Czarny duch epoki. [„Uciekaj!”, 2017]

     Chris (Daniel Kaluuya) i Rose (Allison Williams) są parą z kilkumiesięcznym stażem. Ich dobrze prosperujący związek poddany zostaje pierwszej próbie przy okazji wizyty w domu rodzinnym dziewczyny. Chris jest Afroamerykaninem, który wychowywał się jako sierota. Rodzice Rose to natomiast bogaci liberałowie, z jakimi partner ich córki na co dzień nie ma do czynienia. Posiadłość Armitage’ów zamieszkują też uniżeni, czarnoskórzy służący. Ich zachowanie oraz reakcje na nowo przybyłego okazują się co najmniej ekscentryczne: gosposia, przykładowo, płacze, gdy Chris stara się zabawić ją rozmową. Matka Rose, Missy (Catherine Keener), to zafascynowana hipnozą psycholożka, która w umyśle Chrisa dopatruje się idealnego obiektu naukowych badań. Jakby tego było mało, Chris przymusowo bierze udział w spotkaniu rodu Armitage’ów oraz przyjaciół domu. Dowiaduje się w trakcie tego zjazdu, że jest wspaniałym „okazem” – choć nikt nie mówi mu, okazem czego – a ze swojej rasy powinien być dumny, bo przecież „czerń jest teraz w modzie”.

GetOut3

     W horrorach czarnoskóre postaci znikają z przestrzeni kadrowej szybciej niż się w niej pojawiają, po drodze ginąc w okropnych okolicznościach – tradycja to stara, jak Morgan Freeman. „Uciekaj!”, pełnometrażowy debiut Jordana Peele’a, dowodzi jednak, że straszniejsza od dyskryminacji okazuje się chorobliwa adoracja. Nowemu partnerowi swojej córki Armitage’owie nie pozwolą umrzeć, choćby nawet tego chciał. Ich stosunek wobec przybysza, a także kłębiące się w głowach myśli i intencje nie zostają sprecyzowane. Przebieg wydarzeń ekranowych przez dobrych pięćdziesiąt, sześćdziesiąt minut w ogóle jest mętny, a zgadywanie tego, co wydarzy się za chwilę pozytywnie oddziałuje na walor rozrywkowy filmu. Pierwsza godzina „Uciekaj!” zapewnia świetną zabawę na poziomie intertekstualnym: cytaty i odniesienia wewnątrzgatunkowe pojawiają się tu ochoczo, a przy tym nie są nachalne, bo Peele nie jest zainteresowany popularnym nurtem „metahorroru”. Jego pierwocina mogła okazać się przewrotnym slasherem, bezpardonowym horrorem cielesnym, dramatem grozy. Peele obrał inny kierunek.

     Nade wszystkim pozostaje „Uciekaj!” satyrą, zresztą dość bystrą. Peele wie, jak wymalować nam na ustach uśmiech – zasłynął przecież jako komik – lecz prędzej woli dzielić się z nami społeczno-kulturowymi obserwacjami, swoimi przemyśleniami na temat poprawności politycznej we współczesnej Ameryce. W jego filmie biali liberałowie nawet nie zdają sobie sprawy, jak bardzo są rasistowscy – wierzą, że komplementując Chrisa za egzotyczne rysy i domyślną jurność seksualną uchronią się przez osądem o dyskryminację rasową. Tematyka filmu jest prowokująca, a jego scenariusz – tak, jak w przypadku innych horrorów z wątkiem socjologicznym – duży akcent kładzie na zeitgeistowskich niepokojach.

GetOut4

     Sygnowany nazwiskami Catherine Keener i Caleba Landry’ego Jonesa projekt uzyskał 99-procentowe wsparcie krytyków w serwisie Rotten Tomatoes. Satyryczna żonglerka rasowymi stereotypami, powolnie budowane napięcie oraz to wspaniałe poczucie zagrożenia, wrażenie, że coś u Armitage’ów „nie gra”, faktycznie, czynią z „Uciekaj!” horror w znacznej mierze udany – nie będę tu przeciwny głosom niezliczonych dziennikarzy. Nie zgodzę się natomiast z opinią, że nakręcił Peele film bezbłędny. Twist fabularny, towarzyszący scenom finałowym, nie jest tak przysadzisty, jak być powinien: filmbuffom ostatnie minuty „Uciekaj!” skojarzą się z tropami znanymi z paru innych pozycji gatunkowych (jedna z nich premierę miała zaledwie parę lat temu). Nie jest więc zamknięcie tej, bądź co bądź, intrygującej opowieści ani pionierskie, ani w pełni oryginalne; jego wtórność – bo nie napiszę, że przewidywalność – skutecznie studzi umiejętnie w widzu wypracowaną satysfakcję. Taki obrót sprawy mocno zaskakuje: przecież Peele zdążył już udowodnić, że potrafi bawić się konwencją i igrać ze stylami kina grozy, dowiódł, że stać go na luz i dystans. Tymczasem finał „Uciekaj!” jest kulawy i oderwany od ekranowej rzeczywistości: niby ciężki, zrealizowany zupełnie na poważnie, a jednak wciąż pobrzmiewający echem satyry – satyry utopionej w czerwonej farbie, już mniej inteligentnie rozpisanej.

     Nieprzemyślane, tuzinkowe zakończenie to bodaj jedyny (choć solidny) mankament, jaki zaprzątał mi głowę tuż po seansie „Uciekaj!”. Ogółem pierwsze kroki Jordana Peele’a w zawodzie reżysera mogą być początkiem długiej, pomyślnej drogi. Za sukcesem filmu stoją też inne nazwiska: wśród aktorów błyszczy Daniel Kaluuya, wraz ze swoją ekspresywną, nieustraszoną kreacją centralną. Horrorów gejowskich powstały już tuziny, filmów grozy współtworzonych przez środowiska afroamerykańskie – mniej (ostatni tego typu straszak, „The Final Project”, parę miesięcy temu zyskał miano klapy roku). Dzięki Peele’owi, miłośnikowi gatunku, ten stan rzeczy może wkrótce ulec zmianie.

     Albert Nowicki – dziennikarz, tłumacz i copywriter, miłośnik kina, zwłaszcza filmowego horroru. Jego teksty pojawiały się między innymi na łamach serwisów Filmweb oraz Movies Room. Blog His Name Is Death prowadzi nieprzerwanie od 2012 roku.

GetOut2

6 i pol

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s