Lost and not found. Zaginione sceny filmowego horroru (cz. II)

titles

5. „Dom tysiąca trupów”

     Za kolejny przykład horroru bezlitośnie wykastrowanego może posłużyć „Dom tysiąca trupów”, debiut reżyserski Roba Zombie. Choć ogólnodostępna wersja filmu rockowego muzyka jest wystarczająco krwawa i brutalna, by wprawić w osłupienie niejednego widza, pierworys projektu kładł ugrzecznioną edycję na łopatki. Pełna wizja Zombie trwała nie osiemdziesiąt dziewięć, a sto pięć minut. „Domu tysiąca trupów” nie dosięgły jednak nożyce MPAA – reżyser samowolnie podjął decyzję o obcięciu własnego dzieła. Horror, w skróconej i nieco przemontowanej postaci, został kupiony przez spółkę Lions Gate Entertainment (na marginesie warto dodać, że poprzedni dystrybutor, Universal Pictures, nie odważył się wydać filmu, uznając go za zbyt ostry). Potencjalnie Zombie odniósł więc sukces; jego debiutancki projekt nabyło duże hollywoodzkie studio. Szkoda jedynie, że zamiast zaufać widowni kina niezależnego, która ponad sto minut potworności przyjęłaby z otwartymi ramionami, znany z przekory rockman wolał ulec podporządkowaniu.

     Oryginalna wersja „House of 1000 Corpses”, wyświetlona tylko raz, w marcu 2003 roku podczas Międzynarodowego Festiwalu Filmowego w Mar del Plata, różni się od wersji obiegowej. Dr. Satan okazuje się w niej Dziadkiem Hugo, seniorem rodu Firefly. W innych scenach przyglądamy się zjadaniu Jerry’ego przez powstałe w wyniku eksperymentów Satana kreatury czy ekshumacji setek zwłok przez ekipę do spraw zagrożenia biologicznego. Jestem pewien, że fani Roba Zombie za możliwość ujrzenia pełnej edycji „Domu tysiąca trupów” daliby sobie uciąć rękę.

houseotc

4. Seria „Piątek, trzynastego” – odsłony II, III i VII

     Bardziej niż oryginalna wersja „Domu tysiąca trupów” pożądane przez maniaków horroru mogą być chyba tylko sceny gore, z których odarto kolejne sequele „Piątku, trzynastego”. Niezwykle popularna seria slasherów była częstym tematem obrad członków MPAA. Zbyt częstym. Segmenty „Nowy początek” oraz „Nowa krew”, nim ujrzały światło dzienne w swoich ostatecznych postaciach, aż ośmiokrotnie musiały przejść szereg poprawek, skróceń i przemontowań. Reżyserzy większości odsłon cyklu nie mieli więc szans pokazać swoich dzieł takimi, jakimi miały zostać ujrzane.

     „Piątki, trzynastego” cięto, by uniknąć przyznania im restrykcji „X” – najcięższej w dawnym systemie nadawania ograniczeń wiekowych, przypisywanej na ogół produkcjom pornograficznym. Reżyserzy Steve Miner i John Carl Buechler na rzecz znacznie lżejszej i przystępnej restrykcji „R” wypruli swoim filmom flaki. „Piątek, trzynastego II” Minera stracił siedem do ośmiu scen o dużym natężeniu przemocy. Najpopularniejsze z nich – morderstwo poprzez wbicie maczety w twarz oraz nadzianie uprawiającej seks pary na włócznię – do dziś śnią po nocach rozmarzonym fanom Jasona Voorheesa. Nie ma im się co dziwić; te krwawe sekwencje najlepiej oddają ducha serii, stanowią wręcz jej kwintesencję. Koproducent Dennis Murphy scenę z udziałem włóczni i dwójki roznamiętnionych nastolatków określił jako „najlepsze zabójstwo w całym cyklu, synonim horroru”. Twórcy „Piątku, trzynastego III”, także reżyserowanego przez Steve’a Minera, z masakry poprzedniej odsłony wynieśli naukę. W montowanym projekcie nie uwzględnili najbardziej drastycznych scen, próbując uśmierzyć ostry ton filmu. Zachowawczość nie zdała im się na nic, bowiem zarządcy MPAA znaleźli pięć potencjalnie łagodnych scen, nadal postrzeganych jako obrazoburcze. Poprawkę wzięto też na finał „trójki”, który pierwotnie miało kończyć ujęcie Chris Higgins dekapitowanej przez Jasona; w tym wypadku decyzję o wyborze innego zakończenia podjął sam reżyser. Bezwzględność cenzuralnych nożyc swoje apogeum osiągnęła dopiero przed premierą „Piątku, trzynastego VII: Nowej krwi”. Film wyświetlano przed komisją Motion Picture Association of America aż dziewięć razy. Obraz został pozbawiony ponad piętnastu scen brutalnego materiału, przewracając wizję Johna Carla Buechlera do góry nogami.

