Filmowe podsumowanie 2014 roku: 25 najlepszych horrorów (cz. II)

2014log

13. „Found”

foundpicture

     Jeden z najgłębszych horrorów roku; angażująca i zaangażowana w swoją tematykę opowieść o czystym szaleństwie. Reżyser Scott Schirmer rozkłada ów obłęd na czynniki pierwsze. Bawi się w analityka, jednak udaje mu się uniknąć subiektywnej oceny przedstawionej historii. Film urywa się nagle, a widzowi dane jest samodzielnie zinterpretować wymowę scenariusza: „Found” może więc stać się kolejnym, jakże lubianym krwawym straszakiem, dziwowiskiem o braterskiej miłości lub też posępną wizją zaszlachtowanego dzieciństwa.

12. „Oculus”

oculus

     Wyreżyserowany przez Mike’a Flanagana dla WWE Studios (!) projekt, choć straszy również jako konwencjonalny horror, największy nacisk kładzie na aspekt psychologiczny scenariusza. Razem z bohaterami filmu widz gubi się w labiryncie irracjonalnych sytuacji, traci zdolność logicznej oceny kolejnych zajść, wreszcie popada w stan swoistego oszołomienia. „Oculus” to twór zwycięski pod względem igrania z percepcją widza, inteligentny horror, który z dużą wprawą odwołuje się tradycji lovecraftowskiej. Na słowa szczególnej pochwały zasługuje montaż obrazu, będący efektem pracy samego reżysera. Precyzyjnemu montażowi „Oculus” zawdzięcza swój dezorientujący, pełen zawiłości temperament.

11. „Discopathe”

discopathe2013

     Reżyser i scenarzysta Renaud Gauthier uczynił ze swej pierwszej fabuły dzieło odpowiednio balansujące pomiędzy jowialną ironią a zdrowym rozsądkiem. Znalazł w niej miejsce zarówno na autoszyderstwo i flirt z konwencją, jak i twórczy rygoryzm – a więc i na skupienie, i na zabawę. Film zrealizowany został z zacięciem godnym Briana De Palmy (patrz: scena ucieczki jednej z ofiar przed morderczym Duane’m Lewisem), oparty jest na rewelacyjnym montażu dźwięku i obrazu oraz wybornej wręcz ścieżce dźwiękowej. Soundtrack autorstwa Bruce’a Camerona ma szansę wejść do kanonu muzyki filmowej.

10. „Wolf Creek 2”

2wolfcreek

     Kontynuacja przeboju Grega McLeana sprzed dziewięciu lat rozpoczyna się wybuchowo niczym petarda. W ciągu dziesięciu pierwszych minut filmu gwałtowną śmiercią ginie dwójka funkcjonariuszy policji, w kolejnym akcie swoistym torturom psychologicznym poddawana jest zakochana para z Europy. Przybysze z zagranicy również zostają zamordowani, zresztą nieśpiesznie. Mick Taylor (John Jarratt), najpotworniejszy morderca Australii, długo kazał czekać na swój comeback, lecz wrócił w wielkim stylu, jeszcze bardziej złakniony krwi i cierpienia. Wilczy apetyt psychopaty załazi za skórę Paulowi (Ryan Corr), angielskiemu turyście, który miał pecha znaleźć się w nieodpowiednim miejscu, o nieodpowiednim czasie i stał się celem polowania Taylora. „Wolf Creek 2” z petardy ewoluuje w bombę. To film bardzo żywiołowy i humorystyczny (patrz: scena z udziałem kangurów fikających po szosie), lecz przede wszystkim stawiający na dyskomfort widza, jego zdenerwowanie. Brutalnemu obrazowi nie brakuje stateczności prequela. Nie brak mu zarazem swobody – którą pierwszy „Wolf Creek” wzgardził.

9. „Tylko kochankowie przeżyją”

onlylovers

     Niedaleki kuzyn „Zagadki nieśmiertelności”, „Tylko kochankowie przeżyją” Jima Jarmuscha, to poemat napisany o i z szacunku do miłości. Elegancki i wyszukany, niesie szczytne przesłanie: miłość, szczęśliwa czy też nie, jest wieczna. Nieśmiertelni są także bohaterowie filmu, bosko odegrani przez najwyższych aktorskiego Olimpu – Tildę Swinton, Johna Hurta i Toma Hiddlestona. Wampiry w ich interpretacji nie pałają ślepą żądzą krwi, pragną wyższych uciech, namiętnie absorbują się sztuką i bezkresnym życiem. „Kochankowie” Jarmuscha to horror bardzo szykowny, gustownie sfotografowany, brzmiący wyrafinowaną muzyką. W całej tej onanii wysoką klasą i poczuciem dobrego smaku znalazło się miejsce na światły przekaz, intrygującą historię oraz zdrowe pokłady ekranowej grozy.

