„What’s your pleasure, sir?”

     W roku 2012 zdawać by się mogło, że twórcy horroru odsłonili przed widownią już wszystkie karty – fakt ten sprawia wrażenie szczególnie oczywistego z punktu widzenia osoby jakieś dwie trzecie życia zaabsorbowanej kinem grozy. Strach, niepokój i wstręt dziesiąta muza przedstawiała już na wszelkie sposoby. Są jednak mniej i mizerniej eksplorowane motywy dla horroru charakterystyczne – jak piekło. Nie ukazano wielu naprawdę przyzwoitych wizji piekła w tym osobliwym gatunku filmu (poniekąd imponują „Ukryty wymiar” czy tajski „Narok”), jest jednak obraz sugestywny i surowy, prawdziwie diabelski. Jego tytuł to „Hellraiser”.

     Clive Barker stworzył horror totalny, który nie postarzał się ani trochę i lata po premierze działa na publikę tak samo jak w 1987. Larry i Julia Cottonowie wprowadzają się do domu na londyńskich przedmieściach. Zakładają, że największym wyzwaniem, jakie postawi przed nimi posiadłość, będzie gruntowny remont. Okazuje się inaczej, a w życie bohaterów wkraczają Cenobici, istoty z piekielnego wymiaru, z lubością zadające ból rasie ludzkiej. Jest też zamieszkujący strych, częściowo martwy Frank – zaginiony przed laty brat Larry’ego, który za pomocą kochanicy Julii usiłuje powrócić do żywych. Dom idealny zamienia się w łzawy przybytek.

     Znakomicie wygląda koszmarna scena w szpitalu z udziałem bohaterki granej przez Ashley Laurence. To majstersztyk, mistrzostwo pod względem zdjęć i montażu filmowego. Znakomicie przedstawione zostaje powstanie Franka z martwych. Początkowa poczwarka o dziwacznej budowie, pokryta śluzem i mięsem, przeobraża się w dosłownego upiora z krwi i kości – możliwie najbardziej odrażającą, ale i straszną kreaturę kina grozy. Znakomicie zakreślone są postaci Cenobitów. Badacze wyższych sfer doznań, anioły dla jednych, demony dla pozostałych, wzbudzają szczery, nieodparty lęk, choć nie można ich jednoznacznie określić antagonistami. To anielscy sadyści, lecz zdajemy sobie sprawę, że ich potworny, nielitościwy byt wynika z pokuty, na którą zostali skazani. Widzimy w naszpikowanym gwoździami monstrum i jego sforze cząstkę człowieczeństwa – na całe szczęście cząstkę niewielką.

     Nie można powiedzieć, że cały „Hellraiser” prezentuje się znakomicie. Choć film trzyma wysoki poziom, nie jest to bezbłędne dzieło grozy (luki w scenariuszu potrafią wkurzyć). Clive Barker to jednak człowiek o olbrzymim potencjalne, który w swój sztandarowy obraz włożył multum ambicji i wyobraźni. Tej drugiej nie brakuje z pewnością. Perwersyjna plastyka, mroczny symbolizm, gotyckie BDSM, fetyszyzm, ukryte pragnienia. Ujmujące to kino. Barker bardzo umiejętnie kieruje swoją filmową załogą, by dzięki niej dostarczyć widzom czarujący i w spaczony sposób wysublimowany horror. „Hellraiser” to piękny, splatterpunkowy poemat.

     Recenzja znajduje się także na stronie filmweb.pl, pod niniejszym odnośnikiem. Zapraszam do śledzenia swojego profilu w tym serwisie.

Reklamy

2 myśli nt. „„What’s your pleasure, sir?””

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s