The Man Behind the Mask, czyli początki Jasona popkulturowego

     Niewiele osób, które miało przyjemność lub nieprzyjemność zetknięcia się z serią „Friday the 13th”, wie, że początkowo planowano ograniczyć ją zaledwie do jednego tytułu. Geneza historii o krwawych morderstwach popełnianych nad zacisznym jeziorem miała być jednocześnie jej finałem. Serię postanowiono wszak kontynuować, a wśród dwunastu, jak na chwilę obecną, epizodów jasno świeci zaledwie kilka z nich. Piątek, trzynastego III” można uznać jednym z nich, główny antybohater otrzymuje w nim bowiem swój znamienny znak firmowy.

     Znak ten to nic innego, jak maska hokejowa, która przez dziesięć kolejnych części cyklu slasherów bardzo rzadko zdołała opuścić szpetną twarz swojego nabywcy.

     Parę słów o fabule i historii zdobycia owej maski: grupa nastolatków, którym przewodzi pochodząca z bogatej rodziny Chris Higgins, przybywa nad jezioro Crystal, do letniskowego domku, którego posiadaczami są rodzice Chris. Przyjaciele chcą spędzić weekend na dobitnie przyziemnych przyjemnościach – narkotyzując się bez umiaru, uprawiając przedmałżeński seks, pijąc alkohol. Łamią tym samym zasady, jakimi rządzi się przeciętny horror. Tu też rolę swoją ma odegrać Jason Voorhees, który od pewnego już czasu krąży po okolicach Crystal Lake, raz po raz dokonując masakr. Jedną z ciekawszych ofiar Jasona zostaje Shelly – w odróżnieniu od swoich współtowarzyszy nieatrakcyjny i drażniący grubas, który zamęcza innych urlopowiczów ordynarnymi dowcipami. Zaskoczony przez Jasona, Shelly ginie w drastyczny sposób, zabójca zaś triumfalnie zdobywa legendarną maskę hokeisty, by już w pełni chwały zarzynać kwiat amerykańskiej młodzieży.

     Tyle tytułem wstępu o zarysie treści fabuły, którą stanowczo można uznać za najmniej oryginalną w całej serii Voorheesa. Jason X, choć słaby, pochwalić mógł się treścią nie tyle oryginalną, co wręcz kuriozalną. Ostatni rozdział, czwarty i wbrew tytułowi nie ostatni element cyklu, z pewnością powielał pewne utarte schematy znane ze swoich poprzedników, jego siłą był jednak nieprzewidywalny finał i nietypowy wątek dziecięcego bohatera. Drugi sequel Piątku, trzynastego  nie tylko duplikuje motywy z prequeli, ale także bezczelnie kopiuje sekwencje z pierwowzoru. Ba, sekwencje oryginalne i pamiętne. To poważne nadużycie nie powinno mieć miejsca, kiedy wiemy, że Steve Miner (Piątek, trzynastego II) potrafi obejść się bez zapożyczeń i bez nich nakręcić wartościowy, świeży horror.

     Na szczęście ten drastyczny mankament nie zaważył na ogólnej formie obrazu. Piątek, trzynastego III” zrealizowano w dość poprawny sposób. Jego strona techniczna spisuje się dobrze jak na rok produkcji (1982), a efekty specjalne, powstałe w archaicznej technice 3D, robią wrażenie pomimo kilku widocznych błędów. Sprawny i żywy montaż uznać można za plus filmu, lecz najmocniejszym jego elementem jest muzyka skomponowana przez Harry’ego Manfredini. Ten nadworny kompozytor serii miał okazję popisać się już przy okazji realizacji dwóch poprzednich jej części, jednak dopiero w tym segmencie to muzyka zasługuje na szczególny aplauz; nie jest bowiem, jak to bywało wcześniej, przyćmiona przez zwroty akcji, momenty kulminacyjnego napięcia czy elementy zaskoczenia…

     Gra aktorska w Piątku, trzynastego III pozostaje grą młodych i często niedoświadczonych lub niewyuczonych artystów. Nikt z grona obsady nie wychyla się poza przeciętność, niektórzy rażą swoimi kompetencjami, inni brakiem talentu przykuwają uwagę. Krótko związana z fachem aktorki Rachel Howard znajduje się w tej drugiej grupce. Okazuje się jednak, że to Dana Kimmell, filmowa final girl  Chris, spisuje się najgorzej. Choć stara się bardzo, w ostatnich minutach filmu nie potrafi umiejętnie odtworzyć postaci rozhisteryzowanej nastolatki. Co ciekawe, Amy Steel, która w Piątku, trzynastego II wcieliła się w główną rolę żeńską, miała powtórzyć ją w tym obrazie. Jak się okazuje, pomysł był bardzo obiecujący.

     Trzecia odsłona Friday the 13th należy do tych części serii, na których temat najciężej się wypowiedzieć – z jednej strony przeciętny to bowiem film i irytujący w swej pasywności fabularnej, z drugiej – zdecydowanie bardziej udany niż futurystyczne i fantastycznonaukowe sequele, Jason X i Jason idzie do piekła. Wart obejrzenia, pod warunkiem, że widz nastawi się na dość wypaczającą rozrywkę spod znaku softcore’owego plagiatorstwa.

      Recenzja znajduje się także na stronie filmweb.pl, pod niniejszym odnośnikiem. Zapraszam do śledzenia swojego profilu w tym serwisie.

Advertisements

4 myśli nt. „The Man Behind the Mask, czyli początki Jasona popkulturowego”

  1. The Hollywood Pictures Backlot presents reveals
    and points of interest experiencing the magic of film creation. Moreover,
    good quotes are often effective in capturing the essence of something; here are a few good ones:
    . Ohio can jurassic park builder triche actually influence nation-wide politics.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s