8. „The Signal”

thesignal14

     Atrakcyjny dla oka, suto naszpikowany imponującymi efektami specjalnymi horror sci-fi, w którym nic nie jest takie, jak się wydaje. Manipulacja miewa i pozytywny wymiar. „The Signal” to film, który oszukał nas wyborowo lub – jeśli ktoś woli – nieziemsko i jest to jedna z jego istotniejszych zalet.

7. „See No Evil 2”

see-no-evil-2

     Sequel, którego nikt nie podejrzewał o to, że będzie udanym horrorem. Na całe szczęście bliźniaczki Jen i Sylvia Soska odbiegły od konwencji poprzedniego filmu o zbrodniach Jacoba Goodnighta, zrównoważyły w „See No Evil 2” bryzganie krwią z budowaniem suspensu. Chwała im za to. W kontynuacji, w zestawie ze statycznymi efektami gore, widz otrzymuje chwile napięcia i dreszcze emocji. Obraz staje się w ten sposób mniej machinalny, zyskuje duszę. Trzeci indywidualny pełny metraż pokrętnych bliźniaczek śmierdzi sukcesem; wywiązał się z wszelkich wymogów, jakie w ciągu ostatnich miesięcy nałożyli nań sceptycy. Okazał się godnym kontynuatorem sprawdzonego finansowo wątku, solidnie zrealizowanym przez znawczynie gatunku. Jest dziełem płynnym, znającym prawa, jakimi rządzi się poetyka horroru. Nie widzę w nim krzty zła. PS. Charyzmatyczny i autoironiczny występ Katharine Isabelle w roli nawiedzonej nimfomanki deklasuje nawet scream queen Linneę Quigley jako lubieżną punkówę z „Powrotu żywych trupów”. Tamara w wykonaniu Isabelle to spełnienie mokrych snów każdego slasherowego geeka. Uwierzcie mi, każdego – nawet tego najmniej zainteresowanego biuściastymi pannami z filmu grozy. Rok temu, zachwalając kreację Katie w filmie „American Mary”, okrzyknąłem się jej niewolnikiem. Nadal nim jestem.

6. „Starry Eyes”

starryeyes

     „Starry Eyes” ma wszystko, czego film grozy potrzebuje, by stać się niezatartym klasykiem. W drugim fabularnym projekcie duetu Kevin Kolsch-Dennis Widmyer znalazło się miejsce na satanistyczne przesłanki, superkrwawe, bestialskie mordy oraz specyfikę body horroru. Bardzo estetyczną całość podano w surrealistyczno-fantastycznym sosie. Wpływy faworytów X muzy, takich jak Lynch czy Polański, są mocną zaletą filmu, jednak „Starry Eyes” to obraz, który aktywnie pracuje na własną oryginalność. Kolsch i Widmyer materiały zapożyczone od starszych kolegów po fachu oddają w nieuszkodzonej, a przetransformowanej formie. Ich fabuły nie nazwiemy „Muchą 3” lub „Mulholland Drive: Rezurekcją”. „Starry Eyes” doskonale sprawdza się we własnej problematyce, jako rozbieżne gatunkowo spojrzenie na życie w Hollywood, jako dramat upadłej aktorki-nowicjuszki (doskonała wręcz rola Alex Essoe). Jak mawiają niektórzy, codzienność to najgorszy horror.

5. „Tusk”

2014tusk

     „Jeżeli Kevin Smith był zjarany, gdy wpadł na pomysł tej genialnej opowieści, marihuanę winno się uznać za najlepszy możliwy preparat medyczny”, dowcipnie napisał jeden z krytyków filmowych. „Tusk” z kolei to lek na całe zło, w jakim grzęźnie bieżąca scena horroru. Historia autorstwa Smitha, której z szacunku do niezaznajomionego czytelnika nie będę spoilował, urzeka bezpretensjonalnością, zachwyca swobodą w przekazie. Reżyser bez ogródek przyznał, że jego najnowszy projekt zainspirował absurd „Ludzkiej stonogi”; współczesny klasyk horroru cielesnego jest tu parafrazowany raz po raz. Inaczej jednak niż twórcy wielu innych dzisiejszych filmów grozy, Amerykanin kręcił swój obraz bez spiny, na zupełnym luzie. Ekstrawagancki w najbardziej pozytywnej definicji, film znokautował nawet poprzednie horrorowe umizgi Smitha – niedocenione dziwowisko „Red State”. Okazał się udanym komediodramatem, filmem mocarnego aktorstwa, body horrorem, który mrozi krew w żyłach.

