Z nakazu bogów. [„Dziedzictwo. Hereditary”, 2018]

     Ari Aster w zawodzie reżysera stawia dopiero pierwsze kroki, ale na jego nazwisko warto mieć oko. Pełnometrażowa pierwocina Amerykanina, „Dziedzictwo. Hereditary”, swoją premierę odnotowała na tegorocznym Sundance Film Festival i natychmiast pokryła się złotem, zyskując aprobatywne recenzje. To horror o bardzo klasycznej podbudowie: inspirowany „Dzieckiem Rosemary” i historią paranormalnego spisku, pamiętnym „Nie oglądaj się teraz” i traumą po bolesnej utracie. Aster sam stracił niedawno bliską osobę. Nic więc dziwnego, że w jego filmie sporo uwagi poświęcono żałobie i walce z życiem („Hereditary” jest jak celuloidowy słownik nieoczywistych smutków). Projekt rozpoczyna się dramatem rodzinnym, by wkrótce ewoluować w metafizyczny tragi-horror.

Hereditary2

     W stanie Utah mieszkają Grahamowie: głowa rodziny, Steve (Gabriel Byrne), jego małżonka, Annie (Toni Collette), przygotowująca się do wystawy w galerii sztuki, a także dwójka dojrzewających dzieci. Peter (Alex Wolff, „Mój przyjaciel Dahmer”) lubi chodzić na imprezy i odurzać się nielegalnymi środkami. Charlie (Milly Shapiro) jest odrobinę zdziwaczała, a za najlepszą przyjaciółkę uważa własną babcię. Gdy ta umiera, świat nastolatki staje się miejscem pustym i melancholijnym. Mistrzynią w walce z apatią jest Annie, która ma sobą kilka wyczerpujących emocjonalnie lat. Niestety, najgorsze dopiero przed nią…

     Dowiadujemy się, że matka Annie cierpiała na dysocjacyjne zaburzenie tożsamości. W toku kolejnych rewelacji („Dziedzictwo” usłane jest plot-twistami, z których najtęższy zaserwowany zostaje już w 20., 30. minucie seansu) przybieramy sceptyczną postawę: wszystko, co dzieje się na ekranie, może być przecież gorączkowym wymysłem głowy – genetycznie obciążonej szaleństwem. W otoczeniu Grahamów dochodzi do mrożących krew w żyłach sytuacji. Aster sugeruje, że wytłumaczeniem tych incydentów może być choroba psychiczna, a nawet opętanie – może, ale nie musi. W powietrzu wisi coś strasznego; uwydatnia to gęsta, orkiestrowa ścieżka dźwiękowa autorstwa Colina Stetsona. Soundtrack wyprowadza w kierunku naszych przewodów słuchowych serię hucznych ciosów, jest paląco dezorientujący. Pozostaje też w dobrej komitywie z narracją, bo sam film, niczym rollercoaster, jest nabuzowany i nieprzewidywalny.

     Pomimo oczywistych źródeł inspiracji, pozostaje „Dziedzictwo. Hereditary” filmem oryginalnym i zaskakującym. Historia wywołuje zadyszkę; jest pełna zwrotów akcji, które intrygują, ale też stale destabilizują obraz sytuacji. Aster przybrał nietypowy styl narracji: „Hereditary” to dramatyczny horror, ale nie zabrakło w filmie scen wyraźnie i niepokojąco komediowych. Po części wpływa na to fakt, że są Grahamowie ludźmi niebywale zamkniętymi emocjonalnie, negującymi nawet demoniczne objawienia, do których dochodzi w ich własnym salonie. Annie i Peter wyrządzili dużo złego sobie i najbliższym, ale nie przyznają się do swoich błędów. Spotkania grupy wsparcia są dla Annie jedyną okazją, by wyrzucić z siebie negatywne uczucia; z mężem kobieta nie chce rozmawiać o tym, co leży na jej sercu.

Hereditary3

     Toni Collette bywa wręcz zjawiskowa w swojej roli i śmiało mogłaby startować w wyścigu po Oscara dla aktorki pierwszoplanowej. Annie w jej interpretacji jest kobietą pełną wewnętrznych konfliktów. Nieustannie zmaga się z bólem, gniewem i rozczarowaniem; kolejnymi tragediami wydaje się oszołomiona. „Hereditary” to film cholernie intensywny, a najprawdziwsze, najbardziej płomienne emocje malują się właśnie na twarzy Collette. Chwilami są tak ostre, że szczypią w oczy. Rany, zadane bohaterom, też zakłamują fikcję: w scenie szkolnych spazmów ciało Aleksa Wolffa naprawdę krwawi.

     Zdjęcia w wykonaniu Pawła Pogorzelskiego („Tragedy Girls”) są oniryczne i skutecznie współgrają z koszmarną aurą filmu. W oczach postaci odbijają się czerwone światła, padające z postawionego za oknem domku na drzewie; zainstalowany pod sufitem system operatorski pozwala kamerze płynąć po planie z przewrotną, surrealistyczną gracją. Powolne zbliżenia na twarz, refleks padający wprost na oczy i elegancja realizacji stawiają „Dziedzictwo” w jednym rzędzie z najlepiej zobrazowanymi horrorami lat siedemdziesiątych. To film, którzy absolutnie trzeba zobaczyć na dużym ekranie.

     „Dziedzictwo. Hereditary” nie jest – i wcale nie miało być – horrorem przyjemnym. Ciężki i mroczny klimat filmu powinien przysporzyć mu fanów nie tylko wśród amatorów grozy; atrakcyjna otoczka audiowizualna zachwyci każdego, kto śmie nazywać się miłośnikiem X muzy. Pamiętajcie też o zwrotach fabularnych: chwilami bywa „Dziedzictwo” prawdziwie wstrząsające. Film nawiedzi polskie kina już 22 czerwca.

     Albert Nowicki – dziennikarz, tłumacz i copywriter, miłośnik kina, zwłaszcza filmowego horroru. Jego teksty pojawiały się między innymi na łamach serwisów Filmweb oraz Movies Room. Blog His Name Is Death prowadzi nieprzerwanie od 2012 roku.

Hereditary4.jpg

09

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s