W oczekiwaniu na „Faults” w reżyserii Rileya Stearnsa

     Jedną z ciekawszych horrorowych premier trwającego roku może okazać się debiutancki film pełnometrażowy Rileya Stearnsa „Faults”. Swoją oficjalną premierę obraz odnotował w marcu podczas festiwalu South by Southwest w Teksasie, gdzie spotkał się z przychylnymi opiniami widzów. Komercyjna premiera projektu nie została póki co ustalona. „Faults”, łącząc w sobie elementy dramatu i kina grozy, opowiada historię zrozpaczonych rodziców, usiłujących wydostać córkę spod kontroli kultu religijnego. Nim film otrzyma zielone światło od dystrybutora, zachęcam do zapoznania się z pierwociną Stearnsa, 13-minutową krótkometrażówką „Magnificat”. W obu wspomnianych dziełach wystąpiła żona reżysera, uznana scream queen Mary Elizabeth Winstead. Wcale nie przesadnym byłoby stwierdzenie, że „Magnificat” to horror klimatem bliski starym filmom Romana Polańskiego.

[vimeo http://vimeo.com/29026626]

„Ciemność, widzę ciemność!”

            Gejowski horror. Dla przeciętnego odbiorcy to temat zupełnie abstrakcyjny lub nawet surrealny, dla widza ciut bardziej doświadczonego – co najmniej kontrowersyjny (toć to nienaturalne, by fallus wyparł cycki!). Mimo głęboko undergroundowego statusu, poruszające tematykę LGBT kino grozy ma się nie najgorzej, a niezwiązani z głównym nurtem filmowym artyści jakoś je przędą. W ciągu ostatniego dziesięciolecia podgatunek queer horroru wyszedł z szafy i zajął ważne miejsce na festiwalach filmu niezależnego. Czy to dobrze? Z punktu widzenia równouprawnienia z pewnością tak. Szkoda jedynie, że niemała ilość kręconych z myślą o homoseksualnej widowni straszaków bardziej niż treścią przeraża jakością wykonania.

kissingdarkness2

     A przecież w zamierzchłych latach 80. lub nawet w ciągu pierwszej dekady bieżącego wieku powstało sporo popisowych projektów podgatunkowych. Wystarczy tu wspomnieć pełne maestrii filmowe poematy, „Zagadkę nieśmiertelności” i „Czwartego człowieka”, czy ujmujący swą osobliwością slasher „Hellbent”. Oglądając komediowo-thrillerowe tutti frutti „Kissing Darkness”, nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że reżyser i scenarzysta James Townsend nigdy nie zetknął się z żadnym z wymienionych tytułów.

Czytaj dalej „Ciemność, widzę ciemność!”

Boogie boogie funky kill!

       „Discopathe”, niskobudżetowy film grozy w reżyserii Renauda Gauthiera, zakrawa na duchowego spadkobiercę pamiętnego „Balu maturalnego” z 1980 roku. Obie produkcje powstały w Kanadzie i odzwierciedlają splendor początku muzyki dyskotekowej, kojarzony z kulami lustrzanymi i kolorowymi parkietami. Oba filmy sceny krwawych zbrodni ukazały w takt rytmicznych, multiinstrumentalnych dźwięków.

discopathe13

     Gauthier, w dość żartobliwy, choć nie wyzbyty rozwagi sposób, stawia tezę, według której muzyka disco jest tyleż sielska, co zwodnicza. Przekonuje się o tym Duane Lewis, zagubiony nowojorski młodzieniec. Taneczne numery przywołują w mężczyźnie głęboko traumatyczne wspomnienia i budzą w nim ferwor mordu. Podczas imprezy w modnym klubie Duane wpada w szał – zabija niewinną dziewczynę i kradnie paszport właściciela lokalu. W ten sposób zapewnia sobie możliwość ucieczki z Manhattanu. Akcja filmu przenosi się o cztery lata do przodu. Lewis mieszka w Montrealu i pracuje jako złota rączka w żeńskiej szkole średniej. Wydaje się, że dyskotekowe brzmienia przestały wyzwalać w nim żądzę mordu. Czy aby na pewno?

Czytaj dalej Boogie boogie funky kill!

Bezkrwisty powrót

            Niektóre serie filmowe z trudem pracują na szacunek widza. Za przykład mogą posłużyć „Dzieci kukurydzy” – jeden z większych kolosów X muzy, saga dziewięciu horrorów. Zapoczątkowany przez Fritza Kierscha cykl nie cieszy się szczególnym poważaniem, nawet wśród fanów kina grozy; kojarzony bywa z kiepskimi sequelami. Szósty film w serii, opatrzony podtytułem „Powrót Isaaca”, nie jest gniotem. Jest obrazem przeciętnym we własnej przeciętności.

6isaacreturns

     Początek filmu nadaje mu podwaliny prawdziwej potęgi: pracy operatora. Przystojnie sfotografowany prolog przynosi obraz słońcu zachodzącemu nad bezdrożami Nebraski. Punkt wyjścia dla całej historii również wzbudza zainteresowanie: manowcami wiedziona jest nastolatka szukająca własnych korzeni, niewiedząca jeszcze, że odnajdzie je w miasteczku na końcu świata. Bogate, panoramiczne zdjęcia i intratny wstęp to niestety tylko przystawka, która szybko ustępuje miejsca wyjątkowo bezkrwistemu daniu głównemu.

Czytaj dalej Bezkrwisty powrót