     Zgniatanie czaszki dłońmi, przepoławianie maczetą, cięcie szyi kosą. To tylko niektóre z metod działania ulubionego masowego mordercy popkultury, Jasona Voorheesa – metod działania, których szersza publika nie miała dotąd okazji podziwiać w pełnej krasie. Kultowe odrzuty z sequeli Steve’a Minera widzieli nieliczni szczęśliwcy, przedstawiciele branży filmowej, tacy jak charakteryzator Greg Nicotero. Z kolei sceny niewykorzystane w „Piątku, trzynastego VII” zostały oficjalnie zniszczone przez Paramount Pictures w 1991 roku. Zachował się po nich jedynie mocno nadgryziony przez ząb czasu workprint, który od kilku lat krąży po sieci niczym duch. Chyba nie muszę dodawać, że owa zjawa to nie mniej, nie więcej niż cztery piksele na krzyż?

friday13thunc

3. „Mordercza zaraza”

     O niedoli niskobudżetowego horroru „The Plague”, w Polsce znanego jako „Mordercza zaraza”, pisałem już kilkukrotnie. Hal Masonberg, utalentowany i zaangażowany we własną pracę reżyser, stracił ten film po tym jak Sony Pictures Home Entertainment wyrwało mu go z rąk. Producenci odarli Hala z wolności twórczej i pozbawili go prawa głosu w tak istotnych procesach jak casting czy montaż filmu. W ten sposób autorski, pisany przez szereg lat projekt przybrał nieadekwatnych do wizji twórcy wymiarów; stał się obrazem innym niż oczekiwałby tego Masonberg, gardzącym skromnością i suspensem, a celebrującym pompatyczną akcję i hałas.

     „The Plague: Writers & Director’s Cut” to tytuł reżyserskiej wersji filmu. Edycja powstała dzięki mężnej pracy Hala Masonberga. Ambitny twórca zrealizował tę wersję na swoich warunkach, o własnych siłach, z dala od hollywoodzkich pracowni. Montował ją na domowym komputerze, sklejając kolejne sceny z oficjalnego workprintu filmu w takiej kolejności, w jakiej pierwotnie miały być uszeregowane – o ile w ogóle miały się pojawić w gotowym projekcie. Skorzystał też z usuniętych przez producentów sekwencji, które miały kluczowe dla opowiedzianej historii znaczenie. Osobiście miałem szczęście obejrzeć krótkie fragmenty jego wydania i przyrównać je do rozpowszechnionej edycji producenckiej. Podczas gdy wytwór zespołu producentów to tylko dobry, popłatny splatter, stworzony ku pokrzepieniu studyjnego portfela, wersja reżyserska jest prawdziwym horrorem, dziełem, jakich nie ogląda się dziś często. „The Plague: Writers & Director’s Cut”, niezmiennie od blisko ośmiu lat, czeka na możliwość dystrybucji. Ta jest jednak niemożliwa dopóki Masonberg nie wykupi od drogo ceniącej się wytwórni praw do filmu. Nim błędne koło się otworzy, zainteresowani wizjonerstwem Masonberga widzowie muszą obejść się smakiem bardzo apetycznych fragmentów właściwej wersji horroru. Można je znaleźć na blogu reżysera, pod adresem: halmasonberg.wordpress.com.

theplaguestill

PLAGUE150-715x1024

2. „Ukryty wymiar”

     Przypadek fantastycznonaukowego horroru „Event Horizon” stanowi niezbity dowód na debilizm grubych ryb rządzących wielkimi wytwórniami filmowymi. Podczas promocji i dystrybucji obrazu Paula W. S. Andersona Paramount Pictures straciło blisko piętnaście milionów dolarów. Mimo to, studio nie pofatygowało się o udostępnienie publice właściwej wersji filmu, najwyraźniej nie widząc swojej winy w procesie rujnowania wizji opłacanego przez siebie artysty.

     „Ukryty wymiar” to kolejny wytwór zuchwalstwa i krótkowzroczności wysoko postawionych w branży filmowej ważniaków. Czas trwania horroru skrócono o ponad pół godziny, gdy seans testowy wykazał, że zebrana na demonstracji publiczność czuła się wyraźnie zaniepokojona skalą ukazanej na ekranie brutalności. Fakt dostosowania filmu do oczekiwań kinowego odbiorcy jest jak najbardziej zrozumiały, nawet godzien pochwały. Zignorowanie, a prawdopodobnie także pozbycie się niewygodnego materiału przez studio zasługuje jednak na potępienie.

