„Does that sign say ‚Deathville’?” [„The Barn”, 2016]

     Rok 1989. Mieszkańcy Wheary Falls szykują się do obchodów święta halloween. Dla niektórych jest ono najbardziej plugawym spośród dni, bo przypomina o okrutnym morderstwie sprzed wielu lat. Inne podejście wykazują przyjaciele z liceum, Sam (Mitchell Musolino) i Josh (Will Stout), którzy − z racji wieku − gardzą już cukierkami, ale nigdy nie machną ręką na sąsiedzkie psikusy. W towarzystwie kilkorga przyjaciół kawalarze mają zamiar broić całą noc. Po zmroku grupa postanawia zatrzymać się przy opuszczonej stodole i urządzić popijawę. Nikt nie wie, że w rolniczej kanciapie czai się zło.

TheBarn2016 2

     Krew, bebechy, nagie cycki i dużo rock and rolla. Wszystkiego tego możecie spodziewać się po „The Barn” − mikrobudżetowym retro horrorze w reżyserii młodego zdolniachy, Justina M. Seamana. Film stara się odwzorować styl ejtisowych slasherów i spisuje się na tym polu doskonale. Seaman z dużą wprawą replikuje archaiczne rzemiosło: operując wyłącznie sztucznym oświetleniem, kamerą zoomując masakrowane ciała i teatralnie przerażone twarze. Przedstawia nam tercet antybohaterów − Boogeymana, Hollow Jacka i upiornego stracha na wróble − którzy zrobią wszystko, by zamienić halloween w piekło na ziemi.

     Diabelskie trio cechuje się fantazyjną aparycją: wystarczy przywołać ostatniego z wymienionych upiorów, który zabija swoje ofiary przy pomocy spiczastych, kukurydziano-cukierkowych kłów. Film przepojony bywa dziecięcą, chwilami infantylną wyobraźnią − pierwszy zarys scenariusza powstał bowiem, gdy Seaman miał zaledwie osiem lat. Świetnie współgra to z beztroską aurą halloween, które jest chyba najbardziej gromkim i sielankowym świętem roku − to przecież czas, kiedy wszyscy odnajdujemy w sobie skorego do zabawy dzieciaka. Za sprawą ciepłych kolorów i wszechobecnych, dyniowych lampionów „The Barn” urasta do rangi halloweenowego must-see. Powodów, by skusić się na seans znajdziecie jednak więcej.

TheBarn2016 5

     Przez skrypt autorstwa Seamana przewija się multum postaci drugoplanowych i epizodycznych. Pociąga to za sobą nielichy body count: według moich szacunków, w filmie ginie blisko trzydzieści osób, w tym dziecko, któremu zostaje rozłupana czaszka. Niemal wszystkie sceny gore zostają dokładnie pokazane w kadrze ekranu. Morderstwa są przesadnie krwawe i, co za tym idzie, absurdalne − bo schyłek lat 80., wraz ze zdobywającymi Manhattan Jasonami czy hollywoodzkimi dziwkami uzbrojonymi w piły łańcuchowe, był przecież pełen nonsensu. Świetnie prezentują się w filmie efekty charakteryzatorskie współtworzone przez Roberta Kuhna. Są udane, bo powstały praktycznymi metodami − poza jednym, uzasadnionym wyjątkiem nie ujrzymy tu CGI-owych koszmarków, opracowanych pośpiesznie przy pomocy Final Cut Pro. Old-school górą!

     Na grindhouse’ową estetykę pozytywnie wpływa też ziarnisty, „przybrudzony” obraz. Seaman operował znikomym budżetem, ale wykorzystał go do cna; z niczego udało mu się wycisnąć nie byle co. Jego film to list miłosny, napisany nostalgicznym atramentem: widzimy to dzięki nawiązaniom do tak pogardzanych tytułów, jak „Neonowi maniacy” czy „Halloween: Sezon czarownic”. Staranna praca operatorska, dynamiczny, dobrze wpływający na tempo akcji montaż oraz atrakcyjna stylistyka sprawiają, że − teoretycznie − „The Barn” mógłby wejść do kin w szerszej dystrybucji. Szkoda, że love letterem Seamana nie zainteresowało się na przykład A24 − to przecież film po wielokroć lepszy niż „Slice” czy „A Ghost Story”.

TheBarn2016 3

     Widać, że wszyscy pracowali nad „The Barn” w pocie czoła. Ciekawe, jak wypadłby Seaman w starciu z budżetem hollywoodzkim − kręcąc film, w którym arkadowe automaty i archaiczne boomboksy ustąpiłyby miejsca drogim rekwizytom, a ambicja podążałaby ramię w ramię z komercjalizmem. Zanim Jason Blum zdecyduje się powierzyć reżyserowi któryś ze swoich projektów (głęboko liczę, że tak się stanie), warto sięgnąć właśnie po „The Barn” − między innymi dlatego, że jest to horror, który nie odbił się głośnym echem nawet wśród fanów makabry. A powinien.

     Linnea Quigley (obsadzona w roli pani Barnhart) miała powiedzieć swoim fanom: „jeśli nie obejrzycie ‚Stodoły’, przyjdę po was i będę miała ze sobą piłę mechaniczną”. Uwierzcie królowej krzyku na słowo − „The Barn” to prawdziwa perełka.

     Albert Nowicki – dziennikarz, tłumacz i copywriter, absolwent studiów filmoznawczych Instytutu Sztuki PAN. Miłośnik kina, zwłaszcza filmowego horroru. Jego teksty pojawiały się między innymi na łamach serwisów Filmweb, Movies Room oraz Filmawka. Blog His Name is Death prowadzi nieprzerwanie od 2012 roku.

TheBarn2016 4

7-i-pol

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s