Ladies of sorrow. [„Suspiria”, 1977]

     W pierwszej połowie lat siedemdziesiątych Dario Argento tworzył zabarwione estetyką giallo kryminały. To wówczas powstał nabuzowany erotyką majstersztyk, „Ptak o kryształowym upierzeniu”, oraz jego zupełnie nieprzekonujący follow-up, „Kot o dziewięciu ogonach”. Filmy złożyły się na tak zwaną trylogię zwierzęcą i osadzone były w świecie jak najbardziej rzeczywistym. Zrywa z tym stylem Argento za sprawą „Suspirii” − wyśnionej w gorączkowych koszmarach fantasmagorii, w której Fryburg terroryzowany jest przez złowrogie wiedźmy. W symbolicznym geście jedna z postaci tłucze figurkę pawia. Od tego momentu szalony Włoch regularnie zabierał swych widzów w podróż po światach irracjonalnych i niezbadanych (w „Fenomenach” czy „Inferno”).

Suspiria6

     Atmosfera nieodpartej grozy udziela się filmowi od napisów początkowych, gdy głos z offu przedstawia nam główną bohaterkę. Nowojorka Suzy Bannion (Jessica Harper) przybywa do Monachium, by rozpocząć naukę w ekskluzywnej szkole baletu. Szybko orientuje się, że jest to miejsce chłodne i opresyjne, skrywające swoje sekrety. W zasadzie, kiedy tylko opuszcza lotnisko, natychmiast wkracza w świat iluzji − gdzie fantazja miesza się z koszmarem. Na postoju taksówek wita Amerykankę apokaliptyczna ulewa, a u progu akademii potrąca ją podenerwowana tancerka, plotąca coś o irysach. To właśnie ta panna zostaje brutalnie zamordowana kilka minut później, w budynku zamieszkałym przez swoją koleżankę. W pięknym, udekorowanym abstrakcyjnymi witrażami apartamentowcu rozegra się prawdziwa aria przemocy. Nieznany sprawca potnie swoją ofiarę przy użyciu brzytwy, a ostatecznie zaciśnie pętlę wokół jej karku i rozbije nią dachową okiennicę. Ekstremalnym zbliżeniom na dźgane, wciąż bijące serce nieszczęśnicy towarzyszy jej bolesny śpiew.

     „Suspiria” luźno inspirowana jest prozą Thomasa de Quinceya − artysty uzależnionego od opium. Film, choć niepozbawiony scen okrucieństwa, skrojony został na modłę baśni oraz klasyków Walta Disneya. Bajkowe są zwłaszcza przejaskrawione kolory, którymi operuje Argento: akademia tańca tonie w alarmujących czerwieniach czy odcieniach zieleni, co nawet dorosłemu oku przypomni skąpaną w landrynkowym kolorze historię „Królewny Śnieżki” (1937). Suzy − dziewczyna o dziecięcej aparycji i dziecinnym wręcz imieniu − musi odnaleźć się w nowym otoczeniu, zdominowanym przez indywidua ekscentryczne, a czasem wręcz groteskowe. Jest jak Alicja, która zgubiła się w krainie czarnej magii. Sztuki magiczne mają wpływ na każdy kąt fryburskiej szkoły: kucharki są tu w stanie czarować przy użyciu przyborów do gotowania, elementy ścian i tapet ożywają, by otworzyć drzwi do skrytych komnat. Dziewczęta, mieszkające na terenie akademii, zachowują się jak postaci z kreskówek, ale są uczestniczkami makabrycznego spektaklu.

Suspiria4

     Miejsce akcji jest strojne, zaaranżowane na bogato. Argento uplastycznił plan zdjęciowy, by nawet najohydniejsze incydenty (deszcz larw, rozrywanie ciała drutem kolczastym) były częścią art-house’owej inscenizacji − by na równi odpychały bestialstwem i wodziły wizualnym pięknem. Oświetlenie, elementy scenografii, kształty wyrastających znikąd cieni − wszystko to zostało tchnięte duchem niemieckiego ekspresjonizmu. Za sprawą anamorfotycznego standardu obrazu oraz zabaw z efektem Technicoloru każde ujęcie ma w „Suspirii” wagę złota. Rzec o filmie Argento, że jest widowiskowy, to nie powiedzieć o nim nic: to bowiem barokowy atak na zmysły, doświadczenie wymagające od widza wrażliwości estetycznej.

     Kadrom technicznym nie udał się projekt wściekłego psa, który w jednej ze scen atakuje swojego właściciela (jest to po prostu ewidentnie gumowy manekin); niektórych kinomanów zniechęci umowna charakterologia bohaterów. Ale filmów Argento nigdy nie oglądało się dla przenikliwej historii, a dla imponującego stylu reżyserskiego − dla oprawy graficznej, wystawnej przestrzeni kadru, fetyszystowskich scen zbrodni. Także argentowskie soundtracki uchodzą za kultowe, a ścieżka dźwiękowa „Suspirii” zajmuje wśród nich bodaj najchlubniejszą pozycję. Współtworzone przez zespół Goblin kompozycje są prog-rockowym eksperymentem, który do dziś fascynuje kakofonią. Na kolejne utwory składają się dyszące odgłosy oraz hipnotyczne, stale powtarzające się melodie. Ich budulcem są frazy powstałe przy wykorzystaniu bębnów, mandoliny czy buzuki. Surrealizmu dodaje też warstwie audialnej dubbing, podłożony na etapie postprodukcji i nie w każdym przypadku idealnie zsynchronizowany z obrazem. Niektóre ścieżki audio sprawiają, że słyszymy wokalne substytuty: „przeaktorzone” głosy, które wydobywają się z nieistniejących ust.

    „Suspiria” to niezłomny klasyk horroru włoskiego. Od ponad czterdziestu lat nie powstał film równie fantazyjny, dopieszczony plastycznie i infantylnie brutalny − w najlepszym tych słów ujęciu. Niezmiernie ciekawi mnie, jak prezentuje się jego remake.

     Albert Nowicki – dziennikarz, tłumacz i copywriter, absolwent studiów filmoznawczych Instytutu Sztuki PAN. Miłośnik kina, zwłaszcza filmowego horroru. Jego teksty pojawiały się między innymi na łamach serwisów Filmweb, Movies Room oraz Filmawka. Blog His Name is Death prowadzi nieprzerwanie od 2012 roku.

Suspiria7

08

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s