Półtorej godziny piekielnej gehenny

     W sztuce filmowej tandeta przewija się regularnie i obficie. Stany Zjednoczone wydały Eda Wooda i jego latające na sznurkach talerze, Niemcy – Uwe „Nie jestem, @#!%$, debilem” Bolla, z zamiłowaniem brukającego gry komputerowe swoimi ekranizacjami i zbierającego Złotego Maliny. To Włochy są jednak kolebką kiczu i złego smaku. Żadna nacja nie może „pochwalić się” przynależnością etniczną tylu beznadziejnych filmowców. Choć niezrównany w swojej okropności pozostaje Bruno Mattei (Szczury: Noc grozy , Strike Commando), bliski uzyskania tytułu twórcy fatalnego jest także Lucio Fulci.

     Fulci, zwany często „ojcem chrzestnym gore”, zaliczany jest w poczet wpływowych i prominentnych reżyserów włoskich, kreatorów klasycznych horrorów. Stawiany obok błyskotliwego artysty jak Dario Argento czy pojętnego rzemieślnika Mario Bavy, wypada jednak niezmiernie słabo, jako że jego projektom brakuje wszystkiego tego, z czego słyną horrory wyżej wymienionych, przede wszystkim minimum konotacji.

     „Siedem bram piekieł rozpoczyna się popisowo, a wstęp jest pełen napięcia i grozy. Pod koniec lat dwudziestych ubiegłego stulecia w jednym z luizjańskich hoteli dochodzi do potwornej zbrodni. Przypadkowy mężczyzna, posądzony o uprawianie czarnej magii, zostaje zlinczowany przez tłum i po rozwlekłych torturach ginie, ukrzyżowany. Dopiero ponad pół wieku później okazuje się, że ów człowiek odkrył straszliwą tajemnicę. Hotel, w którym przyszło mu zginąć, stanowi jeden z siedmiu portali do piekła. Klucz do koszmaru znajduje się w tajemniczej księdze, ukrytej w pensjonacie. Teraz kluczem dysponować będzie nowojorska eks-modelka Liza (Catriona MacColl), która w prowadzeniu odziedziczonej wiejskiej rudery, jak mówi, widzi ostatnią szansę na godne życie. Dalsza część horroru obfituje już tylko w nielogiczność i stopniowy spadek uczucia dusznej trwogi.

     MacColl wzbudza swoim aktorskim kunsztem niezręczne politowanie i od wczesnych minut filmu życzymy tak jej, jak i niemądremu dziewczęciu, w które się wciela, szybkiego spotkania z podgniłym zombie zamieszkującym piwnicę hotelu. Obecność i intencje mściwego męczennika zza światów przewidzi każdy, nawet najmniej bystry widz, ponieważ scenariusz Siedmiu bram piekieł przepełniony jest kliszami i przewidywalnością. W dwudziestej-trzydziestej minucie kończy się pomysł Fulciego na „diabelską” opowieść. Fabuły w filmie niemal nie uświadczymy, jej ochłapy zostają z premedytacją rzucone w twarz oczekującemu pełnej historii widzowi, podobnie jak szereg głupich i prawdziwie obrzydliwych scen gore. Efekty te są głównie tanie, co rzutuje na tonie kampu i pogrąża całość jako chłam. W najbardziej sromotnym momencie filmu obserwujemy tarantule zajadające się gumową kukłą i klejem. Pająki – pożeracze make-upu.

     Druga połowa filmu całkowicie razi nieprzystępnością. Nagromadzenie absurdu i idiotyzmu o tak wysokim stężeniu jest niespotykane. Tak oto niematerialny i niewidzialny przez człowieka duch zostaje krwawo pozbawiony życia, szpital staje się wielką kostnicą dla hord momentalnie zmarłych ludzi, którzy bez racjonalnego powodu przeistaczają się w spragnione krwi żywe trupy, a co drugi bohater traci wzrok i bez mrugnięcia uwydatnia przed kamerą kiepsko ucharakteryzowane oślepione oczy. Akcja toczy się mętnie i parokrotnie zbacza z toru, prowadząc pokrętnie do niegodnego 90-minutowej uwagi finału. W porównaniu z tym niezgrabnym filmem piekło to na pewno znacznie lepsza zabawa…

     Okrzyknąć Lucio Fulciego beztalenciem to za mało. Każdy film „mistrza” gore robiony był na jedno kopyto, ciężko jest wybrać z repertuaru jego śmietnikowych tworów najlepsze dzieło. Siedem bram piekieł, tak jak choćby Dom przy cmentarzu, bezwiednie stara się przemycić największą możliwą ilość sekwencji bezsensownego rozlewu krwi, rezygnując z mrocznych ujęć posępnych posiadłości czy stonowanego oświetlenia wzmagającego impresję osaczenia. Konkluzja jest prosta: podczas gdy Bruno Mattei kręcił szmiry tak złe, że czasem dobre, Fulci marnował potencjał, sterując własną karierę w nieodpowiednim kierunku. Kręcił złe filmy – niekiedy gorsze nawet niż Siedem bram piekieł”.

      Recenzja znajduje się także na stronie filmweb.pl, pod niniejszym odnośnikiem. Zapraszam do śledzenia swojego profilu w tym serwisie.

Advertisements

Jedna myśl nt. „Półtorej godziny piekielnej gehenny”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s