Total extermination of the heart. [„Nieznajomi: Ofiarowanie”, 2018]

     Czteroosobowa rodzina – matka, ojciec i dwoje dzieci – przybywa do Gatlin Lake, gdzie mieści się osiedle kempingowe. Błogi wypoczynek w letniskowym kurorcie stanie się walką na śmierć i życie. Okazuje się, że trójka uzbrojonych napastników wymordowała wszystkich miejscowych wczasowiczów, a Kinsey (Bailee Madison) i jej najbliżsi mają stanąć w kolejce pod nóż. Noc jest młoda. I będzie krwawa… Nie spodziewałem się, że „Nieznajomi: Ofiarowanie” przypadną mi do gustu. To przecież sequel filmu sprzed dziesięciu lat, który przeszedł przez wyjątkowo skwarne piekło developmentowe. A jednak zdołał Johannes Roberts nakręcić wyjątkowo efektowny horror, który po trosze stanowi zgrabną kontynuację pierwszych „Nieznajomych”, a po części jawi się jako twór autonomiczny, dumny z własnej inności.

StrangersPreyAtNight2

     Tym różni się „Ofiarowanie” od swojego poprzednika, że nie jest pełnym suspensu thrillerem. W filmie znalazło się kilka sekwencji okrutnego, psychologicznego zastraszania, choć tytułowych nieznajomych częściej widzimy w akcji – i to całkiem dosłownej. Kontynuacja jest bardziej dynamiczna niż prequel, bywa soczyście sensacyjna, chwilami wręcz wykrzyczana. Oryginał z 2008 roku wielu krytyków uznało za intymną, ale burzliwie emocjonującą odtrutkę na splat-packową ekstremę. W sequelu kameralność schodzi na drugi, może nawet piąty plan, a Roberts korzysta z innych niż Bertino środków wyrazu. Jego projekt to rasowy, ejtisowy slasher – o intensywnej barwie i bardzo „kompaktowym” scenariuszu.

     „Ofiarowanie” to film zbudowany na schematach, ale tych najlepszych. Narracyjnie rozegrano go w interesujący sposób, a widzom nie dano powodów do nudy. Przestrzeń kadru zbudowana została z wyczuciem nostalgii i pozwala z radością wspominać mordercze porachunki Jasona Voorheesa. Nieznajomi mają szerokie pole do popisu: trailer park, w którym zatrzymują się bohaterowie, to miejsce pełne koszmarnych zakamarków, idealnych, by niespodzianie z nich wypełznąć. W jednej ze scen przerażona Kinsey kryje się w rurze budowlanej; okazuje się jednak, że nie przebywa w niej sama. Plan zdjęciowy wiecznie spowija gęsta mgła. Jego nad wyraz subtelne oświetlenie dopełnia przerażającego obrazu izolacji, z jaką mierzą się błądzące po omacku postaci. Gdyby film Robertsa przepisano jako książkę, rozpoczęto by ją słowami: „w mrocznym, strasznym lesie…”

StrangersPreyAtNight3

     Mniej wdzięcznie prezentuje się wśród fabularnych schematów głupota bohaterów, chociaż – powiedzmy sobie szczerze – w toku krwawej szarży mało kto byłby w stanie myśleć trzeźwo. Nieznajomi są mistrzami w swoim fachu; włos na głowie jeży nawet mowa ich ciał oraz upiorna gestykulacja. Wciąż są to indywidua zupełnie spaczone i amoralne, pozbawione skrupułów i niepotrzebujące żadnej motywacji do działania: zabijają, „bo mogą”. Znajdziemy w filmie wiele creepfactorowych scen. W jednej z nich morderczyni kładzie się w łóżku (przyszłej) ofiary, w innej jej kompan okazuje nieszczęśnikowi dziwnego rodzaju łaskę. Nieznajomy wchodzi do auta, w którym unieruchomiony jest mężczyzna (Martin Henderson) i po prostu siada tuż obok. Nim dziurawi jego ciało zaostrzonym szpikulcem, włącza radio samochodowe i pozwala ofierze „cieszyć się” swoją ostatnią chwilą. To długa, pełna napięcia i dość oderwana od reszty filmu scena. Błagania Hendersona o życie przeciwne są prośbom, jakie widz może kierować do mordercy: zabij, no zabij go wreszcie!

