„It’ll be a killer party!”

            Ciekaw jestem, jak Amerykanie – niewzruszeni prześmiewcy wszystkiego, co kanadyjskie – reagowali na spektakularne dokonania swoich sąsiadów w dziedzinie filmowego horroru. Bez wątpienia, w latach 70. i 80. tym obszarem kinematografii władali między innymi twórcy z Kanady. Tak jak książki nie oceniamy po okładce, filmu nie należy krytykować na podstawie narodowości reżysera. A już na pewno, kiedy nosi on tak sensacyjny tytuł jak „Happy Birthday to Me”.

happy_birthday_to_me

     Gwiazdka telewizji Melissa Sue Anderson występuje tu jako Virginia „Ginny” Wainwright, uczennica ekskluzywnej szkoły, mająca za sobą traumatyczne przeżycia. Groźny wypadek zmusił ojca bohaterki do poddania córki eksperymentalnej terapii medycznej. Kuracja spowodowała u niej tymczasową utratę pamięci. Teraz, na kilka dni przed osiemnastymi urodzinami, dziewczyna zaczyna odzyskiwać utracone wspomnienia. W tym samym czasie giną szkolni przyjaciele Ginny, mordowani jeden po drugim. Krwawe wydarzenia budzą w Virginii impulsy, jakich wolałaby nie znać. Policja prowadzi śledztwo w sprawie zabójstw; ich sprawca zostanie jednak ujawniony dopiero podczas makabrycznego przyjęcia urodzinowego.

     „Happy Birthday to Me” to sukces producencko-scenopisarski. Film nie był pierwszą okazją do współpracy tria John Dunning/André Link/John Beaird; poprzedni projekt zespołu, starszy tylko o trzy miesiące slasher „Moja krwawa walentynka”, przeraził zakochane pary do szpiku kości. Oba tytuły cechowały efektownie napisane scenariusze oraz przebojowa promocja. „Happy Birthday to Me”, reklamowany niezapomnianym posterem, przedstawiającym zabójstwo patyczkiem do szaszłyku, przez krótki czas utrzymywał tytuł najbardziej kasowego filmu w historii kina kanadyjskiego.

     Slogan promujący horror zapewniał widza, że film J. Lee Thompsona prezentuje sześć najbardziej kuriozalnych scen mordów, jakie kiedykolwiek ukazano. Faktycznie, efekty gore w „Happy Birthday to Me” dopracowano do perfekcji. Brutalnych i sardonicznych zarazem zgonów na pewno w filmie nie brakuje. Poza sceną ujawnioną przez plakat, ujrzymy – SPOILER! – zgniatanie gardła przeciążonym drążkiem do ćwiczeń, masakrowanie twarzy rozpędzonym kołem motocyklu czy podrzynanie szyi nożem do tortu.

     Film – w Polsce znany pod tytułem „Upiorne urodziny” – stanowi festiwal kreatywności reżyserskiej J. Lee Thompsona, który inwencją wykazał się nie tylko w ukazywaniu scen przemocy. Czynnikiem determinującym osobliwość „Urodzin” jest przede wszystkim zadziorna, pełna napięcia atmosfera. Reżyser od pierwszych minut filmu stawia na bogaty suspens, przeciągając niektóre sekwencje do granic możliwości. W ten sposób mógłby w oczywisty sposób zanudzić widza. Tak się jednak nie dzieje, ponieważ przydługie ujęcia – nota bene najmroczniejsze momenty filmu – podane zostają w bardzo urodziwej formie audiowizualnej. Fani slasherów pokochali „Upiorne urodziny” nie tylko ze względu na ekscentrycznie podany rozlew krwi – to niespotykany klimat dzieła i jedyna w swoim rodzaju aura szczerej grozy w produkcji klasy „B” sprawiają, że miłośnicy horroru wciąż sięgają po tę niedzisiejszą pozycję.

     Filmem „Happy Birthday to Me” J. Lee Thompson zbudował most pomiędzy krwawym horrorem a kinem ambicji i wizjonerstwa. Historia Virginii Wainwright odbiega poziomem od wielu slasherów – jest pięknie sfotografowana i okraszona wyborną ścieżką dźwiękową. Jednocześnie twórcy „Dział Navarony” udało się na stałe wpisać w dzieje horroru „starej szkoły”. Ukazał w końcu potworności, o jakich nie śniło się Wesowi Cravenowi i Seanowi Cunninghamowi. „Urodziny” na zawsze pozostaną dla kina grozy swoistym fenomenem.

     Recenzja znajduje się także na stronie filmweb.pl, pod niniejszym odnośnikiem. Zapraszam do śledzenia swojego profilu w tym serwisie.

9

Reklamy

Jedna myśl nt. „„It’ll be a killer party!””

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s