„Pitch your tent, dig your grave”

        Jeśli w horrorze spod znaku martwego nastolatka szukacie powiewu świeżości, seans mocno niezależnego „Camp Dread” może nie spełnić Waszych oczekiwań. Nie jest to najoryginalniejszy film. Debiut reżyserski Harrisona Smitha stanowi raczej współczesne odniesienie do podgatunku backwoods slashera oraz jego niespodziewanej ekspansji w kinie połowy lat 90. Odniesienie w sumie satysfakcjonujące, choć niekoniecznie rześkie.

campdread2014

     Kluczowym atutem projektu okazuje się swobodny, rozumiejący mechanikę horroru skrypt, napisany przez reżysera. Bohaterami toczącego się na kempingu filmu są najokropniejsi nastolatkowie Ameryki, którzy osobowością i sposobem bycia sami proszą się o prędką śmierć. Losem większości młodzieżowych postaci trudno się przejmować – i dobrze. Obozowy zabójca raz po raz eliminuje młodych w krwawy sposób. „Camp Dread” zieje sztampą, lecz jest to sztampa przyjemnie odmóżdżająca, idealna na piątkowy seans przy alkoholu. Scenariusz filmu nie jest też zupełnie bezmyślny. Smith spłatał widzom figla, w rolach drugoplanowych obsadzając aktorów charakterystycznych: Erica Robertsa jako wyprutego zawodowo filmowca oraz Felissę Rose jako byłą slasherową divę.

     Pomimo wysokiego bodycountu, efekty gore nie są dla filmu priorytetowe. Obóz grozy spływa co prawda krwią, lecz nie każdą jej kroplę dane jest nam zobaczyć; morderstwa kilku postaci zobrazowane zostają bardzo oszczędnie. Tym nierozsądnym posunięciem reżyser bardziej oddalił swój film od „Piątku, trzynastego” niż go do niego przybliżył, mimo wielu podobieństw i zależności pomiędzy dwoma obrazami. Dla miłośników krwawych fontann będzie to spore rozczarowanie, którego – na szczęście – nie pozostawiono bez naprawy. Nawet jeśli „Camp Dread” pozbawiony jest rzeźniczego uroku trylogii „Hatchet” Adama Greena, dysponuje innymi walorami: komicznymi one-linerami, obecnością bogini horroru Danielle Harris w obsadzie, satyryczną na wielu poziomach wymową, ambiwalentnym wątkiem LGBT, który zadowoli gejowską publikę.

     Pierwszy film Smitha można uznać za względnie udany. Z pewnością nie jest to dzieło najwyższych lotów. Jestem jednak pewien, że ten wdzięczny straszak wywrze solidne wrażenie na fanach B-klasowego kina grozy. „Camp Dread” nie przywraca wiary w dzisiejszy slasher, bo i nie przywodzi na myśl „Teksańskiej masakry piłą mechaniczną”. Na całe szczęście nie przypomina też „Piły mechanicznej 3D”.

     Recenzja znajduje się także na stronie filmweb.pl, pod niniejszym odnośnikiem. Zapraszam do śledzenia swojego profilu w tym serwisie.

6

Reklamy

Jedna myśl nt. „„Pitch your tent, dig your grave””

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s