Obcy gracji pełny. [„Obcy – 8. pasażer Nostromo”, 1979]

     Czas był dla „8. pasażera Nostromo” wyjątkowo łaskawy. Powstały w 1979 roku film uchodzi za klasykę horroru science-fiction, a z Ridleya Scotta i Sigourney Weaver uczynił monarchów Hollywood. Na przestrzeni dekad obraz nie zestarzał się ani trochę: zaprojektowane na jego potrzeby praktyczne efekty specjalne wciąż przyprawiają o zawrót głowy, są równie intensywne i ofensywne jak lata temu. Film hipnotyzuje strachem; na rozłogu kina grozy pozostaje żelaznym monumentem.

Alien2

     Strach ten widoczny jest zwłaszcza w oceanicznych oczach Veroniki Cartwright, filmowej Lambert. To Cartwright nastraja w widzach odpowiednie uczucia, to jej niebieskie ślepia odbijają w sobie grozę. Nawigatorka Lambert okazuje się postacią histeryczną – nie mniej niż Sally Hardesty, ulubiona „zabawka” Leatherface’a. Gdy w jednej ze scen na Cartwright bucha strumień sztucznej krwi, aktorkę zalewa nie tylko lepka maź, ale też fala paniki. „Obcy – 8. pasażer Nostromo” to film o kobiecej intuicji: Lambert i Ripley (Weaver) przeczuwają, że wezwanie z opuszczonej planetoidy może przynieść załodze Nostromo kłopoty. Decyzja zejścia na skalistą przystań należy do męskiej części ekipy.

     Na Alcheron oczekuje na bohaterów tytułowy Obcy – perfekcyjny organizm, który w ciągu doby potrafi przepoczwarzyć się z larwy w potężną bestię. Nie wiadomo, skąd monstrum się wzięło, ani co robi na planetoidzie. Szybko jednak odkrywamy, że jest Obcy potworem niezniszczalnym: niepotrzebującym pożywienia, karmionym śmiercią. Należący do rasy ksenomorfów oprawca bywa niezwykle podstępny. To łowca – zimny i pozbawiony emocji – który znakomitą część filmu spędza w ukryciu, czyhając na życie swoich ofiar. Gdy widzimy go w przyciemnionej hali, niepokojąco bujającego się na podwieszonym pod sufitem łańcuchu, serce nieruchomieje nam w piersi. Uderzająca okazuje się biomechaniczna aparycja Obcego: jego śmiercionośna, wysuwana szczęka, wieloczęściowy, poskładany z mięśni i metalu kostium. Antybohater wygląda trochę jak modliszka, a po części przypomina rzeźbę Alberto Giacomettiego. Jest chodzącym dziełem sztuki – takim, w którego żyłach płynie kwas. Nie brakuje Obcemu gracji; jego ciało jest zabójcze, ale smukłe. Ruchy kosmity, powolne i przemyślane, doprowadzają do wrzenia. Przyglądanie się Alienowi w ruchu to widowisko rodem z najgorszego koszmaru – koszmaru H. R. Gigera. Szwajcarski surrealista – współtwórca efektów wizualnych – wyśnił nam najbardziej paraliżującą marę w historii kina; i chwała mu za to.

Alien3

     „8. pasażer Nostromo” sprawia wrażenie dalekiego krewnego „Teksańskiej masakry piłą mechaniczną”. Horror gra w tym piekielnym spektaklu rolę naczelną, a fantastyka naukowa pokornie ustępuje mu miejsca. Kosmos nie jest tu miejscem przygody, jak w „Nowej nadziei”: nikną w nim nie tyle radosne wołania, co przeraźliwe okrzyki, których – zgodnie z kultowym sloganem reklamowym – nikt nigdy nie usłyszy. Film bywa minimalistyczny (dialogi napisano z manierą, którą po latach określono jako mumblecore’ową), ale nie jest zakrzepły. Na Nostromo panuje aura osaczenia: korytarze frachtowca są jak labirynty; brakuje w nich miejsca dla siedmioosobowej załogi, a co dopiero rosłego kosmity. Klaustrofobia udziela się aktorom, którzy są wiecznie spoceni, wyraźnie też zaniepokojeni sylwetką Obcego (odtwórca tej roli, Bolaji Badejo, był na planie zdjęciowym izolowany). Kosmiczny intruz lgnie do obu bohaterek i nie trudno mu się dziwić: Weaver i Cartwright są równie piękne, jak final girls z młodszych o kilka lat slasherów. Lambert odzwierciedla w sobie kobiecość stereotypową, chociaż nikomu nieuwłaczającą; jest pełna wdzięku, bardzo wrażliwa. Co innego Ripley: to postać nastawiona na przetrwanie, nie pozwalająca sobie na chwilę słabości. Jej „męski” dystans emocjonalny rozwinięty został w późniejszych sequelach.

     Kiedy Obcy atakuje Lambert, sprawia wrażenie podnieconego. W innej scenie Ripley dławiona jest czasopismem porno przez nawiedzonego androida. Ton erotyczny został w „8. pasażerze…” zaakcentowany dość wyraźnie, ale najbardziej seksualizowana jest przemoc skierowana na mężczyzn. Obcy, jeszcze jako Facehugger, zostawia w astronautach swoje nasienie, a potem wyrywa się z ich kruchych ciał, w akcie brutalnego porodu. Drogę wygryza sobie przy pomocy waginalnej szczęki. Film bywa wręcz freudowski w swym podejściu do seksu, reprodukcji i gwałtu oralnego – niech Was nie zmyli intergalaktyczny twist, towarzyszący zawartym w scenariuszu metaforom. Pomyślcie nad tym, a już nigdy nie spojrzycie na falliczne kończyny Obcego tak samo.

     Gdy Ripley staje się centralną bohaterką minut finałowych, a światło na statku rozbłyska i gaśnie w epileptycznym techno-amoku, emocje sięgają zenitu. Epilog „Obcego” stanowi znakomite zamknięcie tyleż eleganckiego, co widowiskowego filmu, który powstał po to, by zachwycać. Lepiej przedstawia się już tylko scena, w której Tom Skerritt trafia na ślad lovecraftowskiego pojazdu kosmicznego, a w jego wnętrzu znajduje skamieniałe truchło nawigatora z innego wymiaru. Scott i Giger, współtworząc „8. pasażera…”, osiągnęli sukces, który dziś obrósł już legendą. Krótka, lecz popisowa sekwencja z udziałem „Space Jockeya” jest tych słów najlepszym dowodem.

     Albert Nowicki – dziennikarz, tłumacz i copywriter, miłośnik kina, zwłaszcza filmowego horroru. Jego teksty pojawiały się między innymi na łamach serwisów Filmweb oraz Movies Room. Blog His Name Is Death prowadzi nieprzerwanie od 2012 roku.

Alien4

09

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s