Sam seks

         W Bollywood jak zwykle: tańczą, śpiewają, kuszą. „Alone”, muzyczny horror (sic!) w reżyserii Bhushana Patela, podąża tropem większości produkcji indyjskich – chce być kilkoma filmami naraz. Niestety, nie sprawdza się jako musical, ani nie ma prawa być uznany za udane kino grozy. Za co warto więc chwalić obraz Patela? Wyłącznie za parną zmysłowość rodem z tanich, softcore’owych erotyków. Tak, naprawdę…

alone2015-1

     Kabir oraz siostry syjamskie Anjana i Sanjana przyjaźnią się od wczesnych lat szkolnych. One wyśmiewane są z powodu wady rozwojowej, on uchodzi za kujona. Cała trójka nie grzeszy urodą. Bliźniaczki składają sobie obietnicę, której ciężko będzie im dotrzymać: przyrzekają, że nikt ich nigdy nie rozdzieli. Po latach – co bardzo ciekawe – brzydkie dzieci wyrastają na seksbombę i playboya. Sanjana i Kabir są małżeństwem. Anjana zmarła podczas zabiegu odseparowania od siostry. Małżonkowie przybywają do rodzinnego domu kobiety. Panuje w nim atmosfera iście… demoniczna.

     Tak, „Alone” to opowieść o nawiedzonym domu w wersji hindi. Jednak nie tylko. Film Bhushana Patela jest zarazem południowoazjatycką odpowiedzią na „Klątwę Ju-on” i jej podobne horrory zemsty, a na chwilę staje się nawet plagiatorem „Egzorcysty”. Kiedy indziej „Alone” zrzuca mroczny wieniec niczym wąż skórę, by z (nie do końca) upiornego domostwa przenieść nas na złociste, rozśpiewane plaże. I nie jest to bynajmniej obiekcja. Kabir i Sanjana kolorową krzykliwość Indii powinni bowiem pokazywać nam częściej. Nie tylko dlatego, że to jeden z najpiękniejszych rejonów świata. Przede wszystkim z tej przyczyny, że okupowana przez nich nawiedzona posiadłość trąci nudą na przemian z rutyną.

     Napisane na rzecz filmu piosenki są – jakże by inaczej – chwytliwe i radosne, lecz ciężko przybrać wobec nich pozytywne uczucia. Choć niezbyt klasyczny w swym wykonaniu, „Alone” ukierunkowany został na bycie „ghost story” – niech to (proszę) krew zaleje, horrorem! Niedługo po tym, jak już Patelowi udaje się zbudować nastrój grozy (w sekwencji mocno natchnionej szwedzką krótkometrażówką „Lights Out”, warto dodać), ekran zalewa fala cukierkowatości. Gdy z kolei film nie jest przesłodzony, nabiera pikanterii. I tutaj, trzymając się tego atutu jak brzytwy, można obrazowi przyklasnąć. „Alone” sprawdza się wyłącznie za sprawą swojej pieprzności. Kiczowate czy nie, teledyskowe przyśpiewy pary głównych aktorów ociekają wręcz seksem. Karan Singh Grover oraz Bipasha Basu mają w sobie mnóstwo sex appealu i potrafią utrzymać uwagę oglądającego. Dobrze, że Bhushan Patel, o horrorze niemający bladego pojęcia, wykazał się choćby tak przyziemną żywością umysłu.

     Tak, co przykre, wyłania się podsumowanie tej bollywoodzkiej pozycji: „Alone” najwięcej osiąga, gdy Kabir rozpina koszulę, a Sanjana uwodzi pląsem w prześwitujących sukienkach. Niepotrzebnie melodramatyczny, mechanicznie napisany film Patela to, ogólnie rzecz ujmując, porażka, za to bardzo gorąca.

alone2015-2

     Recenzja znajduje się także na stronie filmweb.pl, pod niniejszym odnośnikiem. Zapraszam do śledzenia swojego profilu w tym serwisie.

3

Advertisements

4 myśli nt. „Sam seks”

    1. Film lepi się od taniego seksu. Nie wiem czy widziałeś „Alone”, czy zwyczajnie komentujesz film, którego nie widziałeś, ale jeśli miałeś (nie)przyjemność go obejrzeć i nie zauważyłeś że kipiał erotyką, jesteś ślepy.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s