10 najlepszych horrorów o tematyce halloweenowej

            Halloween. Ten magiczny czas, w którym fan horroru ma pełne i niepodważalne prawo do piania z zachwytu nad ulubionymi gatunkowymi pozycjami. Z okazji jutrzejszego „święta” postanowiłem przygotować ranking dziesięciu fabularnych esencji – filmów, które najlepiej oddają ducha 31 października. Niektóre z nich podejmują poważniejszą tematykę, inne straszą za pomocą groteski, wszystkie podsycają niepowtarzalną aurę halloween. Zapalcie świeczkę, włóżcie ją do dyniowego lampionu i zabierajcie się za oglądanie!

miniatura

Czytaj dalej 10 najlepszych horrorów o tematyce halloweenowej

Reklamy

Siwy dym i różowe chmury. [„Hellions”, 2015]

             Dora (Chloe Rose), uczennica ostatniej klasy liceum, dowiaduje się, że zaszła w niechcianą ciążę. Jest halloween i dziewczyna, zamiast bawić się z przyjaciółmi podczas hucznej imprezy, postanawia spędzić autorefleksyjny wieczór w zaciszu własnego, ciepłego gniazdka. Czas upływa jej na podjadaniu korniszonów w miodzie oraz namysłach nad tym, jak przekazać ukochanemu problematyczne wieści. Gdy do drzwi Dory pukają przerażająco poprzebierane, zaczepne dzieci, bohaterka nie spodziewa się, że wpuszcza do swego domu zło. Noc jest młoda. I będzie krwawa.

hellions2

     „Hellions” w reżyserii Bruce’a McDonalda – zaiste, efektowny film – najbardziej imponuje, gdy zamiast ukazywać halloween w sposób ugładzony przypomina, że jest to święto wywodzące się z tradycji pogańskiej, a zdaniem niektórych mające silne korzenie w czarnej magii. Scenarzysta Pascal Trottier, inaczej niż chociażby Michael Dougherty („Trick `r Treat”), nadał pisanemu przez siebie filmowi gęstą, niezwykle mroczną atmosferę. Nie ma w jego skrypcie miejsca na półśrodki – „Hellions” to ponury horror, gardzący komediowymi paliatywami. Bardziej niż sceny początkowe, przedstawiające miejsce akcji jako „dyniową stolicę świata”, urzekają finałowe momenty filmu. Dymem i przenikliwym chłodem roztaczają one niemal zapach prawdziwej, melancholijnej jesieni.

Czytaj dalej Siwy dym i różowe chmury. [„Hellions”, 2015]

Fear will eat you alive. [„The Green Inferno”, 2013]

             Jeśli pamiętacie jeszcze Eliego Rotha, wiecie, czego oczekiwać po jego nowym, całkiem głośnym filmie. „The Green Inferno”, podobnie jak „Hostel” czy „Śmiertelna gorączka”, to paradny festiwal groteskowej brutalności i rozlewu krwi. Od czasu premiery swojego ostatniego horroru (a ta miała miejsce osiem lat temu) Roth wydoroślał jednak jako reżyser; lub inaczej – w mniejszym lub większym stopniu porzucił chłopięcy infantylizm. „Green Inferno” to nie tylko film gore, ale też głos w dyskusji nad gorączkowym, snobistycznym aktywizmem politycznym. Głos dość cichy i nieśmiały, lecz uchwytny.

hnid01

     Nowy Jork. Justine (Lorenza Izzo), której ojciec pracuje dla Organizacji Narodów Zjednoczonych, jest studentką prestiżowego college’u. Zszokowana wykładem na temat barbarzyńskich praktyk obrzezania kobiet, dziewczyna angażuje się w ruch studenckich aktywistów. Bardzo szybko ulega wpływom przystojnego Alejandro (Ariel Levy), planującego wystąpić z protestem przeciw wycinaniu peruwiańskich lasów deszczowych. Zorganizowana zostaje ekspedycja, w której udział bierze blisko tuzin osób, wśród nich Justine. Strajk nowojorskich uczniaków ma zostać sfilmowany i puszczony w świat za pośrednictwem mediów społecznościowych. Młodzi ideowcy nie przewidują jednak najbardziej oczywistego: niecywilizowani, tubylczy mieszkańcy Amazonii wcale nie muszą uznać ich działań za pokojowe…

