O filmie, który zasługiwał na więcej

              Dystrybutorzy filmowi – co z nimi, do cholery, nie tak? O wpadkach dystrybutorskich dyskutować można godzinami – wystarczy wspomnieć temat-rzekę: tłumaczenia zagranicznych tytułów filmowych na polskie. W kontekście niniejszej recenzji bardziej zastanawia mnie jednak kontrowersyjna kwestia skali rozpowszechniania konkretnych filmów. Dlaczego multipleksy okupowane są przez badziewie („Klątwa Jessabelle”, „Piła mechaniczna 3D”), kiedy solidnie zrealizowane produkcje znajdują dom w najbardziej obskurnych kinach studyjnych? Bohater tego tekstu, „Area 51” Orena Peliego, przez marketingowców wysłany został na misję samobójczą – trafił do szesnastu kin na terenie całych Stanów Zjednoczonych. Poza platformami VOD – a więc także serwisami pirackimi – prawdopodobnie nigdzie indziej… Historia to stara jak świat: dobremu horrorowi przychodzi mierzyć się ze wzgardą i ignorancją.

Area51main

     Trzech przyjaciół parających się teoriami spiskowymi postanawia wkraść się na terytorium Strefy 51 – tajnej bazy wojskowej, ściśle strzeżonej ze względu na plotki dotyczące obszaru działalności, zwłaszcza badań na pozaziemskich formach życia. Młodzi dopinają swego: zdobywają odcinki palców jednego z pracowników bazy, mające pomóc w korzystaniu z czytników linii papilarnych, a także zdobywają mapę olbrzymiego terenu, na którym baza się znajduje. Dopracowują plan włamania oraz otaczają się nowoczesnym sprzętem. W towarzystwie kamery, mającej dokumentować całe zajście, ruszają w nieznane. Nie odpowiadają sobie na zasadnicze pytanie: czy chcą wiedzieć, jakie sekrety skrywa jedno z najbardziej tajemniczych miejsc na świecie?

     Horrorów typu found footage powstały setki. Kręconych „z ręki” horrorów science-fiction – wcale nie tak sporo. Wyreżyserowany przez pomysłodawcę serii „Paranormal Activity” film ma niemało wspólnego z najbardziej granicznymi, a przy tym najchlubniejszymi pozycjami tego mało wziętego kinematograficznego fasonu. Jest dziełem nisko-, lecz nie zbyt niskobudżetowym, podobnie jak „U.F.O. Abduction” (1989) – pozycja na swój sposób niemal historyczna, często nazywana jednym z pierwszych horrorów o konwencji znalezionych taśm. Twórcy „Area 51” postawili na umiar. W ich dziele nie ma miejsca na rozbuchane efekty specjalne, jest zaś na takie, które na ekranie goszczą rzadko i nie odwracają uwagi od priorytetów scenariusza – atmosfery niebezpieczeństwa, tajemnicy. „Area 51” nie udaje filmu, którym nie jest: jako horror niezależny operuje niewielkim budżetem, rozsądnie pożytkowanym przez producentów. „Alien Abduction” (2014) to tytuł drugiego filmu, z którym projekt Peliego może być kojarzony. Oba obrazy stawiają na strach w klasycznej formie: gardzą najbardziej dosłownymi metodami wstrząsania widzem, nie chcąc, by podskakiwał w fotelu na widok byle czego. To, co urzeka w obu wymienionych pozycjach, to przykładnie budowane napięcie, gra cieni, kształtów i ruchów kamery, a także kilka jeżących włos na głowie momentów bezpośredniego kontaktu bohaterów z… sami przekonajcie się kim.

     Poruszenie wzbudza też jedna z finalnych sekwencji. I tutaj rzucę olbrzymim spoilerem: kosmici – najwyraźniej – wydostają się z podziemnego więzienia Strefy 51. Porywają dwie z głównych postaci i opuszczają wraz z nimi Ziemię. O tym, że bohaterowie zostali uprowadzeni dowiadujemy się dopiero widząc ich bezwładne ciała unoszące się pośród panującej wewnątrz statku kosmicznego próżni. Pozaziemskich istot nie dostrzegamy natomiast wcale: wszystko, co ukazuje kamera, to sterylnie biała pustka, która z czasem okazuje się być wnętrzem statku wyściełanym skórą obcych. Scena podana zostaje na surowo, w całkowitym bezdźwięku, lecz wzbudza przeciwstawnie krzykliwe emocje: imponuje kunsztem operatorskim, niepokoi i przyprawia o gęsią skórkę.

     Nieliczne kina, które spotkały się z szansą zaprezentowania „Area 51” widzom, choć na pewno nie zdawały sobie z tego sprawy, dysponowały prawdziwym przebojem – przebojem skazanym, niestety, na natychmiastową klęskę. Odpowiednio wypromowany i udostępniony szerszej widowni, film Orena Peliego mógłby zyskać wiele – w oczach fanów horroru, fantastyki naukowej oraz kinematografii w ogóle.

Area51

     Recenzja znajduje się także na stronie filmweb.pl, pod niniejszym odnośnikiem. Zapraszam do śledzenia swojego profilu w tym serwisie.

7

Reklamy

3 myśli nt. „O filmie, który zasługiwał na więcej”

  1. Muszę koniecznie zobaczyć. Ostatni taki wstrząs to Alien Abduction – na fw ocena praktycznie na minusie, a film w rzeczywistości błyskotliwy jak mało co w tym temacie :>

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s