A date to remember

           Gdy w 1980 roku na ekranach kin debiutował pamiętny „Piątek, trzynastego” Seana S. Cunninghama, towarzyszyła mu atmosfera zgorszenia obyczajowego. Film, pełen efektów gore, bez skrępowania epatował obrazami otwartej przemocy. Krytycy nie kryli nienawiści wobec produkcji Cunninghama, a wielu z nich okrzyknęło ją jako sezonowy przebojów – filmidło, które przepadnie bez echa.

kbaconf13

     Jednak „Piątek, trzynastego” nie umarł i w krótkim czasie zainicjował obszerną, wieloletnią serię horrorów. Zgromadził też armię fanów, zarobił krocie oraz wpisał się w księgi historii amerykańskiej popkultury.

     Słów kilka o fabule. Nad jeziorem Crystal otwierany jest obóz kempingowy. Przedsiębiorczy szuler Steve Christy, właściciel przygotowywanej placówki, wynajmuje ekipę remontową, która doprowadzi biwak do użytku. Siódemka studentów, wśród nich artystka Alice, spędzany w malowniczej głuszy czas dzieli pomiędzy wypełnianie zleconych obowiązków a beztroską zabawę. Christy nie przytacza młodym historii nieszczęsnych zdarzeń, jakie wstrząsnęły obozowiskiem lata wstecz. Okazuje się, że otaczające kemping lasy wciąż pamiętają o tragediach z przeszłości. Pamięta o nich też mściwa i szalona Pamela Voorhees.

     Scenariusz „Friday the 13th” nie sili się o rozbudowaną narrację, a sam film nie jest arcydziełem. Na całe szczęście! Obraz Cunninghama to nienapuszona i nierozdmuchana bagatela, której tak często potrzebujemy, a której nierzadko brakuje w naszej osobistej filmotece lub na dużych ekranach. Bez względu na to, czy damy szansę sequelowi (lub sequelom), do pierwszego „Piątku” wracać można po wielokroć, ponieważ dostarcza wszystkiego, czego widz oczekuje: mnogości rozrywki.

     „Piątek, trzynastego” czaruje za sprawą zdolnej ekipy oraz sprzyjających warunków realizacyjnych. Efekty specjalne, wykonane przez jednego z geniuszy charakteryzacji Toma Saviniego, stanowią esencję tak filmu, jak i późniejszej serii – krwawa jatka przyciąga wzrok i mrozi krew w żyłach. Gardła szlachtowane są w rytm muzyki autorstwa Harry’ego Manfredini, bazującej w dużej mierze na utworach Bernarda Herrmanna i Krzysztofa Pendereckiego. Ścieżka dźwiękowa chicagowskiego kompozytora porusza po dziś dzień za sprawą doskonałej aranżacji instrumentalnej. Wisienką na krwawym torcie są popisy aktorskie. Niesłusznie nominowana do Złotej Maliny filmowa Pamela Voorhees, Betsy Palmer, zaraża obłędem, a Adrienne King, jako Alice, kreśli jedną z najważniejszych i najlepiej zdefiniowanych „final girls”, jakie poznali amatorzy slasherów. Najbardziej o kulcie „Piątku, trzynastego” stanowi jednak klimat – wspaniale letni i rześki. Nawet w domowym zaciszu uda nam się nabrać w płuca ciepłego, świeżego powietrza. Oczywiście tylko wówczas, gdy damy się ponieść specyfice recenzowanego filmu. Miejsce kręcenia horroru – Camp No-Be-Bo-Sco w New Jersey – wpłynęło na aurę „Piątku”, ale też zbudowało odpowiednią dawkę napięcia.

     Najważniejsza pozycja w filmografii Seana Cunninghama („Obcy z głębin”, „Nowi”) od lat bawi kolejne pokolenia miłośników horroru oraz kina kategorii „B”. Od ponad trzydziestu lat film nie postarzał się ani trochę, a nawet nabrał możliwie bardziej grindhouse’owego stylu. Wykazał, że bynajmniej nie jest produkcją pechową, a tym bardziej chybionym pomysłem wartym zapomnienia. Czasem „nieomylnym” zdarza się pomylić…

     Recenzja znajduje się także na stronie filmweb.pl, pod niniejszym odnośnikiem. Zapraszam do śledzenia swojego profilu w tym serwisie.

9

Reklamy

8 myśli nt. „A date to remember”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s