Czytaj dalej Fear will eat you alive. [„The Green Inferno”, 2013]

Krótka piłka: „Hayride 2” [2015]

        31 października zbliża się wielkimi krokami, coraz silniejszym zainteresowaniem wśród widzów cieszą się więc horrory związane ze świętem halloween. „Hayride 2” Terrona R. Parsonsa swoją premierę odnotował w marcu, kompletnie bez echa. Nie ma się czemu dziwić: jest sequelem nakręconego za sześćdziesiąt tysięcy dolarów indie slashera. To jednak film nie tyle nie wart uwagi, co nie potrafiący sobie na uwagę zapracować. Parsons wie co nieco o kinie grozy, jak i o filmotwórstwie w ogóle. „Hayride 2” rozpoczyna się solidnie, momentami pięknie kadrując miejsce wydarzeń. Osadzając akcję w chłodnym, niewyremontowanym szpitalu, reżyser nawiązuje do klasyki gatunku. Następnie umiejętnie buduje napięcie i niepokoi scenami ucieczek ofiar przed mordercą. Jest upiornie, ale i odpowiednio krwawo. Czar pryska wraz z opuszczeniem przez kamerę lecznicy. Zbyt wiele czasu poświęcono niepotrzebnym flashbackom z prequelu, a kolejne wydarzenia dociągnięto do mety w ślamazarnym tempie. Pomimo obiecującego startu i kompetencji reżysera, „Hayride 2” okazał się horrorem przegadanym i przydługim.

es

05

Checking in – recenzja pierwszego odcinka „American Horror Story: Hotel”

           Gwałcące demony, krwawe orgietki, kuriozalne metody tortur. Wszystkiego tego i nie tylko Ryan Murphy dostarczy nam w piątym już sezonie swojej kultowej antologii grozy, „American Horror Story”. „Hotel”, bo takim podtytułem ów sezon opatrzono, znacznie różni się od innego bieżącego projektu Murphy’ego, „Scream Queens” – będącego lekką (i przekomiczną) autoparodią. Nie kontrastuje natomiast szczególnie z poprzednimi odsłonami „AHS”, wbrew opinii wielu niezadowolonych fanów serii. Pierwszy odcinek „Hotelu”, nawet jeśli kulał momentami fabularnie, charakteryzował się typowymi dla serialu nihilizmem oraz – co tu dużo mówić – grozą.

AHSh-paulson

     Akcja serialu startuje w momencie, w którym w tytułowym hotelu zjawiają się dwie szwedzkie przyjaciółki. Kolejne niepokojące sytuacje zwiastują kłopoty, dziewczęta przymykają jednak na nie oko. Prowadzi je to do zguby, a właściwie do pokoju #64, który – jak twierdzi recepcjonistka (przewrotna Kathy Bates) – będzie dla nich schronieniem przed ewentualnym zagrożeniem. Właśnie w tym pomieszczeniu turystki zostają zaatakowane przez parę upiornych, żądnych krwi dzieci…

Czytaj dalej Checking in – recenzja pierwszego odcinka „American Horror Story: Hotel”

Chorobą jestem. [„Contracted: Phase II”, 2015]

          „Contracted” Erica Englanda, ubiegłoroczny indie-horrorowy skarb, doczekał się sequela. Zupełnie niepotrzebnie, jako że pierwszy film z ewidentnie budowanej serii stanowił zamkniętą i satysfakcjonującą opowieść. Opatrzona podtytułem „Phase II” kontynuacja zbacza z toru, którym podążał film Englanda. Okazuje się obrazem beznamiętnym i przekombinowanym.

HNiD-contracted2

     Bohaterem „Phase II” jest Riley McCormick (Matt Mercer), który w finalnym akcie poprzedniego filmu miał okazję odbyć bardzo nieprzyjemny stosunek seksualny z powoli rozpadającą się Samanthą (Najarra Townsend) – ofiarą nieuleczalnego wirusa. Chłopak zaczyna odczuwać skutki tego zbliżenia: jego oczy zabarwiają się na czerwono, a rozpęczniałe zadrapania na plecach tryskają żółtawym łojem. Coś złego dzieje się nie tylko z Rileyem, ale i z innymi zakażonymi ofiarami – coś, czego nie da się powstrzymać.

Czytaj dalej Chorobą jestem. [„Contracted: Phase II”, 2015]