Sandały, półnagie ciała i starogreckie roboty. [„Przygody Herkulesa”, 1983]

              Jeśli nie jesteście w stanie dostrzec walorów kina (nad wyraz) niskobudżetowego, urok co bardziej kiczowatych pozycji z lat 80. spływa po Was jak po kaczce, a pojęcie kampu jest Wam obce, odpuście lekturę niniejszej recenzji. Darować możecie sobie prawdopodobnie też seans „Przygód Herkulesa” Luigiego Cozziego, jako że stanowią one kwintesencję tandety. W roku 1982, gdy powstawały „Przygody…”, Cozzi miał już na swoim reżyserskim koncie kilka niewypałów – w tym „Starcrash”, niefortunną kopię „Gwiezdnych wojen”. Filmowa interpretacja mitu o Heraklesie udała się Włochowi ciut bardziej, choć także uchodzi za niewydarzoną kalkę.

hercules1983robot

     Cozzi kalkuje w „Przygodach…” estetykę gatunku peplum, a częściowo nawet cechy typowe dla kina science-fiction doby lat 50. Jakim cudem film o Herkulesie czerpie z fantastyki naukowej? Otóż tytułowy siłacz toczy w jednej ze scen bitwę z czarnoksiężnikiem Minosem, który włada zdobyczami techniki (!) i przy ich użyciu planuje przejąć władzę nad Ziemią. Ale po kolei… Po śmierci rodziców młody heros próbuje znaleźć swoje miejsce w świecie; wyrusza więc w podróż. W drodze spotyka wiele osób: niektóre jawią się jako sprzymierzeńcy, inne jako wrogowie, wszystkie są półnagimi kobietami, chcącymi przespać się z mierzącym dwa metry dryblasem. Herkules zakochuje się w jednej z towarzyszek wyprawy, a gdy ta zostaje porwana, rusza jej na ratunek. Nim ponownie weźmie lubą w ramiona, będzie musiał zmierzyć się z antycznymi robotami…

     Mechaniczni nemezis goszczą w kadrze bardzo często. Opłakawszy zmarłą matkę, Herkules staje do walki z przerośniętą, zrobotyzowaną pszczołą. Innym razem, uzbrojony w taczkę, odpiera ataki centaura-maszyny, strzelającego z oczu laserami. Najciekawszym jest jednak fakt, że roboty skonstruowane zostały przez Dedala na zlecenie Minosa. Za swoją pracę scenopisarską Cozzi wyróżniony został nominacją do Złotej Maliny. Nie bez powodu: jego projekt to, całkiem dosłownie, gwałt na mitologii greckiej. Gdyby jednak „Przygody…” nakręcone zostały na wzór tradycyjnego kina spod znaku miecza i sandałów, mogłyby nie sprostać oczekiwaniom osadzonego w kulturze lat 80. widza.

hercules1983danning ferrigno

     „Przygody Herkulesa” to kicz przez duże „k”; wbrew powszechnej opinii film nie okazał się jednak porażką komercyjną. Powstała za psie pieniądze włosko-amerykańska koprodukcja w samych Stanach zainkasowała jedenaście milionów dolarów. Cozzi stworzył film, który przyciągnął (i wciąż przyciąga) uwagę, lecz mało kto przyznaje, że go widział. Wydany w czasach, gdy widzowie otumaniani byli przez cenzuralne restrykcje MPAA czy BBFC, przez bardziej konserwatywnych kinomanów obraz mógł zostać uznany za zbyt erotyczny. I choć owo stwierdzenie ociera się o absurd, a film okazuje się w swej seksualności niewinny, jest w niej zarazem niezaprzeczalnie wymowny. Lou Ferrigno i Sybil Danning grają w „Przygodach Herkulesa” ciałami, siląc się na niewielkie zasoby dramatyzmu. Nikt nie powinien wyobrażać sobie Danning i Ferrigno jako aktorów szekspirowskich, ich rola jest zgoła odmienna: jej sutki mają nieśmiało wydostawać się spod obcisłej sukni, jego piersi muszą być permanentnie nasmarowane oliwką, by podkreślić, że są większe niż te należące do aktorek.

     Subtelna erotyka, uprawiana przez aktorów, może być jedną z większych zalet filmu i bynajmniej nie jest to zarzut: „Przygody Herkulesa” to w najlepszym wypadku klasa „B”, a obnażeni na planie zdjęciowym aktorzy mogą pochwalić się boskimi sylwetkami. Cozziego należałoby poklepać po ramieniu. Nie udało mu się nakręcić dzieła, które zmiotło z podium box-office’u konkurencję (w tym wyraźnego inspiratora, „Conana Barbarzyńcę”), a takie, które w świadomości zbiorowej zapisało się jako kampowe do bólu, niekiedy głupawe. W grotesce „Przygód…” ciężko się połapać: nie wiemy ani dokąd film zmierza, ani dlaczego dokądś zmierzając stawia na tak karykaturalne środki wyrazu, jak ujęcie szybującego między gwiazdami zaczarowanego rydwanu. Osobiście wierzę jednak, że za dwadzieścia lat historia starć Herkulesa ze starożytnymi robotami zyska taką sławę, jak „Plan dziewięć z kosmosu”.

hercules1983

     Recenzja znajduje się także na stronie filmweb.pl, pod niniejszym odnośnikiem. Zapraszam do śledzenia swojego profilu w tym serwisie.

05

Reklamy

2 myśli nt. „Sandały, półnagie ciała i starogreckie roboty. [„Przygody Herkulesa”, 1983]”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s