Mocnymi słowami o „Hellraiserze III”

     Ja naprawdę lubię kiczowate kino. Zmierzyłem się z włoskimi interpretacjami mitologii nordyckiej („Troll 2”), filmowymi natarciami rozwścieczonych warzyw („Atak pomidorów zabójców”) czy dorobkami bezspornie słabych reżyserów, jak nieodżałowany Ed Wood. Świętą skarbnicą złych filmów pozostaje grupa sequeli najbardziej kultowych horrorów. „Hellraiser III: Piekło na ziemi” zajmuje w owym zbiorze zaszczytne miejsce produkcji miernej i w tej miernocie prawdziwie ujmującej.

     Zdecydowanie jest to kino grozy z niższej półki. Niby upchnięty do dystrybucji kinowej (nie uwierzę dopóki wehikuł czasu nie zabierze mnie do roku 1992 i nie przekonam się o kinowym przeznaczeniu „Hellraisera III” na własne oczy), film przedstawia się z każdej strony charakterystycznej dla horrorów direct-to-video – tak więc od dupy strony.

     Bezsensem byłoby wyliczanie błędów tego sequelu, niekompetentnych rozwiązań, uproszczeń, z których postanowili korzystać twórcy zlepiając swój konglomerat. Jednak Anthony Hickox – powszechnie potępiany reżyser śmietnikowych niskobudżetówek, które nikogo nie obchodzą – serii Pinheada wytyczył swoją reżyserską formą pewną przykrą prawidłowość. Po zapierającej dech w piersi pierwszej części cyklu i naprawdę dobrej kontynuacji nakręcił film co najwyżej średni i ciekawy w swojej niezdarności. To jego wińmy za wypuszczenie w cztery lata po „Piekle na ziemi” „czwórki”, o wymownym podtytule „Dziedzictwo krwi” – prawdziwej szmiry, do której praw zrzekł się reżyser.

     W filmie Hickoksa boleśnie poważne wady zostają postawione naprzeciw kilku pomniejszym zaletom fabuły. Historia się powtarza (tym razem na trop pozaziemskiego bytu i tajemniczej kostki-układanki trafia nowojorska dziennikarka) i z trudem wzbudza zainteresowanie. Niemniej pomagają jej w tym uparcie głupie przez całe półtorej godziny postaci, z których każda jest kuriozalna na swój sposób. Niedostatki tego projektu wprowadzają w zażenowanie, ale masa dynamicznego, widowiskowego absurdu i garść w gruncie rzeczy przystępnych pomysłów, które przewijają się przez film, dają Hickoksowi kredyt zaufania. Do finałowej sceny można dotrwać, a pomocne okazują się ujęcia głównego antybohatera bezczeszczącego chrześcijańską świątynię czy masakry w nocnym klubie.

     Nie miejmy złudzeń – „Hellraiser III: Piekło na ziemi” to najlepszy film w karierze Hickoksa. To także pierwszy mizerny element serii Pinheada oraz prawdziwa gratka dla fanów tandetnych horrorów. Zarzut i pochwała, akceptacja i obiekcja – kontrowersyjny to z tego względu film, niezatarty i przykuwający uwagę. I niech mnie diabli, jeśli Kevin Bernhardt nie jest przekonujący i przede wszystkim seksowny w roli uwodzicielskiego skurwysyna.

     Recenzja znajduje się także na stronie filmweb.pl, pod niniejszym odnośnikiem. Zapraszam do śledzenia swojego profilu w tym serwisie.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s