Fanfary dla słodkiego

     Zdarza mi się pomiatać latami dziewięćdziesiątymi jako dekadą upadku kina grozy. W końcu przodujące horrory z tego okresu to pastisze lub w najlepszym razie detektywistyczne thrillery – bez wątpienia filmy znamienite, choć jednocześnie odpowiedzialne za odejście co bardziej krwistych i jaskrawych horrorów na regały wypożyczalni kaset wideo. Trafił się jednak w tej dobie wyzbycia i pogardy straszak pełną gębą. Nie stworzył go David Fincher, ani Jonathan Demme. Craven też nie jest jego autorem. „Candymana”, o którym mowa, wyreżyserował Bernard Rose.

     Chicago. Studentka socjologii Helen Lyle (Virginia Madsen) zbiera materiały do pracy doktorskiej na temat miejskich legend. Nasunięty zostaje jej prawdziwy smaczek – poznaje legendę Candymana (Tony Todd). Daniel Robitaille, bo tak brzmi imię mitycznego, był synem czarnoskórego niewolnika. Jako wzięty artysta tworzył portrety dla bogaczy. Świat burżuazji sprzyjał Danielowi tak dalece, że mężczyzna zakochał się w arystokratce. Ojciec panienki wymierzył mu straszliwą karę, a malarz zmarł w bólach. To nieczysta śmierć nadała mu pseudonim. Od dziesięcioleci Candyman, upiór w długim płaszczu, z ciętym hakiem zastępującym dłoń, nawiedza okolice Cabrini Green, slumsów zamieszkałych przez Afroamerykanów. Helen wierzy w naukę, nie w murzyńskie podania, jest nieustraszona. Gdy tylko posuwa się o jeden krok wprzód za dużo, Candyman zaczyna ją nawiedzać.

     Tony Todd i Virginia Madsen, dziś aktorzy przeżuci i „second-handowi”, rolami w filmie Rose’a pokazują kawał talentu. Pewność siebie, sumienność i siła wyrazu determinują kreacje duetu. W dodatku ona jest słodka, a on budzi trwogę na równi z empatią. Helen i Candyman to umazani krwią Piękna i Bestia.

     Projekt Bernarda Rose’a to najrzadszy typ horroru – jawiący się jako bezbłędny. Otrzymujemy pełnokrwisty befsztyk. Strach budowany jest od pierwszych sekund i narasta wraz z każdym ujęciem, postaci posiadają szerokie zaplecze psychologiczne, a scenariusz jest zaskakujący i oryginalny. W dodatku apetyczne gore przewija się w zdrowych dawkach. Wyborne danie podane jest na złotej tacy. Anthony B. Richmond z czarującą premedytacją operuje światłem i ciemnością, a jego niekryty fetyszyzm oczu powoduje, że zakochujemy się we wzroku Virginii Madsen. Ponad zdolności Richmonda przełożę jednak polot Philipa Glassa. Muzyka kompozytora jest minimalistyczna, ale uczucia, które prowokuje – nie. Ścieżka dźwiękowa zabiera nas w podróż w czasie, brzmiąc, jakby wyjęta została z klasyki gatunku. Bezbrzeżne chóry, rozbuchane organy i ogólna posępność sprawiają, że włosy stają dęba. Bernard Rose stworzył makabryczną filmową operę. Mniam! Gdybym nie znał trylogii „Candymana”, poprosiłbym o dokładkę.

     Pisząc o „Candymanie”, nie można nie poświęcić kilku zdań na temat jego klimatu. Nastrój przywołuje skojarzenia z „Hellraiserem: Wysłannikiem piekieł” – oba projekty są ekranizacją prozy Clive’a Barkera – lecz wyróżnia się większą grozą, bardziej hipnotyzuje i niepokoi, jest wręcz nawiedzony. „Candyman” to jeden z najbardziej przerażających horrorów kina. Dyskomfort, konfuzja i przeszywający głos filmowego boogeymana wypełniają całe stuminutowe przedstawienie.

     „Candyman” wzbudza nieodpartą nostalgię, a muzyka Glassa to tęskny blues za triumfem prawdziwego horroru, który – jeśli jest szczery i wystarczająco prężny – obroni się nawet w najgorszych dla siebie czasach. Pamiętam, że dystrybutor VHS rekomendował obraz Rose’a jako najlepszy film grozy 1992 roku. Posunąłbym się nieco dalej: „Candyman” jest jednym z bardziej przyzwoitych horrorów całej amerykańskiej kinematografii, a z pewnością filmem pochłaniającym i upiornym.

     Recenzja znajduje się także na stronie filmweb.pl, pod niniejszym odnośnikiem. Zapraszam do śledzenia swojego profilu w tym serwisie.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s