(Po)twór barkeropodobny. [„Hellraiser: Judgment”, 2018]

     Trzej detektywi wpadają na trop wyjątkowo brutalnego mordercy, który jako swoje ofiary wybiera osoby gardzące religijnymi wartościami. Szaleniec eliminuje nieszczęśników w sposób nad wyraz teatralny, zawsze nawiązując do dziesięciu przykazań Bożych. Policjanci nie zdają sobie sprawy, że wkraczając w świat sadystycznych zbrodni, przekroczą nieomal bramy piekieł.

hellraiserjudgment2

     Wysokim szychom z wytwórni Dimension znowuż przyszło sypnąć groszem na dawno już zjełczałą serię „Hellraiser”. Najnowszy jej segment, „Judgment”, powstał, faktycznie, za żółtawe miedziaki – kosztował bowiem niewiele ponad pięćset tysięcy dolarów. Gwoli przypomnienia: założona przez Boba Weinsteina spółka zobligowana jest raz na kilka lat kręcić sequele dwóch horrorowych cykli (kolejny to „Dzieci kukurydzy”) – w przeciwnym razie utraci do nich prawa. Dziewiąta z kolei kontynuacja „Wysłannika piekieł” jest więc projektem nakręconym bardziej z obowiązku niż z miłości do Pinheada i bardzo rzuca się to w oczy.

     Początek filmu to, kolokwialnie rzecz ujmując, burdel na kółkach: pedofil, pojmany przez istoty z innego wymiaru, postawiony zostaje przed piekielnym sądem, a o jego losie decydują m. in. półnagie nimfy o oskórowanych twarzach, szczególną przyjemność odnajdujące w obcowaniu z wymiocinami. Członkiem „kolegium sądowego” jest też Asesor – ze wszech stron głupia postać, spisująca przewiny oskarżonego na skórzanej kartce, później przez siebie… zjadanej. Prolog jest tak dalece groteskowy i przekombinowany, że skutecznie wprowadza całość w ruch – jego rozbuchany symbolizm przyprawia niemal o zawrót głowy. Jednak „Judgment” to kiepsko naoliwiona maszyna, która, zamiast na właściwy peron, zmierza donikąd. Reżyser Gary J. Tunnicliffe – dotychczas związany z serią jako twórca efektów FX – nadał projektowi neo-noirowy, mroczny klimat, poniekąd pobrzmiewający echem znacznie lepszych „Wrót piekieł” (2000). Obraz ma tu brudny, szafranowo-żółty kolor, na ekranie nie brakuje dymu i osnutych cieniem, demonicznych twarzy. Pinhead (w tej roli Paul T. Taylor) gości w kadrze rzadko, co ma wzmagać towarzyszącą mu enigmę. Pierwsza ćwierć filmu zasługuje na nieśmiałą pochwałę, choćby dlatego, że jakościowo odbiega od co najmniej trzech poprzednich „Hellraiserów”. Niestety, w drugiej połowie „Judgment” kompletnie się rozsypuje.

hellraiserjudgment3

     Okazuje się, że Pinhead nie jest żadnym asem w reżyserskim rękawie. Targany nostalgią widz będzie „Judgmentem” rozczarowany, bo swojego gwoździem ukoronowanego idola obejrzy przez niecały kwadrans. Film bywa przegadany, a Cenobitów zobaczymy tu mało – do tego stopnia, że w pewnym momencie przeradza się „Judgment” w barkeropodobny kryminał, bez reszty rozkochany w „Se7en” Finchera. Wizerunek piekielnych sadomasochistów oraz charakteryzacja w ujęciu generalnym na ogół i tak nie imponują. Och-jakże-wyszukany papier z ludzkiej skóry wygląda jak najzwyklejszy, drukarski świstek. Chatterer (lub, jeśli wolicie, Gaduła) nawet nie uderza szczęką o szczękę, gdy wydaje z siebie zgrzytający, nieprzyjemny dla ucha odgłos. Sytuację ratują nieźle ucharakteryzowany główny antagonista oraz nowa postać: Rewident, grany przez Tunnicliffe’a piekielny urzędas o potwornie pokiereszowanej facjacie.

     Jednym z wielu mankamentów nowego „Hellraisera” jest jego uboga, niskobudżetowa oprawa. Tunnicliffe przyznał, że do nakręcenia filmu zainspirowały go dzieła Cronenberga, Davida Lyncha i malarza Francisa Bacona. Biorąc pod uwagę, w jakie łachmany został „Judgment” przystrojony, deklaracja ta wydaje się wręcz żałosna. Dezorientujący montaż, bardziej niż na ustaleniu logiki scen, opiera się na efekciarskich, tylko teoretycznie biegłych warsztatowo cięciach, które szybko zaczynają męczyć. Migawkowe cięcia bynajmniej nie składają się na wydumaną, filmową łamigłówkę à la „Mulholland Drive”, bo swemu idolowi-surrealiście Tunnicliffe mógłby co najwyżej czyścić buty. Kolejnym zdarzeniom brakuje związku przyczynowo-skutkowego (po ucieczce z czyśćca detektyw zachowuje się jakby wrócił do domu po męczącym dniu w pracy), finalne minuty sprawiają natomiast, że umiera „Judgment” w agonii. Piękny, splatterpunkowy poemat – jakim był pierwszy „Wysłannik piekieł” – przeobraził reżyser w impulsywne mumbo jumbo o grzechu, odkupieniu i religijnym szaleństwie. Gdyby demoniczni Cenobici istnieli naprawdę, Tunnicliffe ściągnąłby na siebie ich infernalny gniew; „Judgment” to bowiem film plebejski.

     Albert Nowicki – dziennikarz, tłumacz i copywriter, miłośnik kina, zwłaszcza filmowego horroru. Jego teksty pojawiały się między innymi na łamach serwisów Filmweb oraz Movies Room. Blog His Name Is Death prowadzi nieprzerwanie od 2012 roku.

hellraiserjudgment4

04

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s