Without faces we are free

         Brudny, zezwierzęciały i niepoprawny politycznie – taki właśnie jest „Headless” autorstwa Arthura Culliphera, offowy, psychologiczny slasher, feelingiem zbliżony do produkcji Roba Zombie. Sam Cullipher nie posiada, niestety, tak olbrzymiego talentu artystycznego jak Zombie – nie na chwilę obecną, nie jako reżyser.

headlessSCR

     „Headless” to spin-off dramatycznego horroru „Found”, jednego z moich ulubionych filmów ubiegłego roku. Cullipher stworzył na rzecz „Found” wspaniałe, hiperrealistyczne efekty specjalne, a wkrótce potem, zainspirowany pracą na planie, postanowił samodzielnie wyreżyserować film grozy. Jego debiut fabularny kontynuuje wątek jednej z taśm video, którą przeglądają bohaterowie „Found”; jest jej pełną wersją, domniemanie zaginionym slasherem z 1978 roku, a więc przedstawieniem fikcji w fikcji. Ten meta-zabieg cieszy się wśród filmowców niewielką popularnością, jako że wiarygodne odwzorowanie reliktu przeszłości to nie lada wyczyn – tak pod kątem technicznym, jak i duchowym. O ile fryzury, kostiumy noszone przez aktorów i im podobne ogniwa prezentują się nad wyraz dobrze, o tyle ogólna stylówa „Headless” popada momentami w skrajność – film bywa przesadnie upodabniany na old-schoolowy, przez co zdarza mu się przypominać karykaturę.

     Wykorzystane jako rekwizyty syntetyczne oczy i silikonowe głowy oddalają „Headless” o lata świetlne nawet od innych niskobudżetowych horrorów. Na szczęście sam film plastikowy absolutnie nie jest. Imponuje operowanie Culliphera litrami czerwonej farby, która – jak się okazuje – ma prawo niepokoić. Obraz cechuje się ciężkim, mocnym i uderzającym klimatem, bardzo przypominając kontrowersyjne, brutalne tytuły: „Ostatni dom po lewej”, „Pluję na twój grób”. Wagę horroru podkreśla przede wszystkim industrialna muzyka, obijająca się o uszy niczym ciosy, świetnie współgrająca z ponurą atmosferą i szaloną nieprzewidywalnością kolejnych sekwencji scenariusza. Ta nieobliczalność swoje apogeum osiąga zwłaszcza w finale filmu, w którym głównej bohaterce przychodzi odnaleźć się pośród upiornych dźwięków organów, przy wyłożonym ściętymi głowami, uroczystym stole. Przyprawiający o gęsią skórkę surrealizm objawia się także w miarę rozwoju akcji: w kadrze kamery nieśmiało goszczą między innymi szkaradne drzewa dające plony gałek ocznych oraz kobieta-manekin bez twarzy.

     Przed Arthurem Cullipherem długa droga – jeśli chce on pozostać w zawodzie reżysera i poziomem twórczości artystycznej dorównać innym zdolnym autorom kina grozy, musi znaleźć swój własny styl. „Headless” plasuje się gdzieś pomiędzy zaangażowanym socjologicznie horrorowym dramatem na miarę „Found” a broczącym krwią, sadystycznym shockerem. Debiut Culliphera, na chwilę obecną zdolniejszego twórcy efektów specjalnych niż reżysera, nie jest nieudany, lecz nie okazał się też pełnym sukcesem.

headless still

     Recenzja znajduje się także na stronie filmweb.pl, pod niniejszym odnośnikiem. Zapraszam do śledzenia swojego profilu w tym serwisie.

6

Reklamy

Jedna myśl nt. „Without faces we are free”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s