4. „The Guest”

guest

     Retro thriller, mądry film akcji, kolorowy slasher. „The Guest” jawi się jako małe arcydzieło, a także twór kultowy w fazie raczkowania. Jest obrazem w stu procentach kreatywnym, nawet jeśli znaczny jego procent to rezultat zabawy reżysera z kinem. Film głośno pobrzmiewa stylem Johna Carpentera z czasów „Księcia ciemności” czy „Oni żyją”, jest nie mniej groteskowy niż wspomniany powyżej „Red State”, czerpie też z „Drive’a” i oryginalnego „Ojczyma”. Śmiały wynalazek Wingarda to most postawiony pomiędzy uroczym kiczem lat 80. i nieco mniej barwnym rokiem 2014; film, w którym zarówno ogarnięty nostalgią, jak i mocno stąpający po ziemi odbiorca znajdzie coś w sam raz dla siebie. Projekt w okamgnieniu został okrzyknięty jako znakomitość, ponieważ jest dziełem, któremu niewiele można zarzucić. Znajdą się, oczywiście, nobliwi rzeczoznawcy, kręcący nosem na przejaskrawioną estetykę czy naciągany scenariusz filmu. Nazywamy takich nudziarzami.

3. „In Fear”

in-fear

     Tom i Lucy wybierają się na festiwal muzyczny. Przeprawiając się przez mroczny, gęsty las, kompletnie tracą orientację w terenie. Zagubieni w śródleśnym gąszczu, spotykają na swej drodze nieznajomego. Na prostej, zdawałoby się, historii reżyser i scenarzysta Jeremy Lovering buduje bizantyjski wręcz film. „In Fear” to horror oparty na podtekście i niedopowiedzeniu, grozę wznoszący na filarach niejasności. Jest mglisty zupełnie jak miejsce jego akcji, sugeruje bardziej niż pokazuje. Ciemne gęstwiny, mijane przez zbłąkanych bohaterów, kryją w sobie nie tylko zagrożenie, ale też geniusz Loveringa. Debiutancki projekt kinowy Brytyjczyka nieustannie gnębi oglądających strachem opartym na zasadzie „boję się tego, czego nie widzę” i jest w tym mistrzowski – konsekwentnie, od pierwszych do ostatnich minut seansu. Mnie przeraził do szpiku kości! „In Fear” – jeden z dziesiątek arogancko przegapionych przez polskich dystrybutorów filmów, kropla w morzu łez nadwiślańskiego widza.

2. „Pod skórą”

He's excited about his part in the film

     Film Jonathan Glazera ogląda się jak dzieło sztuki. Inspirowana „Człowiekiem, który spadł na ziemię” kompozycja londyńskiego reżysera oprawą audiowizualną olśniewa jeszcze bardziej niż „Kochankowie” Jarmuscha. Jest posępna, depresyjna, w swej osowiałości hipnotyzująca. Scarlett Johansson, w najlepszej kreacji od lat, hipnotyzuje i uwodzi widza zupełnie jak swoje ofiary. Wtórują jej kadry techniczne, na czele z autorką ścieżki dźwiękowej Micą Levi. Levi stawia na niezręczność, chce niepokoić i prowokować koszmarne wyobrażenia – „Pod skórą” to przecież obraz wspaniale niedopowiedziany. Jej muzyka nie jest łatwa w odbiorze, podobnie zresztą jak sam film. W „Under the Skin” Glazer nie boi się korzystać z awangardowych środków wyrazu, prowokuje sztuką. Rezultat jego pracy uznanie zyskał nie tylko pomiędzy miłośnikami wyrafinowanego art house’u, ale też wśród fanów śmiałej grozy i niesztampowej fantastyki naukowej. Adaptacja powieści Michela Fabera – aluzyjna opowieść o wyobcowaniu – to największy eksperyment w tegorocznym horrorze. Co więcej, eksperyment bezczelnie zwycięski.

1. „The Den”

the den

     To, co odróżnia „The Den” od dziesiątek kręconych „z ręki” horrorów, to godna pochwały wiedza reżysera w zakresie realizowanej formy. Debiutant Zachary Donohue szczegółowo przygotował się do nakręcenia swojej pierwszej fabuły i z pewnością przestudiował wiele horrorów opartych na koncepcie znalezionych taśm. W „The Den” nie ma miejsca na nużenie publiki przeciąganymi w nieskończoność scenami, które koniec końców niczego nie dowodzą (patrz „Paranormal Activity”). Donohue machnął również ręką na głupich bohaterów oraz zrezygnował z najstarszej horrorowej zagrywki – naciągania logiki świata przedstawionego do granic absurdu. W ten sposób stworzył film, który nawet nie kipiąc permanentną akcją wciąga widza bez reszty; film, w którym iloraz inteligencji protagonistki jest większy niż jej piersi, a pole działania pozostaje w harmonii z regułami pozakadrowej rzeczywistości. Finałowa scena „The Den” – udanego thrillera i jeszcze lepszego horroru – daje powód do krzyku, a jej preludium jeży włos i karmi lęk. Liczę na więcej takich debiutów!

ZOBACZ POPRZEDNIE POZYCJE (25-14)

Advertisements

13 myśli nt. „Filmowe podsumowanie 2014 roku: 25 najlepszych horrorów (cz. II)”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s