The Hills Run Fear

     Kinowa obsesja na punkcie spływających posoką slasherów skończyła się dawno temu, lecz – na szczęście – sporadycznie nadal kręcone są udane filmy przynależne do tego osobliwego podgatunku. Przyzwoity, często niedoceniany obraz z nurtu „backwoods slasher” w roku 2009 wydał Dave Parker.  The Hills Run Red, bo o tym tytule mowa, to pełnokrwista gratka dla każdego fana Piątku, trzynastego czy The Burning.

     Nie jest to film ani wymagający, ani zobowiązujący. Parker nie tworzył horroru dziesięciolecia, którym zaskarbiłby sobie uwielbienie „slasherowców” dookoła świata. The Hills Run Red to nic więcej jak bardzo przystępne, czysto rozrywkowe rzemiosło, które reżyser postanowił obrodzić w pełną gamę schematów, jakie spłodził popularny w latach 80. podgatunek kina grozy. I chwała mu za to.

     Tyler, młody sympatyk kinematografii niezdrowo zaprzątnięty sprawą zaginionego horroru sprzed lat, poznaje córkę twórcy poszukiwanego filmu. Udaje mu się namówić dziewczynę do wystąpienia w realizowanym przez siebie dokumentalnym projekcie, za pomocą którego planuje obalić mit filmu jako wycofanego z obiegu i całkowicie niedostępnego. W kręceniu materiałów pomagają mu przyjaciele, Serina i Lalo. Dzięki Aleksie Concannon, dziedziczce niechlubnej infamii ojca, bohaterom udaje się zlokalizować jedyne miejsce, w którym mogła zachować się kopia pożądanych „Krwawych wzgórz” – jest nim dom Concannona, ukryty w samym sercu ustronnych lasów. Uczestnicy wyprawy nie zdają sobie sprawy, że znajdą się w centrum piekielnych wydarzeń rodem ze sromotnego horroru.

     Jest w filmie Dave’a Parkera subtelna aura niepokoju, wzmagana dość umiejętnie aż do finałowych minut obrazu. Przedstawiona odbiorcom, rzadko podejmowana tematyka filmów, które wycofano pospiesznie z dystrybucji, lub które przepadły bez śladu, jest przecież co najmniej intrygująca. Przerażenie wzbudza jednak wariacja reżysera; „Krwawe wzgórza” to horror-widmo, widziany przez garstkę osób, natychmiast za sprawą perwersyjnie bestialskich ujęć mordów uznany na obrazoburczy i odrzucony przez nieliczne kina. Szybko przypominamy sobie autentyczne tytuły:  The Last House on Dead End Street  czy Dead End; tytuły mało znane, lecz w świecie filmu drugorzędne nie bez powodu, w końcu cierpiące tę samą niedolę co fikcyjne „Krwawe wzgórza”.

     Inspiracja twórców zaginionymi filmami oraz – SPOILER! – kinem snuff zasługuje na pochwałę prawie tak bardzo jak strona techniczna  The Hills Run Red. Trzeci pełny metraż Parkera to produkcyjna perełka. Nie sposób spodziewać się znakomitych efektów i pięknej jakości zdjęć po tanim straszaku, jakim niewątpliwie jest ten wydany na rynek DVD film. A jednak – efekty CGI nie budzą większych zastrzeżeń, a obraz prezentuje się doskonale. Wszyscy – operator, montażysta, kompozytor, a nawet kadry od efektów komputerowych – spisali się nad wyraz dobrze, przykładając się solidnie do swojej pracy.

     Wśród aktorów wcielających się w kluczowe postaci wyodrębnia się dwie grupy: tych całkiem utalentowanych i monstrualnie nieuzdolnionych. Na całe szczęście w mało licznym gronie blisko tuzina wykonawców obsadzonych w filmie panuje porządek: na każdego laika przypada pojętny aktorzyna. Tak oto poza landryną Sophie Monk (Komedia romantyczna) i kretynem Tadem Hilgenbrinkiem (boże, uchroń, American Pie: Wakacje) szeregi obsady poszerzają rodząca się „scream queen” Janet Montgomery (Czarny łabędź) i budzący faktyczną grozę Danko Jordanov (Niepokonani). Krzykliwa i pełna paniki gra Montgomery przyprawia o dreszcze i nie daje o sobie zapomnieć na długo po seansie. Pochodzący z Bułgarii Jordanov, znany głównie z pracy kaskadera i statysty, tworzy pomysłową i upiorną rolę psychopaty, który – choć obłąkany – jest świadomy (i zadowolony z) całego wyrządzanego przez siebie zła.

     Trudno mówić o renesansie slasherów w dzisiejszym kinie skoro produkcje z tego nurtu realizuje się coraz rzadziej. Cieszy więc fakt odrodzenia horroru spod znaku maski i piły mechanicznej przynajmniej w umysłach młodych twórców. W końcu „The Hills Run Red  wspaniale nawiązuje do złotej ery filmowego slashera i wykorzystuje z niego to, co najlepsze. Wszyscy fani Jasona Voorheesa czy Leatherface’a powinni być wdzięczni Dave’owi Parkerowi za jego umoczone w litrach krwi wzgórza – kwintesencję kina grozy klasy „B”, „backwoods slasher”, jakiego dawno nie widziano.

     Recenzja znajduje się także na stronie filmweb.pl, pod niniejszym odnośnikiem. Zapraszam do śledzenia swojego profilu w tym serwisie.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s