Strzelając ślepakami. [„Winchester. Dom duchów”, 2018]

     Oliver Winchester, producent popularnego karabinu M1866, umiera. Pieczę nad jego pokaźną, kalifornijską willą przejmują kolejni krewni i wreszcie właścicielką posiadłości staje się Sarah Winchester (Helen Mirren) ekscentryczka zafascynowana spirytyzmem. Dziedziczka fortuny wierzy, że dom nawiedzają duchy osób rozstrzelanych z winchesterowskiego karabinu. Zleca więc rozbudowę rezydencji, chcąc uczynić z niej pułapkę na złe demony. Do San Jose przybywa psychiatra, doktor Eric Price (Jason Clarke), który ma ocenić stan zdrowia pani Winchester. Okazuje się, że kobieta wcale nie postradała zmysłów…

Winch2.jpg

     Akcja „Winchester. Domu duchów” toczy się w mrocznej, wiktoriańskiej posiadłości, a Mirren doskonale znamy z ultrabrytyjskich ról. Film nacechowany jest więc hammerowską poetyką, choć dziełem równie udanym, jak „Kobieta w czerni” czy nawet „Uśpieni” go nie nazwiemy. To mógł być co najmniej niezły horror neogotycki. Pomimo ciekawego miejsca akcji pozostaje jednak „Winchester” produkcją niewbijającą się w pamięć.

     Film tonie w brązach i turkusach: bodziec wizualny zadziała na każde oko, większość powinien też urzec atrakcyjnością. Uwagę zwracają również starannie zaprojektowane kostiumy − skrojone w sam raz pod początek XX wieku − oraz, rzecz jasna, Helen Mirren w roli tyleż wyniosłej, co dobrodusznej okultystki. Występ aktorki jest dość eklektyczny − w pozytywnym tego słowa znaczeniu − a jej prezencja wręcz uderzająca. W swoich pierwszych scenach przyodziana w żałobne welony Sarah Winchester sama wygląda jak tułająca się po zaświatach, umęczona istota.

     Niestety, pierwsze minuty szybko ustępują miejsca następnym, a „Dom duchów” popada w ruinę. Przeciętne efekty CGI, nadmiar jump scare’ów oraz zbiór najprostszych klisz (np. opętane dziecko, któremu oczy obracają się o sto osiemdziesiąt stopni) niemal na każdym kroku przypominają, że wydano „Winchester” w pierwszym kwartale roku: w trakcie tzw. „dump months”, czyli miesięcy, gdy widzowie niechętnie odwiedzają kina. Filmowi nie warto poświęcać czasu: oglądając go, wyobrażamy sobie lepszy, sensowniejszy horror − ten, przez który brniemy, napędza tylko frustracje. Niewiele ujrzymy w „Domu duchów” tytułowych upiorów oraz słynnych labiryntów; poznamy jeszcze mniej koszmarnych tajemnic. Prosty, paranormalny horror przemienili bracia Spierig w dramat rodzinny, który jest jednak nużący i letargiczny. Gorętsze emocje wzbudza jedynie scena rozegrana na schodach, w której Mirren próbuje odpierać ataki demonicznego malca.

     Jako leading man nie sprawdza się Jason Clarke, a dyskusja nad dostępem do broni palnej − dla której znaleziono miejsce w scenariuszu − jest jałowa i zbędna, bo Spierigów należałoby najpierw wysłać na warsztaty z retoryki. „Winchester” to film błahy i nieciekawy, o esencjonalnej sile rażenia.

     Albert Nowicki – dziennikarz, tłumacz i copywriter, miłośnik kina, zwłaszcza filmowego horroru. Jego teksty pojawiały się między innymi na łamach serwisów Filmweb, Movies Room oraz Filmawka. Blog His Name Is Death prowadzi nieprzerwanie od 2012 roku.

Winch3

04

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s