Hearing voices can be murder

             Jerry haruje w fabryce produkującej armaturę łazienkową. W godzinach pracy ma obowiązek nosić niedorzeczny różowy kombinezon oraz szeroko uśmiechać się do wyżej postawionych w hierarchii firmy kolegów. Jego życie nie jest jednak ani kolorowe, ani wesołe. Mężczyzna mieszka w opuszczonej kręgielni, a czas wolny dzieli pomiędzy rozmowy ze zwierzakami i wizyty u psychoterapeutki. W przeszłości doznał traumy, która znacząco zaważyła na jego kondycji emocjonalnej. Choć życzliwy i przyjazny, Jerry nie jest darzony sympatią w środowisku pracy. Z tego lub z innego powodu bohater postanawia odstawić psychotropy, przepisane mu przez terapeutkę…

vcs

     W „Głosach”, swym czwartym projekcie reżyserskim, Marjane Satrapi postawiła na katoński dualizm. Świat Jerry’ego zbudowała na podporze kontrastu, konfrontując ze sobą monotonię farmakoterapii z szalonym i barwnym czasem odłożenia leków na bok. Dwoistość przeżyć wewnętrznych zbłąkanego bohatera akcentują tytułowe głosy jego pupili: flegmatyczny bulmastif jest tu szeptem rozsądku i sumienia, a demoniczny, dominujący kocur – gromką pochwałą zbrodni i uosobieniem zła. Przeciwstawne, a zarazem równoległe są także ramy gatunkowe filmu. Satrapi przeraża dosłownością scen morderstw, bawi komicznym absurdem, przeraża oraz bawi w niejednowymiarowych sekwencjach: rozczłonkowywaniu zwłok ofiary czy pogawędce z odpiłowaną głową.

Czytaj dalej Hearing voices can be murder

Reklamy

Krótka piłka: „Frankenstein vs. The Mummy”

           Wydawałoby się, że film o tytule „Frankenstein vs. The Mummy” klasyfikować można tylko według najmniej wymagających kategorii. Nic bardziej mylnego. Nowe dzieło Damiena Leone (niezły „All Hallow’s Eve”) to opowieść o ludzkich aspiracjach, o ziemskich namiętnościach, o sraniu w banię. To dwugodzinna podróż przez najbardziej odpychające zaułki kina superniezależnego. Offowe projekty bywają genialne w swym nieprzyporządkowaniu. Bywają też śmieciem, którego – nie bez powodu – nikt nie chciał kupić.

fvsm

3

Dead end town that just got deader

            Ileż to już razy twórcy kina grozy zabierali nas na jankeskie przedmieścia, by udowodnić, że za białym płotkiem kryje się tak naprawdę amerykański koszmar. W bezbłędnym „Halloween” John Carpenter za sąsiada głodnych łakoci dzieci podstawił psychopatycznego Michaela Myersa. Bohaterem „Ojczyma” i jego remake’u był niezrównoważony emocjonalnie pan domu. W „Koszmarze z ulicy Wiązów” pod krwawą płachtą zakamuflowano natomiast krytykę małomiasteczkowej opresji społecznej. Do Carpentera i Wesa Cravena dołącza teraz Richard Bates Jr. wraz ze swym drugim filmem fabularnym „Suburban Gothic”, w którym zacisznymi przedmieściami spływa fala… śmiechu.

suburbgoth

     Raymond (Matthew Gray Gubler) ukończył właśnie studia biznesowe i uzyskał dyplom MBA. Radość ze zdobycia prestiżowego stopnia naukowego szybko ustępuje miejsca goryczy. Nie mogąc znaleźć żadnego zatrudnienia, po serii porażek i upokorzeń, absolwent postanawia zamieszkać z rodzicami. Wprowadza się do dawno zapomnianego pokoju z dzieciństwa, gdzie większość czasu spędza schowany pod kołdrą we wzorzyste statki kosmiczne. Kiedy indziej upija się w lokalnej mordowni, prowadzonej przez koleżankę z liceum, Beccę (Kat Dennings). To właśnie ona pomoże Raymondowi uporać się z trupami ukrytymi w jego szafie – trupami jak najbardziej dosłownymi, nawiedzającymi rodzinny dom bohatera. Zblazowany chłopak – byłbym zapomniał – jest bowiem medium.

Czytaj dalej Dead end town that just got deader

Cierpienia starego humanoida

     Złe dziecko zostaje okradzione przez odrażającego humanoida, który odbiera maluchowi ukochanego pupila. Człekokształtna istota, nawiedzana przez monstra, pokutuje za swoją przewinę, cierpiąc koszmarne katusze.

BobbyYeahPic1

     Krótkometrażowa animacja autorstwa Roberta Morgana, „Bobby Yeah”, stanowi psychodeliczne, a niekiedy nawet metaforyczne spojrzenie na dzieciństwo i lęk przed dojrzewaniem. Humanoid nie jest dzieckiem, lecz nie chce lub nie potrafi żyć jako stworzenie dorosłe. Postanawia odrzeć z magii młodości złe dziecko, przez co ściąga na siebie brutalne ataki. Rozpoczyna się dziwaczna psychomachia, a człekopodobna kreatura – tak naprawdę nieszkodliwa, pełna niewinności – w walce o swe ciało zmuszona zostaje do podjęcia bezwzględnych kroków.

Czytaj dalej Cierpienia starego humanoida

Majaki Roberta Halla

            Gdyby nie nazwisko obecnego w obsadzie Roberta Englunda i powiązanie z umiarkowanie popularnym serialem internetowym, „Fear Clinic” w reżyserii Roberta Greena Halla przepadłby jak kamień rzucony na szerokie wody niskobudżetowego horroru. Żałuję wielce, że tak się nie stało, a film Halla wartkim strumieniem wpłynął do wcale nie wąskiej dystrybucji DVD/Blu-ray.

fear clinic 2014

     Doktor Andover (Englund) wierzy, że eksperymentalnie prowokowane halucynacje są w stanie wyleczyć pacjenta z najgłębszych fobii. Właśnie dlatego założył osobliwe sanatorium, nieformalnie znane jako Klinika Strachu, w którym udało mu się uzdrowić dziesiątki paranoików. Największym wyzwaniem w jego karierze medycznej okazuje się być grupa młodych ludzi, ocalałych z krwawej strzelaniny. Lęk kuracjuszy wydaje się bezdenny, a oni sami widzą w omamach znacznie więcej niż poprzedni leczeni przez Andovera – więcej nawet niż sami chcieliby dostrzegać. Ich halucynacje zaczynają wpływać na Klinikę, nabierając namacalnych wymiarów.

Czytaj dalej Majaki Roberta Halla