Nowa fala terroru. [„Night of Fear”, 1972]

     W latach siedemdziesiątych kinematografia Australii przeżyła swoistą rewolucję. Po czasie niedostatku, jakim okazała się dekada poprzednia, australijski film odżył (w samym 1961 roku Australijczycy nakręcili zaledwie jeden projekt; dziesięć lat później tworzyli grubo ponad dwadzieścia produkcji jednorocznie). Płodność takich reżyserów jak Phillip Noyce, Bruce Beresford czy wreszcie Peter Weir napędzała przemiany kulturowe, jakie z perspektywy dziesięcioleci z łatwością można w tamtejszym kinie dostrzec. Renesans filmu australijskiego przede wszystkim wiązał się z wyostrzeniem zmysłu artystycznego co bardziej rezolutnych twórców, lecz był zarazem wynikiem gonitwy za jankeskim sukcesem. Na długo przed wydaniem zamerykanizowanego „Krokodyla Dundee” (i jego sequeli) nakręcony został niskobudżetowiec „Night of Fear” – horror łamiący tabu z gracją godną „Nocy żywych trupów”, który, jak na ironię, utorował ścieżkę dochodowym klasykom zza oceanu: „Teksańskiej masakrze…” czy „Ostatniemu domowi po lewej”.

NoF2

     Nie ma, oczywiście, dowodów na to, że Hooper i Craven zainspirowani zostali skromnym straszakiem Terry’ego Bourke’a; wzajemne podobieństwa pozostają jednak ewidentne. Trzon fabularny „Night of Fear” stawia wyraźnie konotacje między Leatherfacem a mieszkającym w ciemnym buszu Mężczyzną – bezimiennym wariatem, który żeruje na nieporadności okolicznych kobiet. W lasach otaczających chatę psychopaty gubi się zbłąkana bohaterka: lnianowłosa piękność w czerwonej sukience, która przypadkiem zjechała z głównej drogi i straciła orientację w terenie. Mężczyzna zrobi wszystko, by zachować miastową seksbombę u siebie; w porwaniach i uprzedmiotowieniu ma spore doświadczenie.

     O tym, że jest Mężczyzna zdeprawowanym szaleńcem informują nas wycinki z gazet, dumnie wiszące w jego brudnej chałupie. „Night of Fear” to film niemy i lakoniczny, zupełnie oskubany z dialogów oraz charakterystyki postaci. O Mężczyźnie wiemy jeszcze jedynie, że cechuje się pierwotnym, animalistycznym temperamentem i szaleje na punkcie niezdrowego seksu: zabicie konia prowokuje go do obsesyjnego onanizmu. Ordynarna erotyka stawia Bourke’a w centrum uwagi fanów nurtu ozploitation. Poza ujęciami na obnażane podczas szarpaniny piersi oraz mało subtelnymi zbliżeniami damskiej bielizny znajdziemy w „Night of Fear” wspaniale surrealistyczną scenę orgii z udziałem spętanej bohaterki, nagiego antybohatera, zakrwawionej czaszki oraz zastępu szczurów.

NoF4

     Średniometrażowy format (czas trwania wynosi niewiele więcej niż pięćdziesiąt minut) nadaje filmowi charakter eksperymentalny. „Night of Fear” – biorąc pod uwagę, jak fantazyjnym jest wytworem – sprawia wrażenie horroru kompleksowo udanego: nie znajdziemy w nim dłużyzn, a wiele szokujących momentów; nie przemęczy nas lament głupich postaci epizodycznych, bo nie znaleziono dla nich miejsca w scenariuszu. Dzięki zwięzłej formie film osiąga charakter kompatybilny, by nie napisać kompaktowy; jest krótki i „na temat”. Dynamizm projektu podkreślają zwłaszcza żwawy, ekstrawagancki montaż (w trakcie napisów początkowych przyglądamy się przebitkom z dalszych aktów filmu) oraz urozmaicona ścieżka dźwiękowa, powstała jako efekt współdziałania perkusisty, wiolonczelisty i operatora keyboardu.

     Bourke kręcił „Night of Fear” jako pilot 12-odcinkowego serialu. Zszokowani dyrektorzy telewizyjny nie dali projektowi szans na zaistnienie: materiał uznali za obsceniczny, nie podejmując nawet próby jego emisji. Dobrze się stało, że obraz zyskał tę niezależność. Jako rasowy shocker trafił w gusta nielicznych widzów kin samochodowych, a po latach odkopany został przez miłośników horroru vintage’owego, którzy obwołali go jako legendę. I choć nie jest „Night of Fear” ani tak sławetny, ani tym bardziej znamienity jak „Teksańska masakra piłą mechaniczną”, wciąż zasługuje na miriady szacunku.

     Na koniec ciekawostka: Bourke wykazał się innowacyjnym podejściem także do pracy operatorskiej. To pod jego kierownictwem autor zdjęć Peter Hendry dał obraz ujęciu bohaterki z perspektywy tarczowego aparatu telefonicznego. Później ten manewr wykorzystany został w „Intruzie” Scotta Spiegela.

NoF3

08

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s