No one is sejf. [„Sejf”, 2017]

     Do niezbyt zasobnego banku wkracza ekipa najbardziej nieprofesjonalnych, najgorzej zorganizowanych rabusiów pod słońcem. Kryminaliści, dowodzeni przez wyrachowaną Leah (Francesca Eastwood), liczą na szybki zarobek, ale zostają wyrolowani przez tyleż niepozornego, co sprytnego pracownika (James Franco). Mężczyzna opowiada im o milionach dolarów, zamkniętych w skrzętnie zaszytym sejfie. Pech chce, że pancerna kasa zlokalizowana jest w ciemnej, zaskakująco krętej piwnicy – poniekąd labiryncie, skrywającym makabryczny sekret. Pogoń za pieniądzem przeobrazi się w ucieczkę przed wkurzonymi duchami.

sejf2

     „Sejf” rozpoczyna tragiczny, komputerowo zaprojektowany prolog – nota bene, od ręki sprzedający najmożniejsze plot twisty, jakimi usłano scenariusz. Film sprawia wrażenie żywcem wyjętego z ramówki telewizji Puls – nie zdziwcie się, jeśli za kilka miesięcy stanie się stałym punktem jej programu. Brakuje Danowi Bushowi zmysłu artystycznego i poczucia estetyki – jego projekt wykonany został siermiężną ręką, opiera się na grafomańskim montażu oraz mało skondensowanej narracji. Zaburzona jest w filmie nawet struktura trzech aktów, choć najsurowsze cięgi powinien reżyser zebrać za przewidywalność, która ciąży nad jego dziełem niczym widmo z najnudniejszego koszmaru.

     James Franco, w materiałach promocyjnych figurujący jako główny bohater, w istocie plasuje się bardzo nisko w hierarchii obsady i postaci – ot, szczwana, marketingowa zagrywka. Zabieg mógłby wzbudzić zainteresowanie – jak w przypadku „Mother, May I Sleep with Danger?” – być może nawet zbudować wokół bohatera Franco jakąś tajemnicę, ale scenarzyści machnęli na tę alternatywę ręką. Nominowany do Oscara aktor – ostatnimi czasy role dobierający jakby na oślep – w „Sejfie” przeważnie milczy, stojąc lub siedząc, czasem też flegmatycznie pręży wąsa; nigdy natomiast nie ma do wygłoszenia nic ciekawego. Jego rola jest zdawkowa i najzwyczajniej niedopracowana – charakteru nabiera dopiero podczas długo odwlekanego finału. Z powodu letargu – rzutującego na ekspresji rzadko goszczącego w kadrze Franco – znaczenie tajemniczego pracownika banku dla fabuły rozszyfruje niemal każdy widz, nawet ten straszliwe wynudzony. Zdajemy sobie sprawę, że popularny aktor ma być w rękach reżysera tajną bronią i w toku kolejnych zwrotów akcji jesteśmy w stanie dojść do wniosku, jaki dokładnie będzie tej broni kaliber.

     Film wykazuje grobowy dynamizm i wywołuje szczątkowe emocje. Tytułowy sejf natomiast jest tu bytem nie tyle opresyjnym, co cholernie odtwórczym, wyprutym z grozy. Projekt oprawiono w ciekawe ramy gatunkowe – ramy heistowego horroru – ale do geniuszu „Nie oddychaj” jest mu naprawdę daleko. Odpuśćcie sobie wizytę w „Sejfie” – nie znajdziecie w nim absolutnie żadnych skarbów.

     Albert Nowicki – dziennikarz, tłumacz i copywriter, miłośnik kina, zwłaszcza filmowego horroru. Jego teksty pojawiały się między innymi na łamach serwisów Filmweb oraz Movies Room. Blog His Name Is Death prowadzi nieprzerwanie od 2012 roku.

sejf3

3 i pol

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s