Oh, I’m a happy camper

     Fabułę kultowej pozycji z 1983 roku, „Sleepaway Camp” w reżyserii Roberta Hiltzika, rozpoczął donośny, instrumentalny łomot, zwiastujący nadchodzące, tragiczne wydarzenia. W przeciągu pięciu lat slasher Hiltzika osnuty został szczerą estymą. Rok 1988 przyniósł fanom horroru sequel, „Sleepaway Camp II: Unhappy Campers”. Film podchodzi do swojego gatunku w mniej hitchcockowski sposób niż jego prequel, bardziej niż jak dreszczowiec jawi się jako zaprawiona czarnym humorem makabreska, której nie powstydziłby się John Waters.

sc2

     Znany z pierwszej odsłony campingowej serii transpłciowy nastolatek Peter Baker powraca jako Angela Johnson. Udana operacja plastyczna uczyniła z Petera kobietę. Terapia psychiatryczna, której poddawano zagubionego chłopca w szpitalu, nie przyniosła, niestety, podobnych rezultatów. Angela, nie mniej szalona niż Peter, wraca do życia wśród ludzi. Znajduje pracę jako opiekunka dzieci na obozie letniskowym. Biwakiem wstrząsa seria… zaginięć i pozaekranowych mordów.

     Największym mankamentem sequela jest krótki i wątły bodycount. Kilkoro bohaterów ginie w straszliwy sposób, jednak kamera bardziej sugeruje niż obrazuje. Zamiast lustrować ekranową przemoc, operator woli czynić aluzje. Nie widzimy ani wwiercanej w ciało wiertarki, ani płonącej dziewczyny. Film, którego plakat w żartobliwy i prowokujący sposób przedstawia hokejową maskę i złączone w rękawicę noże, nie zapewnia pełnej dawki gore… Poza działem marketingowym nie spisały się pierwszoplanowe aktorki. Gra Pameli Springsteen nie jest wystarczająco obłąkana. Renée Estevez natomiast przynudza jak mało kto.

     Mimo to film, w Polsce znany jako „Uśpiony obóz 2: Smutni obozowicze”, ucieszy fanów horroru. Oczywiście głównie tych hardkorowych dziwaków. Wielbiciele grozy tradycyjnego sortu mogą się na reżyserowanym przez Michaela A. Simpsona obrazie zawieść. „Unhappy Campers”, poza twórczością wymienionego Johna Watersa, przywodzi na myśl pokrewny cykl, „Slumber Party Massacre”, a z bardziej współczesnych pozycji – charyzmatyczny debiut Joshui Grannella „All About Evil”. Simpson oferuje widzom ostatki suspensu, lecz nie brakuje w jego projekcie zachęcającego kampu i niewymagającego, resetującego umysł żartu. Film wprost prowokuje do uśmiechu.

     Nie sposób brać „Sleepaway Camp II” na poważnie. To slasher niemal autoironiczny, w horror jedynie się bawiący. Na szczęście zabawa zobowiązuje nie tylko reżysera czy aktorów, ale i widzów. Osiemdziesięciominuty film wypełniony jest wigorem i radością. Tytułowi smutni obozowicze to jacyś straszni sztywniacy.

     Recenzja znajduje się także na stronie filmweb.pl, pod niniejszym odnośnikiem. Zapraszam do śledzenia swojego profilu w tym serwisie.

6

Advertisements

2 myśli nt. „Oh, I’m a happy camper”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s