Ale to już było…

     Kiedy film rozpoczynają przydługie ujęcia ogromnych leśnych obszarów, istnieją spore szanse, że oglądamy obraz z nurtu „backwoods horror” – opowieść grozy (choć to często zbyt duże słowo), rozgrywającą się w lesistych ostępach, z dala od cywilizacji. Trzy dekady temu powstawały ambitniejsze pozycje z tego rozkwitającego wówczas podgatunku, dziś slasher w głuszy najczęściej oznacza kino najniższych lotów. Żałuję, że majestatyczne kadry prowincji australijskiej Wiktorii, którymi zainicjował swój film Jamie Blanks, nie wznieciły we mnie takich przewidywań w ciągu pierwszych minut Przed burzą.

     Bohaterami filmu są europejscy yuppies, zwiedzający Australię według bardzo dziwnego przewodnika turystycznego. Wziętego adwokata i subtelną artystkę poznajemy, gdy wybierają się w podróż niewielką łódką. Zaskoczeni przez morską burzę, dryfują aż na odludną wyspę, gdzie są świadkami pobicia i potencjalnego zabójstwa. W poszukiwaniu pomocy, z trudem udaje im się odnaleźć zapuszczone gospodarstwo, w którym nie spotykają jednak mieszkańców. Ci jednak, niestety, spotykają po pewnym czasie intruzów.

     Thriller, z założenia, ma trzymać w napięciu, horror – straszyć.  Przed burzą, szufladkowany hucznie jako hybryda obu tych gatunków, nie spełnia żadnej ze swoich podstawowych funkcji. Winą można obarczyć oklepany do potęgi scenariusz, który kopiuje pomysły na setki starszych i znacznie lepszych filmów. Film stara się być szokujący, ale ani zmasakrowane zwłoki holowane za samochodem, ani pies pożerający penisa swojego właściciela – szczególnie jako sceny powstałe nikłymi kosztami – nie szokują. Ciężko skądinąd osłupić widownię, mając za konkurencję obrazy takich ekspertów w dziedzinie filmowego wstrząsu jak Alexandre Aja, Eli Roth czy Rob Zombie.

     „Storm Warning  to film mierny, lecz nie beznadziejny. Reżyseria Jamiego Blanksa jest sprawna i dynamiczna, choć jego intencje nie są szczere. Blanks, który w jednym z wywiadów skarżył się na przejęcie przez wytwórnię TriStar Pictures pieczy nad przebojowymi „Ulicami strachu, jednocześnie podkreślając wkład twórczy w realizację omawianego dreszczowca, nakręcił film pospolity, a przede wszystkim dużo gorszy od swojego „studyjnego” debiutu. Jednak nawet pomimo tego Blanks dobrze dyryguje swoją umiarkowanie uzdolnioną ekipą i robi, co w jego mocy, by całość wypadła jak najlepiej.

     Odpuście sobie nikłą przyjemność oglądania „Przed burzą. Widzieliście już ten film, pod wieloma innymi tytułami. Blanksa „Przed burzą bez szans na burzę” to drugorzędna rozrywka spod znaku niekosztownej sensacji i lichej próby scen gore.

      Recenzja znajduje się także na stronie filmweb.pl, pod niniejszym odnośnikiem. Zapraszam do śledzenia swojego profilu w tym serwisie.

Reklamy

2 myśli nt. „Ale to już było…”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s