Triumfalne odrodzenie

          Jeden z memów internetowych, powielony przez znajomą mi osobę w popularnym serwisie społecznościowym, przytacza humoreskę: „Jesteś fanem horroru? Zrób z siebie, proszę, głupka i bądź fanem horrorowych remake’ów”. Rebootując uznane serie, ignorantów zrobili z siebie Samuel Bayer („Koszmar z ulicy Wiązów”) i Marcus Nispel („Piątek, trzynastego” – nie „Teksańska masakra piłą mechaniczną”). Freddy, Jason, Leatherface. Wiecie już, kto będzie bohaterem niniejszej recenzji?

     Tekst odniesie się nie tylko do Michaela Myersa, mordercy z Haddonfield, ale także do Roba Zombie. Reżyser jest bohaterem zmodernizowanej odsłony „Halloween” na równi z Myersem, ponieważ przywiędłej sadze horrorów ofiarował nowe życie. Nie okazał się głupcem – a nawet ujawnił się jako wizjoner.

Czytaj dalej Triumfalne odrodzenie

Reklamy

W starym domu nadal straszy

          Istniało całkiem duże prawdopodobieństwo, że horror z Danielem Radcliffe’m obsadzonym – tak całkowicie na poważnie – w roli głównej okaże się niegodnym seansu. Niespodziewanie, mimo obecności Harry’ego Pottera na ekranie, ubiegłoroczna „Kobieta w czerni” wprawia w podziw. Kredyty początkowe informują, że obraz zrealizowała wytwórnia Hammer Film Productions – co wzbudza jeszcze większe zdumienie. Film, faktycznie, nakręcony został hammerowską ręką. Budzi nawet roślejszy dreszcz emocji niż wiele z brytyjskich klasyków horroru.

     Arthur Kipps jest owdowiałym londyńskim notariuszem. Przełożony zawiadamia go, że wyjazd na odludną wieś i uporządkowanie spraw spadkowych zmarłej bogaczki mogą uratować jego zachwianą pozycję zawodową. W drodze na dwór Eel Marsh Arthur przekonuje się, że okolicznych mieszkańców przeraża samo imię kobiety – kobiety w czerni, którą bohater zacznie widywać od momentu przekroczenia progu opuszczonej sadyby.

Czytaj dalej W starym domu nadal straszy

Bezbolesny cios

           „Silent Hill: Apokalipsa” – w 3D! – cierpi z powodu tak wielu niedoskonałości, że razem z filmem cierpieć zaczynają jego widzowie. Tworzony przez długie lata sequel kasowego przeboju z 2006 roku to bezapelacyjny niewypał, którego porażka była jednak możliwa do przewidzenia.

     Nastoletnią Heather Mason (Adelaide Clemens), protagonistkę filmu, poznajemy, gdy wraz z ojcem Harry’m (Sean Bean) sprowadza się do nowego domu. Zmiana miejsca zamieszkania i szkoły to dla niej chleb powszedni. Stopniowo przekonujemy się, co skłania rozbitą rodzinę Masonów do podróżowania po kraju; dowiemy się też, dlaczego jest rozbita. Na drodze Heather staje tajemniczy mężczyzna – śledzący dziewczynę od momentu przeprowadzki – który zdaje się wiedzieć o niej więcej niż ona sama. Wkrótce bohaterka zostaje świadkiem zabójstwa podejrzanego szpiega przez kreatury bynajmniej nie ludzkiego pochodzenia. Policyjne tropy prowadzą do licealistki. Jednocześnie dochodzi do porwania ojca nastolatki. Heather dowiaduje się, że odpowiedź na frapujące ją zagadki znajdzie w Silent Hill.

Czytaj dalej Bezbolesny cios

(Nie)sądny dzień

     Po seansie niszowego klasyku Kena Hughesa „Night School” (czy też „Oczy pełne strachu”) przez myśl nie przeszło mi, że mógłbym wydać temu filmowi – przeciętnemu i sztampowemu – recenzję. Stworzyłem za to bardzo amatorski horrorowy kolaż oraz doszedłem do druzgoczącego wniosku: obejrzałem wszystkie slashery świata. Pomocy!

„Something is trying to get inside my body!”

     Iluzoryczny homoerotyzm „Koszmaru z ulicy Wiązów 2: Zemsty Freddy’ego” urósł do rangi popularnej filmoznawczej teorii, odkąd w dokumencie „Never Sleep Again: The Elm Street Legacy”, stanowiącym wędrówkę po świecie Freda Kruegera, scenarzysta David Chaskin odsłonił wszystkie karty. Gdy Chaskin nareszcie przyznał, że do swojego skryptu – nie uczulając na to reżysera – przemycił wątki gejowskie, nietypowa wymowa obrazu Jacka Sholdera stała się tematem dysput i publikacji.

     A przecież pierwszy sequel „Koszmaru z ulicy Wiązów” widziałem właśnie, gdy odkrywałem własną homoerotyczność i nie rozbudził on mojej wyobraźni. Pamiętam sceny w męskiej szatni, facetów w lateksie, pięknisia w samych tylko nylonowych szortach nadzianego na falliczne szpony Kruegera. Chwila, moment…

Czytaj dalej „Something is trying to get inside my body!”

Daleko do dzwonka

     Jeśli nie potrafisz bawić się filmem, odpuść sobie projekcję „Detention”. To obraz dla prawdziwych filmowych geeków, kinowych wyjadaczy, którzy niepospolitość produkcji Josepha Kahna docenią i bezzwłocznie pokochają.

     Groteskowe zabójstwo nastoletniej piękności – samozwańczej szkolnej dziwki Taylor – uruchamia lawinę niecodziennych zdarzeń. Uczniowie Grizzly Lake High są prześladowani i atakowani przez gnębiciela rodem z horrorów. Jednak to tylko drobna porcja dylematów, z jakimi muszą się zmagać. Jedni czują się zagubieni, drudzy boją się przyszłości, inni zmuszeni są dawać sobie radę z muszym krwiobiegiem, kwasopluciem i fosforyzującym ejakulatem. Do matury coraz bliżej. Czy młodzi z Grizzly Lake poradzą sobie z codziennymi, mniej lub bardziej cudacznymi kłopotami nim szkolnymi murami zatrząśnie ostatni dzwonek?

Czytaj dalej Daleko do dzwonka