     Strasznie bywa nie tylko na zewnątrz, ale też w przyczepach kempingowych, które okazują się klaustrofobicznie ciasne (przekonuje się o tym grana przez Christinę Hendricks matka). Najlepszym momentem filmu jest jednak konfrontacja syna (Lewis Pullman) z nieznajomymi. Dochodzi do niej na osiedlowym basenie, oświetlanym przez kiczowate, neonowe palemki. Walka jest brutalna i krwawa, ale akompaniuje jej ballada Bonnie Tyler „Total Eclipse of the Heart” – być może by nawiązać do złotej ery uroczej, slasherowej tandety, być może nie. Jakimś cudem to właśnie ta scena wzbudza najpłomienniejsze emocje i pozostaje z widzem na długo po seansie. Na pewno pomocna okazuje się w tym biegłość, jaką wykazują twórcy w kwestii obróbki technicznej. Ciepłe, jaskrawe odcienie, padające na zimny beton i podejrzanie błękitny akwen, mają dość abstrakcyjny charakter, ale operator posługuje się kamerą ze śmiertelną powagą: każdy jego ruch jest równie precyzyjny i bezpardonowy, jak zamachnięcia walczącego siekierą psychopaty. Świetnie prezentują się też „niedzisiejsze” zbliżenia na twarz i generalnie wszelkie dynamiczne zoomy (np. ten na wściekle pędzącą Pin-Up Girl). Poza kawałkiem Tyler, na soundtracku filmu wykorzystano piosenki Kim Wilde oraz Air Supply. Hip, hip, it’s the 80s, baby!

StrangersPreyAtNight4

     Przez ścieżkę dźwiękową przewija się także motyw wyraźnie inspirowany muzyką Johna Carpentera – zwłaszcza klawiszowym geniuszem „Halloween”. Są też nowi „Nieznajomi” wyrazem miłości Robertsa do „Christine” (1983). W wyjątkowo wybuchowym finale przyglądamy się między innymi ujęciom na diabelsko rozpędzonego, płonącego Forda, przed którym ucieka bohaterka.

     Spore rozczarowanie przychodzi pod koniec filmu, kiedy – SPOILER – odkryta zostaje twarz jednej z morderczyń. To moment krótki, w świetle całego obrazu marginalny, ale odbierający prequelowi enigmę, która była tak wielkim jego atutem. Odliczając tę wpadkę, a także przeciętne kreacje Madison i Hendersona, otrzymamy horror absolutnie nienaganny. Gdyby „Ofiarowanie” nie zostało przypisane „Nieznajomym” jako podtytuł – gdyby odebrać antagonistom maski, a film pozbawić sequelowej konotacji – spadłoby towarzyszące widzom ciśnienie, a sale kinowe opuściłaby niepotrzebna presja. Kinomani, niepotrzebnie, dzielą się na dwa obozy: chcą, by kontynuacja była lepsza niż jej poprzednik, albo z góry zakładają, że „dwójka” okaże się słabsza niż „jedynka”. Roberts oferuje fanom horroru mniej suspensu niż podarował im Bertino, ale jego sequel ma w sobie tyle profesjonalizmu, tyle narracyjnego i stylistycznego wdzięku, że wciąż zasługuje na aplauz.

     Albert Nowicki – dziennikarz, tłumacz i copywriter, miłośnik kina, zwłaszcza filmowego horroru. Jego teksty pojawiały się między innymi na łamach serwisów Filmweb oraz Movies Room. Blog His Name Is Death prowadzi nieprzerwanie od 2012 roku.

StrangersPreyAtNight5

08

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s