Do you like scary TV shows? – recenzja 1. odcinka „Scream: The TV Series”

              Trzy lata – dokładnie tyle kazał nam na siebie czekać „Scream: The TV Series”, będący serialową adaptacją popularnej serii horrorów, zapoczątkowanej w 1996 roku przez Wesa Cravena. O planach realizacji telewizyjnego projektu informowano regularnie od czerwca 2012, raz po raz wyznaczając mu daty premiery i następnie je zmieniając. W efekcie cierpliwość zainteresowanych została przetestowana do granic możliwości. W drugim kwartale bieżącego roku, co ciekawe, niespodziewanie ruszyła promocja telewizyjnego „Krzyku”. „Scream” zadebiutował na ekranach nagle, lecz niekoniecznie po diable.

scream-tv00

     Pierwszy odcinek serialu, „Red Roses”, rozpoczyna się sceną, w której rozpieszczona Nina Patterson wraca do domu z randki. Szykując się do kąpieli w wypasionym basenie, tańczy, podśpiewuje i rozmawia z przesłodzonym psiakiem, którego z łatwością zmieściłaby w torebce. Swawole kończą się, kiedy nastolatka odkrywa, że jest obserwowana. Podejrzewając, że padła ofiarą wygłupów ze strony ukochanego, zanurza się w jacuzzi, zupełnie ignorując coraz bardziej niepokojące SMS-y, w międzyczasie zalewające jej telefon. Nina zaczyna przypuszczać, że coś może być nie tak, gdy w jacuzzi pojawia się znienacka zdekapitowana głowa jej chłopaka. Na ratowanie życia jest już, niestety, za późno. Dziewczę zostaje zabite: tak przez swoją głupotę, jak i przez zamaskowanego maniaka w długim, czarnym płaszczu. Wieść o śmierci najpopularniejszej szkolnej lafiryndy szybko obija się o uszy głównych bohaterów, wśród których znajduje się Emma Duval, niepozorna panna, zdradzana przez swojego lubego. Licealiści proszeni są o zachowanie szczególnej ostrożności – morderca Niny wciąż jest bowiem na wolności. Z innymi problemami boryka się dawna przyjaciółka Emmy, Audrey Jenson. Dziewczyna została wyoutowana jako lesbijka na łamach popularnego serwisu internetowego i usiłuje odnaleźć się w niewygodnej sytuacji. Okazją do odreagowania stresu może okazać się wieczorna impreza, organizowana „ku pamięci” Niny…

     Szczerze obawiałem się o serialową adaptację „Krzyku”, która – choć została wyprodukowana wykonawczo przez Wesa Cravena – od początku śmierdziała mi żądzą pieniądza – niczym więcej. Pierwszy odcinek zmienił moje nastawienie z negatywnego na, powiedzmy, mieszano-pozytywne. Jako serial produkcji MTV „Scream”, póki co, jest taki, jaki być powinien: sporo w nim ładnych twarzyczek, popowych piosenek, flirtu z wziętymi serwisami społecznościowymi, wreszcie młodzieżowych dramatów. Widzów powyżej pewnego wieku może to odstręczyć, zwłaszcza, że dialogi bohaterów bywają równie sztuczne i wymuszone jak te z „One Tree Hill” czy „Gossip Girl”. Jednak i oni nie powinni się na wstępie zrażać: na podstawie odcinka „Red Roses” przewidzieć można, że serial będzie bardziej krwawy niż można by przypuszczać. Przy odrobienie szczęścia, zamiast wieczorków z dreszczykiem w MTV, otrzymamy rasowy slasher, umiejętnie bawiący się oryginalnym materiałem, dostosowany do wymagań telewizyjnych. W odcinku pierwszym widzieliśmy w zasadzie morderstwo jednej tylko bohaterki. Sekwencja była jednak zrealizowana nad wyraz solidnie: nie kopiowała słynnej sceny z udziałem Drew Barrymore z oryginalnego „Krzyku”, a subtelnie, nienachalnie i zachowując zdrowe pokłady ekranowego suspensu się do niej odnosiła. Do tego fontanny krwi tryskające z poderżniętego gardła Niny – efektów gore takich jak ten nie widuje się w telewizji często!

     Najwięcej kontrowersji budzą bohaterowie i miejsce akcji serialu, a także maska Ghostface’a. Wśród protagonistów nie znalazło się miejsce na choćby jedną postać związaną z cravenowską tetralogią. Spora to szkoda, biorąc pod uwagę, jak przebojowymi figurami były Gale Weathers czy Sidney Prescott. „Scream: The TV Series”, poza mordercą w czarnym stroju i białej masce, nie ma tak naprawdę nic wspólnego z popularnymi horrorami Cravena. Akcję fabuły z Woodsboro przeniesiono do Lakewood – mieściny, która na mapie USA może znaleźć się w co drugim stanie. Bohaterowie serialu są swego rodzaju duchowymi spadkobiercami kolejnych postaci autorstwa Kevina Williamsona, znacznie mniej od nich jednak ciekawymi. Nakrycie twarzy Ghostface’a, nie wiedzieć czemu przedesignowane, także pozostawia sporo do życzenia – przypomina po trosze maskę antagonisty (bardzo) niezależnego slashera „Bloody Murder” z 2000 roku.

     Chciałbym i chyba mam wstępnie podstawy, by wierzyć, że moje obawy, jakoby telewizyjny „Scream” miał okazać się popłuczynami po filmowej serii, okażą się niesłuszne. Pierwszy odcinek serialu dość wysoko podniósł mu poprzeczkę: zaciekawił małą grupką intrygujących postaci (Audrey, matka Emmy), przykuł uwagę amatorów krwawych łaźni, a nawet nadał fabule metafikcyjny charakter, będący znakiem firmowym sagi. Porażką na miarę ubiegłorocznego „From Dusk till Dawn” nowa produkcja MTV na pewno się nie okaże; pozostaje nam liczyć, że kolejne odcinki serialu utrzymają poziom „Red Roses”, a być może podniosą go wyżej.

scream-tv01

     Tekst znajduje się także na stronie MoviesRoom.pl, pod niniejszym odnośnikiem. Zapraszam do śledzenia swojego profilu w tym serwisie.

Reklamy

2 myśli nt. „Do you like scary TV shows? – recenzja 1. odcinka „Scream: The TV Series””

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s