Niezły młyn. [„Endless”, 2017]

     Aaron i Justin byli przed laty członkami sekty. Udało im się wyrwać spod kontroli przywódców i zaczęli normalne życie w dużym mieście. Ciężka przeszłość wywarła jednak piętno na ich psychice. Teraz bracia otrzymują tajemnicze nagranie video, wysłane przez dawną przyjaciółkę. By rozszyfrować jego znaczenie, bohaterowie muszą powrócić na stare śmieci. To, co spotka ich w położonej na pustkowiu wiosce, niejednemu zjeżyłoby włos na głowie…

Endless2

     Wielokropek nie sugeruje, że zostają bohaterowie świadkami straszliwych zdarzeń. „Endless”, jak na horror, nie jest straszny − niemal zupełnie też nie intryguje. Pomysł na film wydaje się świeży i niekonwencjonalny: w scenariuszu nie brakuje ostrych, zaskakujących zakrętów, za każdym z nich stoi zaś znak zapytania. Aaron Moorhead i Justin Benson − twórcy świetnego „Spring” − uderzają w lovecraftowskie klimaty oraz z upodobaniem epatują nas enigmą. Powinien więc „Endless” okazać się horrorem ciekawym − z punktu fabularnego i wizualnego − ale tak nie jest. Cytaty z Lovecrafta to ładne ozdobniki, które nie budują filmu narratorsko: są wzniosłe, lecz puste. Brakuje też projektowi hipnotyzującej finezji, która ze „Spring” uczyniła mocne osiągnięcie horrorowego art-house’u.

     Benson i Moorhead specjalizują się w kręceniu mikro horrorów, a jako twórcy offowi zdążyli już wyrobić sobie odpowiednią renomę. „Endless” wygląda solidnie: jest dość nęcąco sfotografowany, zmontowany z wyczuciem psychodelicznego rytmu, jaki przez film przemawia. To obraz przystojny i tyle − a od straszaków, tych niezależnych i ambitniejszych, coraz częściej wymaga się wybitnej formy plastycznej. Przydałby się twórcom silniejszy budżet (komputerowe płomienie zwracają uwagę za sprawą kiepskiego designu), lecz, co ważniejsze, zabrakło im atrakcyjnego konceptu. W ilu to już filmach − tych gatunkowych też − prawiono o mistycznej sile braterskiej więzi… Fabuła „Endless” jest ograna i odtwórcza, choć dywagacje na temat rutyny życia codziennego mogą urzec prozaicznością. W finalnym rozrachunku widzimy, że wykoncypowali Moorhead i Benson film o dorosłości, jednak, paradoksalnie, dojrzalej prezentowały się ich poprzednie projekty. „Endless” za daleko brnie w stronę komedii, w dodatku dość infantylnej: bawić mają nas choćby żarty o gwałcie oralnym. Projekt nie powtórzy sukcesu „Spring”, „It Follows” czy innych dobrze przyjętych, refleksyjnych horrorów.

     PS. „Endless” po części stanowi sequel filmu „Resolution” − także reżyserowanego przez duet Benson-Moorhead. Scena z udziałem Mike’a (Peter Cilella) i Chrisa (Vinny Curran) niby nie ma racji bytu, z drugiej zaś strony trzyma „Endless” w narracyjnym porządku, jest jakby fabularnym meritum − dla reżyserów wyraźnie istotnym. Pomysł na połączenie obu historii, choć kuriozalny i wzmagający pewien bałagan, dowodzi, że pojęcie „uniwersum” nie jest zarezerwowane tylko dla marvelowskich blockbusterów.

     Albert Nowicki – dziennikarz, tłumacz i copywriter, miłośnik kina, zwłaszcza filmowego horroru. Jego teksty pojawiały się między innymi na łamach serwisów Filmweb, Movies Room oraz Filmawka. Blog His Name Is Death prowadzi nieprzerwanie od 2012 roku.

Endless3

05

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s