Krew, silikon i sterydy

     Postawmy sprawę jasno: „Jersey Shore Massacre” stanowi prostą, by nie napisać prostacką, formę rozrywki filmowej. Jest dokładnie taki, jak jego bohaterowie – nieokrzesany i bezpretensjonalny. Czy to zarzut, czy może zaleta? Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia, a w tym przypadku – od pokładów zdrowego dystansu i wymagań tyczących się projekcji.

jerseyshoremassacre

     New Jersey. Grupa plastikowych kociaków i napompowanych guido’s imprezuje w domku nad jeziorem. Wystawna posiadłość należy do wujaszka jednej z dziewcząt, groźnego mafiosa. Gdy niebo spowija mrok, prostoduszne towarzystwo zaczyna tracić na liczebności – szybko okazuje się, że bohaterowie giną z rąk tajemniczego zabójcy! Silikonowe panienki tracą piersi, przerośnięci kozacy krzyczą jak przerośnięte dziewczynki, a nieznany mściciel triumfuje w psychotyzmie. Jinkies, rzekłaby Velma Dinkley!

Czytaj dalej Krew, silikon i sterydy

Krótka piłka: „Dla Ciebie i Ognia”

          Poziom wykonania polskiego thrillera „Dla Ciebie i Ognia” jest śmiechu warty. Komputerowa krew na kafelkach, aktorzy z ulicy, desperacki montaż – walory techniczno-produkcyjne filmu leżą i kwiczą. A przecież kino niezależne może być kręcone ze smakiem, może oszałamiać estetyką niemal tak jak filmy głównego nurtu. Nie w tym przypadku. Fabuła projektu, pomimo mdłych inspiracji zaczerpniętych od znanych i lubianych z Hollywoodu, jest w stanie zaintrygować, nigdy jednak widza nie porywa. Co więcej: stonowana muzyka pozwala popłynąć razem z filmem, scenariusz raz na jakiś czas zaskakuje trafionym twistem, a głównego bohatera – strasznego sukinsyna – nie da się obdarzyć sympatią.

dcio

5

Krótka piłka: „Lost Time”

          Film dzieli się na trzy skrajnie różne rozdziały. W pierwszym, całkiem dobrze otwierającym obiecujący – zdawałoby się – projekt, reżyser sumiennie buduje napięcie i zdobywa sympatię widza. Pomagają mu w tym nietuzinkowi, choć melodramatycznie odegrani bohaterowie. Następuje akt drugi. Scenariusz ogarnia chaos, akcja rozbiega się na wszystkie jego strony, a przyglądających się dziwowisku trafia szlag. Zakończenie „Lost Time” urasta już do rangi jednego z najsłabszych epilogów, jakie ukazano na ekranach w ciągu ostatnich kilku miesięcy. Fantastycznonaukowy horror Christiana Sesmy bywa frajdą dla oczu, lecz jest zbyt nerdowski, a czasem zupełnie pozbawiony ładu i składu. Czy obraz o chwilach utraconych to – nomen omen – strata czasu? Obawiam się, że tak, pomimo nieodpartych walorów pierwszych minut filmu.

losttime2014 5

Horror minimalistyczny

     „Absentia” w reżyserii Mike’a Flanagana wyprodukowana została w słonecznym Glendale, o rzut beretem od hollywoodzkiego zgiełku, jednak nie daje tego po sobie poznać. Jest to projekt bardzo wyciszony, niemal introwertyczny. Niby wyfasowany na horror nadnaturalny, a jednak przesiąknięty dramatyzmem i suspensem rodem z surowych thrillerów. Szykując się do projekcji filmu, przyćmijcie światło i przygotujcie ciepły sweter. W swym bezdźwięku i depresyjności „Absentia” przyprawia o chłodny dreszcz emocji.

Absentia 02

     Callie, marzycielka z problemami osobistymi, odwiedza mieszkającą w Kalifornii siostrę Tricię, która po latach poszukiwań zaginionego męża postanawia otworzyć nowy rozdział w życiu. Małżonek Tricii wyszedł pewnego dnia z domu i nigdy do niego nie wrócił, skazując najdroższą na udrękę domysłów i przypuszczeń co do jego uczuć. Opuszczona kobieta planuje przeprowadzkę do nowego mieszkania, nieobciążonego wspomnieniami pozornie szczęśliwszych dni. Wiąże się też z detektywem, który zajmował się sprawą zniknięcia Daniela. Właśnie wtedy – gdy Tricii udaje się złapać oddech – pojawia się dawno niewidziany ukochany. Uznany za zmarłego mężczyzna nie potrafi odpowiedzieć na pytanie, gdzie spędził minionych siedem lat. Utrzymuje, że zaginął w miejskim tunelu, nieopodal domu, oraz że był trzymany w podziemnych czeluściach.

Czytaj dalej Horror minimalistyczny

Zapowiedź, która poruszyła internet

          W sieci pojawiły się fotosy z debiutanckiego filmu Alfonso Gomeza-Rejona („American Horror Story, „Glee”) – „The Town That Dreaded Sundown”. Ujawniono także główne założenia projektu, o którym dotychczas niewiele było wiadomo. Film popularnego telewizyjnego reżysera stanowi remake klasycznego horroru z lat 70., jednak jego koncept jest zgoła odmienny od wielu uwspółcześnionych wersji sprawdzonych straszaków. Remake określony został jako „meta-horror”, paradokument, przedstawiający rzekomo autentyczną historię zabójstw dokonywanych w Texarkanie. Świat przedstawiony jest tu miejscem, w którym „The Town That Dreaded Sundown” istnieje już w charakterze kultowego dreszczowca i okazuje się inspiracją do fali morderstw. Tylko czy aby na pewno samą inspiracją? Twórcy reklamują swoje dzieło jako zmodernizowane kino grozy z przysadzistym twistem fabularnym. Premiera remake’u odbędzie się 14 października podczas Festiwalu Filmowego w Londynie. Długo wyczekiwany obraz zapowiada przednią zabawę na poziomie intertekstualnym. Trudno wspominać tak pierwowzór filmu, który – pomimo swojego ceremonialnego statusu – prowokował głównie ziew, nie dreszcz.

TownDreadSundown14