Pokochajmy Mandy Lane

     Omawiałem niedawno „Wiecznie żywego”, apokaliptyczną wariację na temat „Romea i Julii”, z rozkochanym do fioletowości bohaterem-zombie. Reżyserowany przez Jonathana Levine’a film, na który spadł deszcz intratnych recenzji, zarobił krocie. Mniej pomyślny los spotkał pierwsze dzieło autorstwa Levine’a. Prymarny film Amerykanina, horror „Wszyscy kochają Mandy Lane”, debiutował wprawdzie podczas festiwalu w Toronto i wzbudził sensację wśród widzów, mimo to nie spotkał się ze spektakularną promocją. Teraz „Mandy Lane”, odkopana ze studyjnych magazynów przez dystrybutorów, dokonuje spóźnionego natarcia na amerykańskie kina, by przypomnieć o swoim potencjale.

     Levine nie prawi tym razem o tkliwym zadurzeniu, a o niezdrowym pożądaniu. Akcja filmu osadzona jest w teksańskim liceum, gdzie grupa chłopców straciła głowę dla tytułowej bohaterki. Mandy, słodka i prostoduszna blondynka, albo nie ma pojęcia o własnym seksapilu, albo wykorzystuje go z premedytacją. Przenosimy się na odludne ranczo, gdzie organizowana jest szumna impreza. W zabawie Mandy towarzyszą nabuzowani testosteronem młodzieńcy oraz zazdrosne dziewczęta. Po północy żarliwa głusza spływa falą zagadkowych morderstw. Kto zabija i jaki jest jego cel? Motywów z pewnością nie brak żadnemu z gości.

Czytaj dalej Pokochajmy Mandy Lane

Reklamy

Niestrawne serce, czyli lekcja czułości

         Z góry zaznaczmy: Stephanie Meyer nie maczała palców przy tegorocznym przeboju, „Warm Bodies”. Tytuł, wysiłkowo przetłumaczony przez polskich speców jako „Wiecznie żywy”, podpowiada, z jakim filmem się stykamy. Najnowszy obraz Jonathana Levine’a zionie pogodą ducha, której lekcja przydałaby się wspomnianej autorce.

     Bohaterem filmu jest R, nie Edward. Faktycznie, przodująca postać przywodzi na myśl dwóch relewantnych Edów: meyerowskiego Cullena, bożyszcze nastolatek, oraz kapitalnie zagranego przez Johnny’ego Deppa Nożycorękiego, protagonistę szlagieru Tima Burtona sprzed lat. R żyje w postapokaliptycznej rzeczywistości. W świecie opanowanym przez żywe trupy przyjdzie mu spotkać miłość życia. Tylko czy zastygłe otoczenie będzie w stanie zaakceptować uczucie, jakie połączy jego i nastoletnią śmiertelniczkę Julie? R, nim przekona się o tym na własnej, lodowatej skórze, będzie musiał poskromić w sobie chęć zjedzenia mózgu partnerki.

Czytaj dalej Niestrawne serce, czyli lekcja czułości

Diabeł tkwi w precyzji

     Jeżeli surrealizm rzeczywiście jest sposobem całkowitego odkrycia ducha, „The Lords of Salem” to najbardziej uduchowiony film ostatnich lat. Inspirujący, przepojony wzniosłymi motywacjami, a przy tym wyzwalający szlachetne uczucia, nowy projekt Roba Zombie prowadzi widza na sam wierch góry artystycznych doznań. Meg Foster pracę na planie filmu przyrównała do wędrówki przez nieznane. Ruszmy więc w podróż po labiryncie.

     Podobnie jak w przypadku większości dzieł Zombie, fabuła „Lords of Salem” jest zdawkowa i drugorzędna. Heidi, DJ-ka rockowej stacji radiowej, odbiera pilną przesyłkę, zawierającą nagranie muzyczne, zarejestrowane na płycie winylowej. Utwór, choć brzmi ponuro i podejrzanie, sprawdza się wśród słuchaczy radiofonii. Heidi za sprawą hipnotyzującej melodii zaczyna doznawać wizji z udziałem siedemnastowiecznych wiedźm i satanistycznych obrzędów. Samozwańczy Lordowie, wykonawcy nietypowego przeboju, zapowiadają swoją wizytę na wielkim koncercie w miejscowym teatrze. Salemskie kobiety, zwłaszcza Heidi, czeka spotkanie z Królem.

Czytaj dalej Diabeł tkwi w precyzji

Szukając sposobu na kłów zamoczenie

     W latach 70., erze raczkujących pastiszów, dekadzie odpowiedzialnej za przewartościowanie mitu śpiącego w trumnie krwiopijcy, Andy Warhol i Paul Morrissey nakręcili film, który nie tylko w komiczny sposób zagęszcza i uwydatnia atrybuty horroru wampirycznego, ale też buduje swoje własne credo. Bo przecież w gatunku przesyconych donośnym absurdem, ociekających seksem, mrużących do widza oko horrorów o artystyczno-kiczowatym kroju „Krew dla Draculi” stanowi prawdziwą świętość.

     Faktycznie, niewiele produkcji można wliczyć do powyższej kategorii. Kino grozy pozwala jednak twórcom na eksperymentowanie z formą swoich dzieł. Z doświadczenia prowadzonego na stokerowskiej legendzie duet Warhol/Morrissey wyszedł obronną ręką. Historia Draculi, rumuńskiego arystokraty, wyruszającego do Italii w poszukiwaniu nieskalanej „małżonki”, narusza nietykalność klasycznej powieści bardziej niż mogłoby się zdawać – ku uciesze widzów.

Czytaj dalej Szukając sposobu na kłów zamoczenie