     W 2006 roku niewykorzystane w finalnej wersji filmu sceny miały ukazać się na specjalnym wydaniu DVD, w zasadniczo kiepskiej jakości obrazu i dźwięku. Do ich publikacji nie doszło, zdaniem wielu z powodu opieszałości Paramountu. W ciągu kilku minionych lat członkowie załogi realizatorskiej spekulowali na temat istnienia scen wyeliminowanych, ich odrestaurowania i ewentualnego przedstawienia szerokiej widowni, najczęściej jednak półgębkiem urywali fascynujący temat. Gdy wydawało się, że pełnokrwista wizja Paula Andersona nigdy nie ujrzy światła dziennego, w 2012 podczas Comic-Conu w San Diego producent Lloyd Levin obwieścił, że odnalazł kompletną edycję „Ukrytego wymiaru” na zużytej kasecie wideo. W tym samym roku sieć obiegły donosy ze strony samego reżysera. Anderson zadeklarował wówczas, iż legendarne sceny usunięte były przechowywane w tajemniczej kopalni soli w Transylwanii, gdzie właśnie zostały odkryte. Nie wiadomo, ile w tych opowieściach niesamowitych jest prawdy. Wiadomo natomiast, że wydalone z oficjalnego wydania sekwencje mają mocno dantejski charakter.

     Dave Boneywell, twórca filmowych efektów specjalnych, postanowił zedrzeć kurtynę milczenia opiewającą pierwotną edycję „Ukrytego wymiaru”. W szczegółowej wypowiedzi na temat najbardziej niesławnego momentu pierworysu wspomniał o sadomasochistycznym wydźwięku odrzutów. Detaliczne sceny, przez producentów określone mianem „orgii zniszczenia”, mają dawać obraz takim potwornościom jak wyciąganie własnych wnętrzności przez gardło, rozgniatanie kobiecych piersi dłonią czy ubijanie nóg mężczyzny na krwawą miazgę. Sic!

eventhorizontapes

1. „U.F.O. Abduction” aka „The McPherson Tape”

     Szczyt zestawienia najbardziej intrygujących zaginionych horrorów okupuje pozycja odnaleziona i rozpowszechniona przed rokiem. Możecie nazwać mnie oszustem, kłamcą, mataczem. Niemniej „U.F.O. Abduction”, o którym mowa, przez dwie dekady uznawany był za obraz niedostępny w żadnej formie. Nakręcony przez Kalifornijczyka Deana Alioto horror – nota bene jeden z PIERWSZYCH przedstawicieli nurtu found footage – kosztował sześć i pół tysiąca dolarów, przez co spotkał się z bardzo niewybredną formą dystrybucji. Plajtująca firma Axiom wyprodukowała kilkanaście kopii filmu, które trafiły następnie do wypożyczalni kaset VHS na terenie stanu – Internet Movie Database podaje, że „U.F.O. Abduction” jest jedynym projektem oficjalnie dystrybuowanym przez spółkę. Siedziba Axiomu spłonęła parę miesięcy później, przez co Alioto uznał, że o jego debiutanckim tworze nikt już nigdy nie usłyszy. Bardzo się jednak mylił.

     W roku 1993 ukrócony o napisy końcowe egzemplarz filmu został wyświetlony podczas… Międzynarodowej Konferencji Ufologów. Podpułkownik z czterdziestoletnim doświadczeniem militarnym opowiedział się za teorią, iż przedstawione nagranie uchwyciło realne wydarzenie. Nigdy nie ustalono, kto przemontował film Alioto, podobnie jak nie uściślono, w jaki sposób taśma trafiła w ręce organizatorów konferencji. Przez pewien czas „U.F.O. Abduction”, wówczas nieznany pod żadnym oficjalnym tytułem, uważany był za dowód na istnienie cywilizacji pozaziemskiej.

     W lipcu 2012 organizacja The United States Film Board publicznie zaanonsowała, że dzieło ma charakter fikcyjny. Alioto po dziś dzień uważa sytuację za absurdalną, choć jest świadomy, że za sprawą kosmicznego nieporozumienia zdobył pięć minut sławy. Pod koniec lat 90. wyreżyserował nawet oficjalny remake „U.F.O. Abduction”, zatytułowany „Alien Abduction: Incident in Lake Country”. Film, zrealizowany i premierowo wyświetlony przez telewizję UPN, dla producentów okazał się żyłą złota, a niezliczonym widzom dał powód do rozważań nad autentycznością wyemitowanych ujęć.

     Aktualnie kopia projektu „U.F.O. Abduction” (znanego alternatywnie jako „The McPherson Tape”) dostępna jest w serwisie YouTube.

ufoabd89-2

ufoabd89

     ZOBACZ POPRZEDNIE POZYCJE (10-6)

Reklamy

4 myśli nt. „Lost and not found. Zaginione sceny filmowego horroru (cz. II)”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s