Tajemniczy Dolny Śląsk. [„Redwood”, 2017]

     Ciemno wszędzie, głucho wszędzie. Dosłownie: w horrorze „Redwood”, wprowadzonym do dystrybucji przez WistechMedia kilka miesięcy temu, nie ujrzymy zbyt wiele, bo film, mimo iż jest produkcją brytyjską, powstał na terenie Polski. Nie każdy kręcony nad Wisłą projekt musi przejawiać niską jakość techniczną (przykład: „Córki dancingu”), ale w przypadku „Redwood” udźwiękowienie i oświetlenie planu potraktowano, niestety, z pewną dozą beztroski. W efekcie zamiast nocnych mar widzimy rozmazane, czarne kontury, a dialogi ledwo potrafią nasze uszy wyłapać. Chociaż… może to i lepiej?

Redwood3

     Film realizowano w Sudetach, w okolicach Karpacza i jeleniogórskiej Maciejowej. Piękne, dolnośląskie tereny i okalająca je, bezkresna natura to największy atut, jakim reżyser, Tom Paton, operował. W swoim poprzednim dziele, B-klasowej „Pandorice”, udało się Patonowi wyczarować coś z niczego. Tutaj sytuacja jest kontrastowa: kręcąc „Redwood” miał reżyser do dyspozycji wspaniałe plenery i nie wykorzystał ich zbyt umiejętnie. Sudeckie lasy podziwiamy zazwyczaj za sprawą nadużywanych ujęć z drona. Gdy jednak zapada noc, przykryte cieniem drzewa nie stają się aktorami teatru upiorności – chociaż powinny. Plan zdjęciowy jest tak marnie oświetlony, że oglądając film przede wszystkim próbujemy odnaleźć na ekranie aktorów. Serwis Internet Movie Database sugeruje, że nad „Redwood” nie pracował żaden realizator oświetlenia. Włos jeży się na głowie…

     Film, choć przeciętnie rozpisany, zapewnia umiarkowaną dawkę rozrywki. W autoironicznej roli drugoplanowej nieźle wypada Nicholas Brendon („Buffy: Postrach wampirów”); nieźle wyreżyserowano też scenę namiotową, w której Josh (Mike Beckingham) i Beth (Tatjana Nardone) kryją się przed tajemniczymi intruzami. Istoty, nawiedzające bohaterów, po trosze przypominają pełzaczy z pamiętnego „Zejścia”. Pojawiają się jednak w kadrze zbyt rzadko, zwłaszcza biorąc pod uwagę przynależność gatunkową „Redwood” – to bowiem rasowy creature feature. Paton zbyt duży nacisk kładzie na soap-operowym wątku choroby nowotworowej (Josh cierpi na białaczkę), a pojęcie dynamizmu wydaje mu się obce. „Redwood” jest materiałem na krótkometrażówkę: przez pierwszych czterdzieści minut dzieje się w filmie niewiele. W niczym nie pomagają drętwi aktorzy oraz wahania tonalne: Beth i Josh żartują w niestosownych sytuacjach, obecność wampirów w parku narodowym nie wydaje się dla nich czymś szczerze szokującym. „Redwood” jest horrorem o niskich walorach merytorycznych, zupełnie nieprzekonującym.

     Albert Nowicki – dziennikarz, tłumacz i copywriter, miłośnik kina, zwłaszcza filmowego horroru. Jego teksty pojawiały się między innymi na łamach serwisów Filmweb, Movies Room oraz Filmawka. Blog His Name Is Death prowadzi nieprzerwanie od 2012 roku.

Redwood2

4 i pol

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s