Krwawy powrót

        Bohaterami horroru „Bloody Homecoming” uczyniono grupę przyjaciół ze szkoły średniej. Loren, Steve’a i ich kolegów poznajemy, gdy są drugoklasistami. Podczas zakrapianej alkoholem imprezy ginie członek paczki – nadpobudliwy futbolista Billy. Po roku mało kto pamięta o jego śmierci; okazało się bowiem, że w ostatnich chwilach życia dryblas usiłował zgwałcić swoją ówczesną dziewczynę. Nie wspominając tragicznych zajść, młodzi szykują huczną szkolną potańcówkę. Zaczynają przepadać bez śladu – jeden po drugim.

bloody homec

     Mimo iż kiepski technicznie i drewniano zagrany, „Bloody Homecoming” potrafi urzec oglądającego. Utalentowany fabularzysta Jake Helgren bardzo sprytnie wykoncypował swój skrypt. „Homecoming” z jednej strony pogrywa ze szkolnymi stereotypami, z drugiej pozwala każdemu niemal widzowi odnaleźć wśród bohaterów siebie samego z czasów liceum. Odnaleźć i szczerze polubić – postaci Helgrena, być może w odróżnieniu od nas samych stojących u progu dorosłości, tryskają entuzjazmem i sympatią. Sceny pogoni mordercy za nastolatkami i finalne rzezie młokosów wypadają o tyle przekonująco, że z klasowym wesołkiem czy pieprzną buntowniczką przychodzi nam się w ciągu osiemdziesięciu minut zżyć. Twórcy „Bloody Homecoming” kręcili swój projekt według klasycznych wzorców, igrając z konwencją wielu slasherów lat 80. Zabawa filmem przyniosła ciekawe efekty – jednym z nich jest przedwczesna śmierć potencjalnej final girl.

     Bez spiny wprowadzono też do scenariusza dwie postaci homoseksualne. Wade’a, bohatera drugoplanowego, zbudowano na podparciu dość sztampowej, zmanierowanej sylwetki. Przebrzmiałe klisze i uprzedzenia łamie na szczęście Chris – luby Wade’a, przez niego samego scharakteryzowany jako typ „butch” (facet z krwi i kości). Akcenty queerowe nie czynią z „Homecomingu” horroru LGBT, lecz pozwalają wierzyć, że za sprawą scenarzystów jak Helgren (który sam jest zdeklarowanym gejem) film grozy przestanie wkrótce uchodzić za jedną z bardziej heteronormatywnych gałęzi kinematografii.

     To, co nie udało się twórcom takich niskobudżetowców jak „Hallows’ Eve” czy „HazMat”, powiodło się reżyserowi Brianowi C. Weedowi i jego ekipie. „Bloody Homecoming” nie jest filmem wielkich ambicji – podobnie jak pozycje nadmienione; w odróżnieniu od nich zieje jednak pasją i miłością do opracowywanego gatunku. Jako dzieło mocno offowe stanowi duży sukces. Jako obraz filmowy, w podstawowym ujęciu – zasługuje na szkolną trójczynę.

     Recenzja znajduje się także na stronie filmweb.pl, pod niniejszym odnośnikiem. Zapraszam do śledzenia swojego profilu w tym serwisie.

5

Reklamy

2 myśli nt. „Krwawy powrót”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s