles. W halloweenową noc grupa atrakcyjnych przyjaciół wybiera się do jednego z najgorętszych klubów w West Hollywood. Wszyscy są napaleni, spijają litry alkoholu i bawią się, jakby nie było jutra. Szampańskim swawolom przygląda się Diabeł z gołym torsem, w ręku trzymający piekielnie ostry sierp.

Czytaj dalej Motocykliści, kajdanki i upiory z szafy. [„Hellbent”, 2004]

Łomot, łomot, łomot tępy. [„Shortwave”, 2016]

     Josh i Isabel mieszkają w inteligentnym domu, wyposażonym w różnorakie instalacje sterujące i zabezpieczające. Budynek położony jest na oddalonych od miasta, zielonych wzgórzach, przez co małżeństwo ma ograniczony kontakt ze światem zewnętrznym. Isabel bardzo cieszy ten fakt: kobieta zmaga się z depresją, spowodowaną porwaniem jedynej córki. Tymczasem Josh prowadzi na odludziu badania nad pochodzeniem fal dekametrowych. Fale krótkie zaczynają oddziaływać na jego żonę, która dryfuje niejako w czasoprzestrzeni zawieszonej pomiędzy tym, co realne i wyśnione. Sukcesy Josha na polu naukowym idą w parze z rozpadem jego małżeństwa.

Shortwave2

     O „Shortwave” w reżyserii Ryana Gregory’ego Phillipsa po raz pierwszy usłyszałem rok temu. Producenci wyprawili film w imponującą trasę festiwalową, zgarniając przy okazji dziesiątki nagród i nominacji. Pierwsze fotosy promocyjne sugerowały, że okaże się „Shortwave” dziełem wysmakowanym stylistycznie, wykonanym artystyczną ręką. Te prognozy spełniły się jak najbardziej, ale ładne kadry i gustowna scenografia nie czynią z pierwociny Phillipsa filmu kompleksowo udanego.

Czytaj dalej Łomot, łomot, łomot tępy. [„Shortwave”, 2016]

Główna atrakcja to… Ty. [„Talon Falls”, 2017]

     Anno Domini 2016 nie przyniósł nam wielu horrorów o tematyce halloweenowej. W tym roku sytuacja uległa zmianie, a na platformach VOD zagościło już parę filmów dobrze współgrających z jesienną aurą. Jednym z takich projektów jest „Talon Falls”, drugi pełny metraż reżyserowany przez Josha Shreve’a. To tak naprawdę film ledwo pełnometrażowy, trwający niespełna siedemdziesiąt pięć minut. O dziwo w ciągu godziny Shreve’owi udało się ciekawie zagospodarować przestrzeń kadrową, a nawet zaintrygować widzów niezłą, ekhem, fabułą.

TalonFalls2

     Pod nazwą Talon Falls kryje się potężny kompleks Domów Strachu, w których spragnieni adrenaliny goście mogą oglądać, jak „aktorzy” są mordowani, a przede wszystkim bezlitośnie torturowani. Cudzysłów nie jest tu przypadkowy: grupa porwanych bohaterów – oczywiście nastoletnich – na własnej skórze przekonuje się, że rozlana na ścianach Talon Falls krew bynajmniej nie jest sztuczna. Film nakręcono w prawdziwym screamparku, położonym na zachodzie Kentucky. Shreve operował minimalnym budżetem, ale wrażenie, że oglądamy horror powstały za przysłowiowe grosze udziela się nam rzadko. Ze sporym rozmachem działali założyciele lunaparku i to ten fakt powinien zainteresować widza. Inaczej niż, przykładowo, twórcy „Scare Zone” czy „The Funhouse Massacre”, członkowie ekipy Shreve’a mieli szerokie pole do popisu – pole całkiem dosłowne.

Czytaj dalej Główna atrakcja to… Ty. [„Talon Falls”, 2017]

Dom zły. [„Amityville: Przebudzenie”, 2017]

     Po latach „piekiełka” developmentowego oraz kilku re-shootach „Amityville: Przebudzenie” wreszcie zaprezentowany został widzom. Producenci ewidentnie stracili wiarę w swój projekt, przez co w jego jakość zwątpili też fani horroru. Śmiało mogę wszak powiedzieć, że La Scala i członkowie jego załogi zbyt długo grali na zwłokę. „Przebudzenie” nie jest rewolucyjnym filmem grozy – to straszak na wskroś konwencjonalny, niekiedy dość oczywisty. Reżyser Franck Khalfoun obejrzał jednak kilka klasyków o nawiedzonych domach i wie, jakimi metodami straszenia warto dręczyć publikę. Jego film ma w sobie też wystarczająco dużo autoświadomości, by odciąć się od LICZNYCH gniotów, jakie wpisują się w kronikę serii.

AmityvilleTheAwakening02

     Amityville w stanie New Jersey. Nastoletnia Belle (Bella Thorne) wprowadza się do posiadłości położonej przy 112 Ocean Avenue. Matka (Jennifer Jason Leigh) nie powiedziała jej, że przed laty tym położonym w zacisznej okolicy domem wstrząsnęła potworna zbrodnia. Od tego czasu lokalni mieszkańcy uważają, że w okazałej, zaprojektowanej w stylu kolonialnym rezydencji straszą złe duchy. Belle jest wściekła: historię ponurego domostwa poznaje dopiero w szkole, gdzie szybko staje się obiektem plotek i drwin. Dziewczyna podchodzi do sprawy bardzo sceptycznie; nie wierzy bowiem w zjawiska paranormalne. Wszystko zmienia się, gdy jej poszkodowany w wypadku brat, James (Cameron Monaghan), budzi się z wieloletniej śpiączki i zaczyna przejawiać oznaki opętania.

Czytaj dalej Dom zły. [„Amityville: Przebudzenie”, 2017]

Do you like scary movies?