Phantasmagoria gone wrong. [„Baskin”, 2015]

     Marketing jest podstawą funkcjonowania każdego dzieła filmowego. Umiejętna promocja dodaje skrzydeł nawet tym obrazom, które skrzydeł są z gruntu pozbawione. W kontekście horroru wystarczy przywołać tu przeboje: „Freddy kontra Jason” czy „Annabelle”, które – choć kulawe artystycznie – zawładnęły sercami widzów. Częściej mówi się o nieumiejętnej reklamie kina gatunkowego; takiej, która psychologicznym „Egzorcyzmom Dorothy Mills” przypisze wątek satanistyczny, a „Księgę Cieni: Blair Witch 2” opatrzy sloganem: „wiedźma powraca”. Turecki horror „Baskin”, reżyserowany przez Cana Evrenola, jest przykładem filmu zabitego przez dyletancki marketing.

baskin4

     Nie tak dawno temu w sieci zagościł oficjalny zwiastun projektu, prawie tak obficie jak piekielnymi majakami przepełniony wszelakimi odmianami słowa „Hell”, wyjętymi z ust krytykom. Zainteresowani podłapali „sugestię”: Turcy nakręcili film na miarę „Hellraisera”! Było się czym ekscytować: naszpikowany bólem i ekstremem, świetnie skrojony czasowo trailer zapowiadał produkcję niepokojącą, a przy tym w pełni dopracowaną, dopiętą na ostatni guzik. Potencjalnemu odbiorcy mydlono jednak tylko oczy.

     W „Baskin” grupa irytujących stróżów prawa dostaje wezwanie do budynku położonego na skraju lasu. Gdy już kończą raczyć się obcesowymi wspomnieniami schadzek z prostytutkami, zabierają się za „robotę”. Po opuszczonym i odizolowanym obiekcie przechadzają się więc beztrosko, a niekiedy mierzą do intruzów ze spluw, których – można by odnieść wrażenie – nigdy wcześniej nie trzymali w rękach. Pozornie wyludniony gmach okupowany jest przez nieproszonych gości. Żaden z mundurowych nie zdaje sobie sprawy, że w piwnicach mrocznego budynku odprawiane są ekstremalne odmiany czarnych mszy.

baskin3

     Ani nie toczy się horror Evrenola w piekle, ani nawet szczególnie piekielnie się nie rysuje. Diabelsko nieznośne okazuje się za to tempo „Baskin”. W pierwszym akcie filmu nie dzieje się praktycznie nic, a letargiczni bohaterowie reprezentują sobą zastój tak demobilizujący, że widz z trudem skupia na nich uwagę. Reżyser chce nam coś opowiedzieć: ma przecież w ręku historię, której źródłowe fasady sprawiają wrażenie solidnych. Niestety, przelewając scenariusz na ekran korzysta z odpychająco bełkotliwych środku wyrazu. Najczęściej nie wiadomo, co sądzić o sytuacjach kadrowej rzeczywistości. Schorowany gliniarz bez powodu krzyczy przed lustrem; po chwili pełen sił i energii podśpiewuje, z uśmiechem na ustach prowadząc samochód. Zachowanie innych bohaterów kierowane jest podobnym absurdem, plącze się też „narracja” – zbyt niezdyscyplinowana, by nie ujmować jej w cudzysłów. Jakikolwiek przejaw akcji jest jednak powodem do radości: film zmierza do mety bardzo powoli, zbyt często skazując oglądającego na monotonne przysłuchiwanie się rozwlekłym policyjnym paplaninom. Te, w geście ni to moralizatorskim, ni to komediowym, wyeksploatowano do przesady. Pan władza stoi na straży dobra, nadużywa własnych wpływów, myśli, że jest lepszy – dobrze już, rozumiemy!

baskin1

     Akt trzeci ciemiężony jest przez wszechobejmujący ból. „Baskin” zaczyna upodabniać się do wizji piekła, jaką go zapowiadano, choć z „Hellraiserem” czy, przykładowo, „Ukrytym wymiarem” nadal niewiele go łączy. Czyjeś wnętrzności stają się strawą dla kogoś innego, największy jebaka na komisariacie traci ślepię, a jego oczodół zostaje przelizany po francusku. Potem, gdy powoli się wykrwawia, zmuszany jest amant do odbycia satanistycznego stosunku z upodloną niewolnicą. Jako zwiastunowa migawka scena mogłaby zrobić na widzu wrażenie. Jako jeden z nielicznych quasi-szokujących momentów w 96-minutowym produkcie finalnym rozbudza jedynie degeneracki apetyt. Po Amerykanach, Francuzach, a nawet Polakach Turcy odkryli kino spod znaku gore. Gratulacje.

     „Baskin” to film, który miał wszelkie prawo stanąć na wysokości powierzonego mu zadania. Nie jest przecież technicznie niedomagający (wręcz przeciwnie), dysponuje ciekawym tematem wyjściowym. Sam Evrenol ma dobre oko do groteski i makabry. Szkoda, że nakręcił horror, którego krwawy potencjał trąci myszką, który cechuje się niedopracowaną narracją, i który nijak nie potrafi pochwycić widza. „Baskin” okazuje się nieskładną kompozycją, a na domiar złego projektem nietrafnie promowanym jako brawurowe, rewolucyjne kino grozy. Fakt, że producenci filmu piekielnie zadrwili z inteligencji widzów mocno działa na jego niekorzyść.

baskin2

     Recenzja znajduje się także na stronie filmweb.pl, pod niniejszym odnośnikiem. Zapraszam do śledzenia swojego profilu w tym serwisie.

04

Advertisements

Jedna myśl nt. „Phantasmagoria gone wrong. [„Baskin”, 2015]”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s