„There ain’t no why to evil”. [„Psychopaths”, 2017]

     Z kiepsko strzeżonego szpitala dla obłąkanych wydostaje się kilkoro pacjentów. Są to jednostki nie tylko chore umysłowo, ale też śmiertelnie niebezpieczne. Pewne małe, kalifornijskie miasteczko przykryły już nocne chmury. Czas, by rozpętało się prawdziwe piekło…

Psychopaths2017-2

     „Psychopaths”, najnowszy straszak Mickeya Keatinga, swoją premierę zaliczył okrągły rok temu, na festiwalu w Tribece, ale serwisy VOD zaatakował dopiero niedawno. W filmie Keating przemawia niskim głosiwem Jeffa Daniela Phillipsa, który pełni rolę wszechwiedzącego narratora. Z offu padają łamiące czwartą ścianę słowa: „wybaczcie, jeśli bezinteresowna przemoc kole Was w oczy, a historię uważacie za pełną niejasności”. Wiele mówią one o charakterze projektu, który urzeka czystym szaleństwem oraz intrygującym manieryzmem.

     Keating przenosi nas w świat rodem ze snu, miejsce zawieszone w czasie i przestrzeni. Zainspirowały młodego twórcę – podobnie jak Davida Lyncha w złotej dla niego erze – chaotyczne lata pięćdziesiąte. Alice, grana przez Ashley Bell, żyje w starohollywoodzkim musicalu: jazzowe szlagiery bębnią w jej głowie zawsze, nawet, gdy morduje ona niewinną ofiarę. Alice śpiewa kołysanki mężczyznom przywiązanym do krzeseł, a potem tłucze ich twarze na papkę. Ewidentnie szuka jednak przyjaciela, a narastający w niej obłęd ożywa, gdy ponosi na tym polu porażkę. W „Psychopaths” pojęcia „kat”/„ofiara” stosowane są zamiennie: dama w opałach potrafi przeobrazić się w dużego, złego wilka (patrz: postać Angeli Trimbur), a uzbrojonemu bohaterowi tytułowemu przychodzi klęczeć u jej stóp. Film nie jest rozbudowany fabularnie, ale Keating wie, jak mamić bogactwem plastycznym. Wizualnie nęcą w „Psychopaths” harmonia i szyk. To projekt niskobudżetowy, ale umiejętnie wykorzystujący swój skromny kapitał. Ujrzymy w nim perfekcyjnie wykadrowane ujęcia sponad głowy, precyzję w operowaniu światłem i barwą, a także elegancko skomponowane mastershoty (np. w scenie motelowej). Ciekawie prezentują się sekwencje dzielące ekran na pół – wyraźnie zapożyczone z arcydzieł Briana De Palmy. Nasycona kolorystyka filmu przywodzi na myśl kryminał Paula Schradera, „Dwa światy” (1979).

     „Psychopaths” jest filmem narracyjnie wybrakowanym, z ubogo rozpisanymi postaciami, ale jego psychodeliczna forma i biegłość techniczna łatają te ubytki. Ocenę końcową podnosi między innymi efektywny montaż autorstwa Valerie Krulfeifer, która pracowała już nad poprzednimi obrazami reżysera („Darling”, „Carnage Park”). Mam nadzieję, że Krulfeifer długo pozostanie dla Keatinga muzą.

     Albert Nowicki – dziennikarz, tłumacz i copywriter, miłośnik kina, zwłaszcza filmowego horroru. Jego teksty pojawiały się między innymi na łamach serwisów Filmweb oraz Movies Room. Blog His Name Is Death prowadzi nieprzerwanie od 2012 roku.

Psychopaths2017-3

6 i pol

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s