The body count continues

              Horrorów takich jak „Piątek, trzynastego IV: Ostatni rozdział” nie widuje się dziś prawie w ogóle – produkcja Josepha Zito to relikt czasów przyjaźniejszych bohaterom pokroju Jasona Voorheesa. Wielka to szkoda. O swojej miłości do filmów z lat 80. pisałem już wielokrotnie. „The Final Chapter” może posłużyć tak za czołowego reprezentanta tego okresu, jak i sztandarową odsłonę serii „Friday the 13th”. Dziewięćdziesięciominutowy slasher ma w ofercie wszystko, za co uwielbiamy kino czasów Johna Carpentera czy Wesa Cravena, od wybornych efektów gore zaczynając, a na podskakującej grzywce Crispina Glovera kończąc.

fridaythe13thIV-jimbo

     Po starciu z tyleż rozpieszczoną, co i waleczną Chris Higgins, Jason trafia do szpitala okręgowego w Wessex. Uznany zostaje za martwego, lecz co rusz subtelnie przejawia oznaki życia – czego nie zauważa personel kliniki. Psychopata wydostaje się z kostnicy, z zimną krwią zabija lekarza i pielęgniarkę, a następnie wyrusza w kierunku Crystal Lake. Z maczetą Voorheesa przyjdzie spotkać się grupie ośmiu nastoletnich urlopowiczów oraz mieszkającej na skraju lasu rodzinie Jarvisów.

     Trzynaście – dokładnie tylu bohaterów drugo- i trzecioplanowych zostało uśmierconych przez Jasona w „Ostatnim rozdziale”, który – jak powszechnie wiadomo – finalnym „Piątkiem, trzynastego” wcale się nie okazał. W filmie Zito („Zabójca Rosemary”, „Czerwony skorpion”) krew leje się nad wyraz gęsto, a widz szybko zdaje sobie sprawę, że trzeci sequel popularnego slashera to bynajmniej nie żarty – ćwiartuje się w nim i wycina na potęgę. Mordować można wszystkim: toporem, gołymi rękoma, a nawet korkociągiem. Autorem efektów charakteryzatorskich, często uznawanych za jedną z najmocniejszych stron horroru, jest Tom Savini, wcześniejszy współpracownik Seana S. Cunninghama (pierwszy „Piątek, trzynastego”). Kolejne postaci giną brutalnie i spektakularnie, czego przykładem jest scena śmierci lekarza o imieniu Axel: Jason początkowo podrzyna mężczyźnie gardło piłą amputacyjną, by ostatecznie ukręcić mu łeb o sto osiemdziesiąt stopni. Efekty w wykonaniu czarodzieja gore Saviniego wyglądają co najmniej popisowo.

     Siłą obrazu są również jego bohaterowie. Znalazły się wśród nich indywidua nie tylko noszące etykietę mięsa armatniego, ale też posiadające ciekawe rysy osobowościowe. Rob Dyer, brat jednej z ofiar Jasona z „Piątku, trzynastego II”, za cel obiera sobie uśmiercenie psychopaty i pomszczenie siostry. Z innymi problemami boryka się Tommy Jarvis, dwunastoletni wyrzutek, którego całym światem są gry wideo oraz potworne maski, samodzielnie przez niego przygotowywane. Wśród młodzieżowych protagonistów wyróżniają się Jimbo i Ted – postaci żywcem wyjęte z filmów typu sex comedy, rozładowujące wisielczą atmosferę za sprawą dowcipnych dialogów i absurdalnego stylu bycia. Wystarczy wspomnieć scenę, w której grany przez Crispina Glovera Jimbo wykonuje wariacki układ choreograficzny podczas imprezy.

     Ze śmiechem wygrywają jednak dreszcze, które biorą górę nad ogółem projektu. „Piątek, trzynastego IV” już od początkowych minut charakteryzuje się niepokojącą, nerwową atmosferą; posiada mroczniejszy ton niż jego prequel. Joseph Zito daje sobie czas na rozkręcenie akcji, przez co jego film może ujść za leniwy. Choć mniej dynamiczny, „Ostatni rozdział” jest jednak od trzeciej odsłony serii bardziej intrygujący: sztampowych małolatów wymieniono na postaci zaskakujące (patrz: niedoszła final girl Sara), a fabułę okraszono tajemnicą. Jakim cudem Jason przetrwał brutalny atak rozhisteryzowanej Chris Higgins i powstał w niniejszym filmie na równe nogi? Co sugerować mają podobieństwa między Voorheesem a młodym Tommy’m, raz po raz wskazywane przez scenarzystów? Odpowiedzi na te i inne pytania nigdy nie zostają udzielone. I dobrze.

     Momenty jak te, w których widzimy oddech Jasona w mroźnej kostnicy, czy słyszymy wołania mordowanego w piwnicy bohatera, przyprawiają o gęsią skórkę. Inne zgromadzone w filmie sceny ekscytują, przerażają, niekiedy bawią. „Piątek, trzynastego IV: Ostatni rozdział” to bardzo udany slasher, pełen upiorności, emocjonujących pościgów czarnego charakteru za ofiarami, wysokiej próby efektów specjalnych, wreszcie nieoczekiwanie mocnego aktorstwa (Kimberly Beck jako heroiczna Trish Jarvis). Tak się kręci horrory! A przynajmniej kręciło się trzydzieści lat wstecz.

fridaythe13thIV-kiddos

fridaythe13thIV-doug

     Recenzja znajduje się także na stronie filmweb.pl, pod niniejszym odnośnikiem. Zapraszam do śledzenia swojego profilu w tym serwisie.

8

Reklamy

3 myśli nt. „The body count continues”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s