Piekielnie typowy sequel

     Clive’a Barkera nigdy za wiele – jak się okazuje, w każdej postaci. Pisarz grozy, po którego literaturę sięgają fani makabry dookoła świata, udowodnił, że jest równie utalentowanym autorem, co i sprawnym filmowcem, a nawet game designerem. Artysta fantastyczny, w każdym znaczeniu. Funkcja Anglika przy realizacji „Wysłannika piekieł 2” jest mocno zawężona (powierzono mu produkcję wykonawczą); wielka to szkoda, że współczesny mistrz horroru zaledwie maczał przy tym sequelu palce.

     Obraz zaczyna najlepsze ujęcie z oryginału „Hellraisera”, właśnie reżyserowanego przez Clive’a Barkera: częściowo porozrywany hakami, zawieszony na łańcuchach mężczyzna w ekstazie oblizuje zdeformowane usta i jęczy „Jesus wept” (Jezus zapłakał). Tony Randel przywraca w „Wysłaniku piekieł 2” tę straszliwą poezję, ale tylko częściowo. Na pewno zaś nie podołał uczynieniu z drugiej części cyklu o Cenobitach dzieła równie harmonijnego jak barkerowski klasyk.

     Jest w tym filmie pewna dysproporcja. Między kinowym przebojem roku 1987 a jego sequelem można znaleźć wiele podobieństw i sposób przedstawienia nowej historii wcale się nie zmienił: kostka LeMarchanda ponownie trafia w nieodpowiednie ręce, a rozwiązanie nie tak wymagającej łamigłówki otwiera bramy piekieł i ściąga uwagę demonicznych katów – Cenobitów. Nie oznacza to jednak, że „Wysłannik piekieł 2” oferuje tę samą aurę monumentalnej grozy, a nawet jeśli próbuje dostarczyć jej namiastek, to udaje mu się to tylko połowicznie, do jakiejś pięćdziesiątej minuty projektu.

     Powołując się na główny zarzut, jaki kieruję w stronę „Hellraisera 2”, nie da się ominąć faktu, że w tym „Barkerze” za mało jest Barkera… Powierzając zdolnemu Brytyjczykowi ograniczone funkcje producenckie, New World Pictures wkopało się po uszy. Reżyseria przyszłego twórcy „Amityville 1992: Najwyższy czas” jest sprawna, ale Randel nie zachwyca jak jego poprzednik. Bardzo dobrze prezentują się ujęcia z ruchomej kamery, z których korzysta reżyser, jednak już odpychają niektóre wprowadzone przez niego rozwiązania fabularne, z naciskiem na przedstawienie „ludzkiej” strony antagonistów. Twórca straszy, ale zbyt krótko, może nawet hipnotyzuje – niestety, tylko do czasu, gdy horror postanawia przekształcić w pewnego rodzaju bajeczne fantasy. Można Randela chwalić i besztać nagminnie, ja jednak postawię kropkę przy największej obiekcji co do jego reżyserii: bezpłciowości stylu.

     Inaugurator serii „Hellraisera” stylistycznie pokazywał się z najlepszej strony, był to bowiem film wysmakowany i kunsztowny. Całość swoją groteską i obrzydliwością ciekawiła, a nawet niepokoiła. Kontynuacja jest już na wskroś wstrętna i przepełniona befsztykową krwistością. Ból, który wyrażała makabra z pierwowzoru, tutaj jest zredukowany do minimum, a gust twórcy redukuje sam film do poziomu horrorowego „shockera”, mającego zaimponować co bardziej zbuntowanym trzynastolatkom. Na szczęście w tej kwestii „Wysłannik piekieł 2” imponuje. I to jak! Wykonanie efektów specjalnych jest nie tylko detalicznie staranne, wręcz nie przypomina efektów. Niezależne firmy Effects Associates i ReelEye Company tym obrazem otworzyły przed publiką zupełnie nową erę brutalnego kina gore, w których nie istnieje tabu – w odróżnieniu od współczesnego nurtu splatterów „torture porn”, erę faktycznie przerażającą w swym realizmie.

     Zaczarowany pierwszym obrazem o Pinheadzie i jego sforze męczenników z zaświatów, nie mógłbym wydać w pełni pozytywnej opinii sequelowi. Jest to kontynuacja nazbyt oczywista – horror klasy „B”, oczywisty spadek formy. Koniec końców nie jest to obraz rozczarowujący, choć na pewno też nie wprawia w zachwyt.

     Nieoceniona wyrocznia, Stephen King, powiedział kiedyś: „Ujrzałem przyszłość horroru – na imię jej Clive Barker”. Bynajmniej nie Tony Randel.

     Recenzja znajduje się także na stronie filmweb.pl, pod niniejszym odnośnikiem. Zapraszam do śledzenia swojego profilu w tym serwisie.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s