Hipokryzja w 2D. [„Found Footage 3D”, 2016]

     Grupa filmowców-amatorów realizuje horror utrzymany w stylistyce found footage. Ma on być jednocześnie pierwszym tego typu filmem grozy nakręconym w technice trójwymiarowej. Pomysł, choć pozbawiony sensu, nie jest tak niedorzeczny, jak decyzja o uczynieniu z nawiedzonego domu planu zdjęciowego. Z upływem kolejnych dni absurdy piętrzą się coraz bardziej. Wreszcie członkowie ekipy realizacyjnej zdają sobie sprawę, że sami stali się bohaterami horroru – i to jak najbardziej rzeczywistego.

ff3d 2

     Niektórzy recenzenci chwalą „Found Footage 3D” za umiejętną żonglerkę metafikcją oraz grozą skrytą pod prześmiewczym płaszczykiem, ale prawda jest taka, że autoironia ma tu jedynie przykryć powierzchowny scenariusz, miałką akcję i bezpłciowość postaci. Fabularzysta-debiutant Steven DeGennaro ewidentnie nie umie pisać historii – ciekawych, a nawet jakkolwiek składnych – ale i tak nie jest to najgorszy zarzut, jaki można mu postawić. Przede wszystkim okazuje się DeGennaro wstrętnym hipokrytą. W wywiadzie dla serwisu HorrorNews.net miał powiedzieć, że nadał swojej pierwocinie aspekt trójwymiarowy dla dobra przedstawionej opowieści, a nie marketingu. To wierutna bzdura: bohaterowie filmu już we wstępie deklarują, że „pierwszy found footage 3D” (sic!) nakręcą tylko po to, by skupić na sobie uwagę mediów. Dokładnie to samo zrobił DeGennaro, choć brakuje mu jaj, by przyznać to wprost.

     To nie koniec. Bohaterowie DeGennaro przemawiają jego własnym językiem i warto dodać, że jest to jęzor dość niewyparzony. Młodzi filmowcy targani są coraz gorszymi frustracjami (wywołanymi przez paranormalne ataki nawiedzającego ich upiora) i wreszcie puszczają im nerwy. Gdy jedna z postaci zaczęła pluć kwasem na dorobek gatunku ff, jednocześnie kwiląc nad własną niemocą twórczą, reżyserowi tego, pożal się Boże, półproduktu zacząłem głęboko współczuć. Jego kiepsko zawoalowane kabotyństwo miało sugerować, że od roku 1999 powstała tylko garść co najwyżej przeciętnych horrorow found footage, ale oto łzy goryczy otrze nam wspaniały „Found Footage 3D”. Bo „Blair Witch Project”, „REC” czy nawet „The Den” nie wyszły przecież spod rąk artystów po wielokroć bardziej lotnych i świadomych… Steven DeGennaro nie jest żadnym mesjaszem (nie powinien nawet czuć się upoważniony do gardzenia dokonaniami bardziej wprawionych kolegów po fachu), a jego debiutowi bardzo daleko do kina choćby niezłego. Bohaterowie „Found Footage 3D” udają, że formuła podgatunku, jaki realizują, ich nie dotyczy, ale popełniają te same błędy, co postaci z innych horrorów kręconych z ręki: bagatelizują wydarzenia ciężkie do zignorowania, nigdy, nawet w obliczu zagrożenia, nie odkładają kamery na bok. Nie dajcie się nabrać: nie są to cechy dobrego pastiszu i zabawy gatunkowymi schematami, a topornie napisanego, przeładowanego ironią scenariusza. Jeśli coś w „Found Footage” imponuje, są to walory techniczne, z efektami FX na czele. To trochę za mało, by zadowolić widza.

     „Found Footage 3D”, zanim trafił do obiegu VOD, aż trzy lata zbierał kurz na przysłowiowej, studyjnej półce. W międzyczasie fani horroru mieli okazję obejrzeć kilkanaście znacznie lepszych pozycji ff – pomimo zapewnień DeGennaro, że jest to gatunek martwy.

     Albert Nowicki – dziennikarz, tłumacz i copywriter, miłośnik kina, zwłaszcza filmowego horroru. Jego teksty pojawiały się między innymi na łamach serwisów Filmweb oraz Movies Room. Blog His Name Is Death prowadzi nieprzerwanie od 2012 roku.

ff3d 3

04

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s