„Slumber Party Massacre”, czyli slasher na wesoło

     Maniak z narzędziem budowlanym składa nieoczekiwaną wizytę bandzie rozwydrzonych nastolatków, chlejących tani alkohol, ćpających co się da i zabawiających się ze sobą po kątach. Co może z tego spotkania wyniknąć?

     Więcej retorycznych pytań nie zadam i z góry pozwolę sobie zauważyć, z jak generycznym horrorem mamy do czynienia; nie mniej rodzajowym niż którakolwiek z odsłon  Piątku, trzynastego. Typowość nie przekłada się tutaj jednak na banał – Slumber Party Massacre wznosi się ponad przeciętny poziom setek slasherów z lat 80., a standardowość dziełka Amy Holden Jones znacznie wpływa na jego sztandarowość. Choć niewybredny fabularnie, film śmiało może być wliczany w wąski poczet najlepszych straszaków spod znaku maski i piły łańcuchowej (w tym wypadku wiertarki).

     W klasycznie napisanym przez (tu ciekawostka) działaczkę feministyczną Ritę Mae Brown slasherze jarmarczny klimat lat osiemdziesiątych wprost wylewa się z ekranu. Kolejny raz trafiamy na przedmieścia większego miasta, w których żyje się spokojnie i idyllicznie – oczywiście do czasu. Wśród młodzieżowych (a jakże!) bohaterek kontrastują ze sobą imprezowiczka i jej zepsute koleżanki naprzeciw ułożonej dziewczynie z sąsiedztwa. Chłopcy są wiecznie rozerotyzowani i źle ubrani, rodzice nieodpowiedzialni i bardziej lekkomyślni niż swoje pociechy, a wszyscy co najmniej ograniczeni umysłowo. Do tego montaż jest niestaranny, muzyka – choć spójna i jednostajna – koszmarnie syntezatorowa, a oświetlenie… nie istnieje, bo biedny operator obrazu najwyraźniej postanowił popełnić samobójstwo. Technicznie i nie tylko film kuleje – w piękny dla zmysłów każdego prawdziwego „slasherowca” sposób.

     Pozycja Freddy’ego Kruegera czy Jasona Voorheesa w kolektywie najbardziej mocarnych morderców horroru nie jest jednak zagrożona, największym mankamentem „Slumber Party Massacre jest bowiem Russ Thorn, psychopatyczny antagonista polujący na bohaterów. Jego wiertarka jest bardziej majestatyczna, gdy tkwi w dłoni szaleńca, niż kiedy wwierca się ją w ciało. Samego Thorna Michael „Gram jedną miną” Villella odgrywa bardzo ogólnikowo i nieprzykładnie, przez co w wielu scenach jego powierzchowna postać bardziej niż jak zabójca o przeszywającym spojrzeniu wygląda niczym – prawdziwa potwarz – postać z kreskówki.

     „Mord podczas nudnego przyjęcia (domniemany polski tytuł, jeszcze ze złotej ery kaset VHS) to horror zrealizowany na wesoło, w którym pobrzmiewają parodystyczne echa kpiny z podgatunku slashera. Psychopata z fallicznym urządzeniem do wiercenia, którym niemal gwałci ciało ofiary? A masz, puszczalska dziwko! Ponadczasowy klasyk.

     Recenzja znajduje się także na stronie filmweb.pl, pod niniejszym odnośnikiem. Zapraszam do śledzenia swojego profilu w tym serwisie.

Reklamy

Jedna myśl nt. „„Slumber Party Massacre”, czyli slasher na wesoło”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s