Kocham cię, udław się. [„Królowa Ziemi”, 2015]

     Kiedy możemy stwierdzić, że dobrze znamy daną osobę? Czy pełne poznanie drugiego człowieka w ogóle jest możliwe? Dlaczego ludzie chcą pławić się w cudzym bólu? Te oschłe dylematy rzewnie napędzają problematykę czwartego filmu fabularnego Aleksa Rossa Perry’ego, twórcy „Do ciebie, Philipie”. „Królowa Ziemi” to psychologiczny dramat, po części także dreszczowiec, na zadane przez reżysera pytania udzielający odpowiedzi nie tyle trudnych do przełknięcia, co dławiących.

QoE2

     Do leżącej nad jeziorem posiadłości przybywa Catherine (Elisabeth Moss), pogrążona w depresji, żałosna artystka, porzucona przez ukochanego oraz osierocona przez ojca. W śródleśnym zakątku bohaterkę wspierać ma jej najbliższa przyjaciółka, Virginia (Katherine Waterston) – nie tak dawno temu sama potrzebująca ramienia do wypłakania. Ginny, prędzej niż stać przy boku pogrążonej w melancholii Catherine, woli jednak bawić się w przelotny romans z aroganckim, próżnym sąsiadem (Patrick Fugit). Z założenia błogi odpoczynek upływa przyjaciółkom na pasywno-agresywnych rozmowach oraz mniej lub bardziej świadomym wbijaniu sobie szpil w otwarte rany. Pod koniec wakacji przynajmniej jedna z kobiet stanie w obliczu niepohamowanego szaleństwa.

Czytaj dalej Kocham cię, udław się. [„Królowa Ziemi”, 2015]

Reklamy

Tyrolska masakra piłą mechaniczną. [„In 3 Tagen bist du tot 2”, 2008]

     Akcja zawiązuje się ekspresowo w „In 3 Tagen bist du tot 2”. Austriacki slasher, znany także pod niefrasobliwym tytułem anglojęzycznym „Dead in 3 Days 2”, okazuje się jedną z tych rzadkich (choć nie niebywałych) kontynuacji udanych dalece bardziej niż ich prequele. Pełen werwy, mroczniejszy tonem i sprawniej nakręcony, projekt wywiera zgoła odmienne wrażenie niż jego poprzednik, nawet jeśli powstał pod kierunkiem tego samego reżysera.

tot2-1

     „In 3 Tagen bist du tot 2” nie udaje filmu, którym nie jest: jako szeregowy sequel musi odwołać się do wydarzeń z poprzedniej odsłony i robi to wnet po napisach początkowych. Dwudziestoletnia Nina Wagner (Sabrina Reiter) już w piątej minucie seansu bez owijania w bawełnę przypomina nam, jak zakończył się starszy o dwa lata „Zginiesz w ciągu 3 dni”. Dowiadujemy się, że niezrównoważona matka wyrżnęła przyjaciół Niny w odwecie za śmierć syna – dawnego kolegi nastolatków, który z ich winy utonął pod lodem. Ocalała z masakry bohaterka wyprowadziła się do dużego miasta, gdzie wiedzie anonimowe życie. Pewnej nocy otrzymuje tajemniczy, kilkusekundowy telefon: Mona (Julia Rosa Stöckl), która także przeżyła serię brutalnych ataków, desperacko błaga ją o ratunek. Dziewczyna zaginęła w niejasnych okolicznościach. Przerażona Nina rozpoczyna jej poszukiwania.

Czytaj dalej Tyrolska masakra piłą mechaniczną. [„In 3 Tagen bist du tot 2”, 2008]

Krętymi ścieżkami prowadzi nas Peachfuzz. [„Dziwak”, 2014]

     Aaron (Patrick Brice), młody i spłukany videographer, odpowiada na ofertę nietypowej pracy. W domu pośrodku lasu jego zadaniem ma być filmowanie ostatnich dni z życia dogorywającego bohatera tytułowego (Mark Duplass). Wkrótce na jaw wychodzi, że ogłoszeniodawca, Josef, jest nie tylko nad wyraz ekscentryczny, ale też kompletnie nieobliczalny…

creep2

     „Creep” sprawdza się na wielu poziomach: jako thriller o stalkingu, nieprzewidywalna czarna komedia czy też niespieszny, stawiający na bogaty suspens film grozy. Zamknięty w ramy horroru, projekt ma do zaoferowania najwięcej. Wszystko dzięki Duplassowi, którego obecność na ekranie budzi szczery niepokój. Ganiający niczym wariat po leśnym gąszczu czy też rozmawiający z nienarodzonym synem podczas kąpieli, Josef równie bardzo jak potencjalnie niebezpiecznym dziwakiem okazuje się postacią dramatyczną – facetem oscylującym na marginesie życia. Świętym nazwać go jednak nie można, podobnie zresztą, jak drugiego z bohaterów. „Creep” umiejętnie pogrywa z domysłami i oczekiwaniami widzów co do postaci centralnych, przez co jego (mniej lub bardziej) szokujący finał usatysfakcjonuje niejednego oglądającego.

