„Our pizza is to die for”. [„Slice”, 2018]

     „Slice” to najnowszy film z katalogu A24. Niestety, nie dorównuje on poprzednim produkcjom wziętego studia; mizernie wypada nawet w zestawieniu z „Ostatnim Rekinadem”, z którym − wierzcie lub nie − wiele go łączy. Reżyser Austin Vesely wspina się w swym pełnometrażowym debiucie na wyżyny absurdu, serwując historię o bitwie wilkołaków, wiedźm, duchów i… dostawców pizzy. „Slice” nie wkupi się w upodobania widza z łatwością, bo zamiast pieścić kubki smakowe, woli je maltretować. Film przeładowany jest mnożącymi się wątkami i postaciami, a Vesely’emu brakuje ogłady, reżyserskiej intuicji, przez co całość wydaje się niespójna. Miało wyjść pyszne quattro stagioni, a powstał zakalec, który terminowi „cheese factor” nadaje nowego znaczenia.

Slice2.jpg

     O tyle to wszystko smutne, że Vesely wykazuje pewne pokłady charyzmy, a jego aktorom nie brak kompetencji − zwyczajnie przyszło im grać kiepsko zarysowane postaci. Na ekranie co rusz pojawiają się kolejni bohaterowie, wielu z nich szybko przepada jednak jak kamień w wodę i nie powraca w drugiej lub trzeciej scenie (za przykład może tu posłużyć Jackson w wykonaniu Joego Keery’ego). Film wydaje się pozbawiony ładu i składu, bywa też przestylizowany. Nadużywane przez reżysera efekty slo-mo sprawdzają się w jednej-jedynej sekwencji: gdy na ulicach miasta dochodzi do rozróby, a duchy atakują żywych mieszkańców. Jak na psychotronic movie „Slice” jest zbyt nieśmiały, za mało drapieżny: Vesely nie myśli bowiem nieszablonowo, on po prostu szasta konwencjami, gatunkami, chybionymi ideami. W efekcie uformowano niekształtne ciasto, którego nie warto nawet wrzucać do pieca: film odrzucony został przez większość kin amerykańskich. Marketingowe triki zwiastowały ciekawy projekt, „Slice” wywołuje natomiast gorzkie rozczarowanie.

     Egzaminu nie zdaje też humor − rzekomo groteskowy i szalony, w istocie po prostu głupawy. Śmieszna ma być obojętność lokalsów na sąsiadujące z nimi istoty nadprzyrodzone (nagłówek gazety brzmi: „Morderstwo − czy stoją za nim duchy?”), ale do znudzenia powtarzany gag nie jest przecież obciążony niewyczerpalnym ładunkiem komicznym. „Slice”, zamiast w kinach, finalnie zagrzał miejsce na stronach streamingowych i jest to słuszna decyzja − może wśród zwolenników VOD znajdzie swoją widownię. I tak powinien jednak trafić do sieci w styczniu, bo jesienna konkurencja pożre go żywcem.

     Jak na pierwszy w historii „pizza-themed horror movie” „Slice” jest zadziwiająco nudny, pozbawiony oczekiwanych smaczków. Zamówcie więc coś od ulubionego dostawcy, a potem spalcie przybrane kilogramy oglądając „Killer Workout”, albo „Death Spa”. Debiutancki horror Austina Vesely’ego nie jest zbyt apetyczny.

     Albert Nowicki – dziennikarz, tłumacz i copywriter, absolwent studiów filmoznawczych Instytutu Sztuki PAN. Miłośnik kina, zwłaszcza filmowego horroru. Jego teksty pojawiały się między innymi na łamach serwisów Filmweb, Movies Room oraz Filmawka. Blog His Name is Death prowadzi nieprzerwanie od 2012 roku.

Slice3

3 i pol

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s