Zimno wszędzie. [„Pamiętam cię”, 2017]

     W kościele położonym pośrodku niczego znalezione zostają zwłoki starszej kobiety, która postanowiła odebrać sobie życie. Psychiatra Freyr (Jóhannes Haukur Jóhannesson), okolicę zamieszkujący od niedawna, odkrywa, że samobójczyni miała obsesję na punkcie jego zaginionego synka. W międzyczasie trójka przyjaciół przybywa na odseparowaną od miasta wyspę, by odrestaurować opuszczoną posiadłość i otworzyć w niej pensjonat. Dom przesiąknięty jest nie tylko wilgocią, ale też jakąś kasandryczną tajemnicą. Otaczają go stare nagrobki, co zdaje się niepokoić jedynie Katrín (Anna Gunndís Guðmundsdóttir). Wkrótce zarówno na wyspie, jak i w miasteczku zaczyna dochodzić do nadnaturalnych zdarzeń.

PamietamCie2

     Wyblakłe, mgliste zdjęcia autorstwa Jakoba Ingimundarsona czynią z „Pamiętam cię” horror wspaniale melancholijny. Dziwi fakt, że nie powstało na terenie Islandii więcej filmów grozy: to przecież miejsce, jakiego nie ma nigdzie indziej na świecie, niesamowicie autonomiczne, rzewliwie wyizolowane. Zdjęcia Ingimundarsona wydają się zagadkowe i niejednoznaczne: operator pokazuje nam Islandię piękną, ale utrapioną, rozległą, terytorialnie niezbadaną, ale klaustrofobiczną. Kadry obrazu są tu ciężkie i finezyjne jednocześnie, bo i sam film, pomimo depresyjnej tematyki, jest wytworem wrażliwej duszy.

     „Pamiętam cię” to film o konflikcie między ludźmi, jak i o indywidualnym, duchowym konflikcie kolejnych postaci. Freyr tłamsi w sobie agresję, wywołaną przez nagłe zniknięcie kilkuletniego syna; ma ochotę rzucać obcymi o ściany, bo jego niewinnego chłopca spotkał jakiś straszliwy los. Katrín podejrzewa, że najlepsza przyjaciółka uwiodła jej męża, ale negatywne emocje stara się trzymać na wodzy. Jest też Bernódus (Arnar Páll Harðarson) – blondwłosy malec, tak bardzo znienawidzony przez bezduszne otoczenie, że wreszcie zapędzony w objęcia powolnej śmierci w samotności. „Pamiętam cię”, przyjmując oryginalny wątek kryminalny (Freyr współpracuje z panią detektyw, która pomaga mu szukać syna), wpisuje się poniekąd w stylistykę Nordic noir. Tak jak w innych skandynawskich filmach quasi-noir, akcentowane są tu wątki społeczne oraz ambiwalentne postawy ludzkie, przedstawiona zostaje ciemna strona życia w małym, potencjalnie sielskim miasteczku. Nade wszystko mówi Óskar Thór Axelsson w swoim filmie o smutku i stracie, z jakimi, do pewnego stopnia, walczą wszyscy bohaterowie pierwszo- i drugoplanowi. „Pamiętam cię” to przegląd najmroczniejszych zakamarków ludzkiej natury; jego finał zetnie Was z nóg i, na chwilę lub dwie, odbierze Wam chęć, by wstać.

PamietamCie3

     Surowość skandynawskiej natury i specyfika planu zdjęciowego powodują, że „Pamiętam cię” cechuje wspaniale mroczny klimat. Miejsce akcji momentami wydaje się wręcz opresyjne, co potęguje tylko mroźna, agresywna muzyka. Film nie jest krwawy – to przecież horror art-house’owy – choć w jednej scenie uderza widokiem broczących, połamanych ciał. Ta krótka, brutalna sekwencja szokuje o tyle, że nie sposób jej przewidzieć. Film dostaje się głęboko pod skórę za sprawą przeszywającej, jesienno-zimowej atmosfery oraz aury tajemniczości, która nie została jednak wykalkulowana z dużym powodzeniem. Klimat to olbrzymi atut „Pamiętam cię”, sprawiający, że droga do finału okazuje się w znacznej mierze bezproblemowa. Wyboje narastają, kiedy zdajemy sobie sprawę, że Axelsson przejawia tendencję do flegmatyzmu. Przedstawiona historia jest ciekawa, ale zbyt rozpłaszczona. Kolejnym wątkom reżyser poświęca dużo czasu, przez co żadna z postaci nie jawi się jako niepełna; brakuje tu jednak drygu do zawężenia przydługiego czasu trwania, do ożywienia tempa ospałej akcji. Chwilami film sprawia wrażenie zawieszonego w próżni.

     „Pamiętam cię” jest bardziej efemeryczny niż egzotyczny, choć wciąż pozostaje projektem niebanalnym i zwyczajnie ciekawym dla polskiego oka. Tym bardziej cieszy fakt, że zainteresowali się filmem organizatorzy drugiej edycji Fest Makabry, którzy począwszy od listopada z dumą pokazują go w kilku nadwiślanych kinach. Wiara w skromne, niezależne horrory to w dzisiejszych czasach podstawa. „Pamiętam cię” – choć nie okazał się ani najstraszniejszym, ani najlepszym filmem mijającego roku – dowodzi tej tezie. Projekt Axelssona zobaczyć powinni wszyscy miłośnicy pieszczącego oczy art-house’u oraz ciekawych kontekstów fabularnych. I fani wytężonego slow burnu też.

     Albert Nowicki – dziennikarz, tłumacz i copywriter, miłośnik kina, zwłaszcza filmowego horroru. Jego teksty pojawiały się między innymi na łamach serwisów Filmweb oraz Movies Room. Blog His Name Is Death prowadzi nieprzerwanie od 2012 roku.

PamietamCie4

6 i pol

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s