Bo one lubią krew. [„Nocne istoty”, 2017]

     Ludzie znikający bez śladu, zmarli powstający z grobu, istoty żądne krwi… Wszystko to ma miejsce w jednej z dzielnic Buenos Aires. Trzech ekspertów specjalizujących się w zjawiskach paranormalnych − Albreck, Jansen i Rosentok − podejmuje się próby rozwiązania mrocznej zagadki, która burzy spokój mieszkańców. Z czasem przekonają się, że udział w śledztwie zagraża ich życiom (opis dystrybutora).

NocneIstoty2

     W „Nocnych istotach” Demiána Rugni poznajemy zastęp postaci wzajemnie powiązanych za sprawą mrocznej intrygi oraz wkraczamy do kilku domostw nawiedzonych przez tytułowe upiory. Narracja filmu jest podzielona na parę wątków i − zwłaszcza w pierwszych minutach − stale przenosi się z jednego miejsca akcji do drugiego. Historia ma być „porwana”: dzięki niej reżyser stale utrzymuje oglądających w zainteresowaniu, a i na spójność kolejnych zdarzeń nikt nie powinien narzekać. Podobny zabieg fabularny wykorzystany został przed laty w „Klątwie Ju-on” oraz w jej amerykańskim remake’u.

     „Ju-on” to horror, który w 2002 roku uznany został za gatunkowe objawienie, ale dziś raczej nikogo już nie nastraszy, bo wydaje się zbiorem dobrze znanych schematów. Z „Nocnymi istotami” jest podobnie. To miszmasz klisz, zapożyczeń i odwołań, który − takie przynajmniej odniosłem wrażenie − nie spróbował wspiąć się nawet na pagórki oryginalności. Niech za przykład posłuży pozostawiający widza w całkowitej obojętności moment, gdy nawiedzany przez marę mężczyzna instaluje w swojej sypialni kamerę − mającą dowieść jego koszmarnym teoriom. Trudno uwierzyć, że Rugna nigdy nie słyszał o „Paranormal Activity” czy innych straszakach kręconych metodą found footage. Istnieją motywy i chwyty narracyjne, które przewałkowano tak wnikliwie, że nie warto do nich wracać − zwłaszcza, gdy jest się młodym i niezgorszym reżyserem, z głową zawieszoną w miejscu pełnym upiorności. Rugna ewidentnie zna się na kinie grozy (dowodem mogą być mroczna atmosfera i suspens, których w „Istotach” bynajmniej nie brakuje), ale nie pokazuje nam niczego, co nie zostało ukazane już wcześniej. Latynoskie horrory posługują się własnym językiem. Tutaj go nie uświadczymy.

     Jeśli warto dać „Nocnym istotom” szansę, to ze względu na przykładne, praktyczne efekty FX, których autorem jest Marcos Berta. Na widok kobiety masakrowanej przez niewidzialną siłę, albo martwego chłopca, zasiadającego przy ciasteczkach i szklance mleka, na pewno podskoczy Wam ciśnienie. Realizacyjnie film Rugni prezentuje bardzo solidny poziom − tym większa szkoda, że powstał na bazie dość błahego, wyświechtanego scenariusza. Brak tu głębszego kontekstu, który choćby z „Hereditary”, „Oblicza mroku” czy nawet „The Hollow Child” uczynił znacznie ciekawsze produkcje. I jeszcze jeden problem: „Nocne istoty” to film, o którym zapomina się w pięć minut po jego napisach końcowych.

     Albert Nowicki – dziennikarz, tłumacz i copywriter, absolwent studiów filmoznawczych Instytutu Sztuki PAN. Miłośnik kina, zwłaszcza filmowego horroru. Jego teksty pojawiały się między innymi na łamach serwisów Filmweb, Movies Room oraz Filmawka. Blog His Name is Death prowadzi nieprzerwanie od 2012 roku.

NocneIstoty3

5 i pol

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s