Czytaj dalej Krętymi ścieżkami prowadzi nas Peachfuzz. [„Dziwak”, 2014]

Social terror. [„Antisocial”, 2013]

     W „Pulsie”, napisanym przez Wesa Cravena, internauci zaczęli masowo popełniać samobójstwa ku pokrzepieniu nowomilenijnych fobii technologicznych. W zombie horrorze „28 dni później” wybudzony ze śpiączki bohater odkrył, że Ziemia stoi w obliczu apokaliptycznej pandemii, zamieniającej chorych w agresywne monstra. „Antisocial” w reżyserii Cody’ego Calahana stanowi niezborne połączenie obu wymienionych pozycji. To film nakręcony niemal bez żadnej inwencji twórczej, na domiar złego często dający wyraz amatorstwu i niedojrzałości swych wykonawców.

antisoc1

     Grupa studentów celebruje ostatni dzień roku, wyprawiając huczne przyjęcie. Dla niepokornej, chodzącej własnymi ścieżkami Sam (Michelle Mylett w nad wyraz letargicznej kreacji) okazuje się ono doskonałą okazją do zatopienia smutków w alkoholu: kilka godzin temu dziewczyna została porzucona przez ukochanego. Nieoczekiwanie w mieszkaniu imprezowiczów zjawia się nieproszony gość. Mężczyzna przejawia symptomy wścieklizny i zostaje zabity w akcie samoobrony. Media donoszą o podobnych atakach; ich zasięg w zawrotnym tempie obiega cały świat. Żniwa szaleństwa są krwawe i niezliczone. Czy nadciąga koniec świata?

Czytaj dalej Social terror. [„Antisocial”, 2013]

Carnival fun. [„The Funhouse Massacre”, 2015]

     W wesołym miasteczku, przebudowanym z okazji przedednia Wszystkich Świętych na Dom Strachu, dochodzi do koszmarnych zbrodni. Stoi za nimi szóstka psychopatów, którzy pod osłoną nocy zbiegli z okolicznego wariatkowa. Goście halloweenowego przybytku nie zdają sobie sprawy, że uczestniczą w rzezi: krwawe zabójstwa, którym się przyglądają, to w ich oczach nic więcej niż szalenie realistyczne efekty specjalne. Gdy mordercy zostają zdemaskowani, zabawa przemienia się w masakrę. Dowodzący grupie maniaków Mental Manny nikogo nie wypuści na wolność.

fhm2

     „The Funhouse Massacre” urasta do swojego tytułu: to slasher zarówno zabawny, jak i odpowiednio krwisty. Po kulawym, z lekka tandetnym prologu, w którym naczelnik szpitala psychiatrycznego (Robert Englund w przeciętnej roli epizodycznej) przedstawia nam obłąkanych bohaterów, film ulega uefektywnieniu. Wielką jego zaletą staje się humor. Dowcipnym dialogom towarzyszy sytuacyjny komizm: do łez bawi choćby scena suczego pojedynku w damskiej toalecie, w której wylaszczona panna podtapia uradowaną psychopatkę za zrujnowanie jej make-upu (a przy okazji pokiereszowanie lica). Współmierny okazuje się też urok zgromadzonych na planie aktorów. Szczególną charyzmą biją role Matta Angela i Bena Begleya. Angel, jako Morgan, panikuje ilekroć na horyzoncie pojawi się klaun, truposz lub nawet ucharakteryzowany manekin. Gdy do akcji wkracza wataha Mental Manny’ego, chłopaczek gubi swój hipsterski kapelusz w popłochu. Begley wciela się w postać policjanta-żółtodzioba, a jednocześnie skrytego miłośnika Pegasusa.

Czytaj dalej Carnival fun. [„The Funhouse Massacre”, 2015]

Wyprowadzeni w pole. [„Girl in Woods”, 2016]

     Niekiedy założenia twórców filmowych nie pokrywają się z późniejszą interpretacją odbiorcy. Jeremy Benson („Live Animals”) widzi w swojej najnowszej produkcji dzieło kreślące, jak rodzą się miejskie legendy. Ja jednak czuję się przez „Girl in Woods” – o, ironio – wyprowadzony w pole.

giw2

     Zaledwie parę ostatnich minut filmu pozwala reżyserowi na częstowanie nas takim opisem koncepcyjnym, jaki podany został dwa zdania wyżej. Gwoli uściślenia: ostatni akt nowego horroru Bensona okazuje się bardziej niż udany i znacznie przewyższa ogólny poziom projektu. Jest szokujący, brudny, cieszy brakiem happy endu. Droga do finału bywa jednak dla widza taką męką, jak tułaczka centralnej bohaterki przez lasy. Juliet Reeves London nie podołała ciężarowi roli pierwszoplanowej – złożonej, wymagającej emocjonalnego opanowania i dojrzałej ekspresji. W scenach rozmów Grace z sobowtórami „dialogi” aktorki brzmią jak sucze pogadanki między opryskliwymi licealistkami; brzmią, jakby wyjęto je z ust „Wrednym dziewczynom”. Nieznośnie prezentuje się również wyboista narracja, która tylko w ciągu pierwszych kilkunastu minut filmu każe nam pięciokrotnie przyglądać się tym samym dramatycznym flashbackom z dzieciństwa Grace.

Czytaj dalej Wyprowadzeni w pole. [„Girl in Woods”, 2016]