Alice po drugiej stronie… kamerki. [„Cam”, 2018]

     Alice (Madeline Brewer) pracuje jako cam girl i ma grono oddanych fanów, którzy bitcoinami opłacają jej seksowne występy przed kamerką. Czasem pokazy są rozbierane i pełne filuterii, a kiedy indziej obrazują, jak internetowa modelka pałaszuje soczysty stek gołymi rękoma. Alice nie boi się fetyszystów, bo sama jest odważną kobietą: podczas jednej z sesji nagraniowych próbuje nawet sfingować własną śmierć − co tylko napędza jej sławę w cyberprzestrzeni. Dziewczyna jest ambitna; kieruje się kilkoma żelaznymi zasadami: nie udaje orgazmów, nie mówi swoim klientom, że ich kocha, nigdy nie spotyka się z nimi w „realu”. W ten sposób wiedzie udane i bezpieczne życie jako cyber-modelka. Pewnego dnia spokój Alice zaburza nietypowe odkrycie. Okazuje się, że ktoś skradł jej dane osobowe i podaje się za nią w sieci. Złodziejka tożsamości przejęła webcamowe konto Alice i organizuje seks-występy pod jej nazwiskiem. Ma ku temu doskonałe warunki: wygląda bowiem dokładnie tak samo, jak jej ofiara…

Cam2

     „Cam” w reżyserii Daniela Goldhabera to nie tylko nowoczesny i pomysłowy techno-thriller, ale też film umiejętnie żonglujący klasycznymi motywami. Uwagę zwracają odwołania do „Alicji w krainie czarów”: główną bohaterkę ochrzczono tak, aby oddać cześć heroinie z powieści Lewisa Carrolla, a jeden z jej ekscentrycznych klientów posługuje się nickiem „MrTeapot”. W finale Alice staje do walki ze swym lustrzanym odbiciem, a dużo wcześniej znajduje swoje antagonistyczne odzwierciedlenie po drugiej stronie… telewizyjnego ekranu. Film jest pełen suspensu i korzysta z hitchcockowskich leitmotivów. Tożsamość postaci centralnej stale jest przecież obiektem pomyłek i spekulacji, a nad jej konstrukcją, jej psychologicznymi uwarunkowaniami pochyla się sam widz − nie wiedząc, czy klon Alice to wymysł rozgorączkowanej głowy czy może realne zagrożenie. Bohaterka nie daje się zamknąć w sidłach szaleństwa. Ponieważ sama decyduje, co zrobi ze swoim ciałem, samodzielnie chce też stawić czoła internetowemu „copycatowi”.

     Jest więc „Cam” filmem o niezależności i potrzebie polegania wyłącznie na sobie samym. Goldhaber rozumie istotę feminizmu, choć postaci męskie − pokuszę się na mocne określenie − kreśli w seksistowski sposób. Mężczyźni w jego filmie są zarówno pojękującymi nad laptopem creepami, jak i stróżami prawa. Pomimo tej rozbieżności, zawsze przedstawiani są jako osoby obleśne i żałosne w swych uprzedzeniach. Żywioł kobiecy ilustrowany jest w szerszej perspektywie: bohaterki Goldhabera bywają zarówno pruderyjne, jak i silne, wyrażające się przez skwierczący erotyzm. Przestrzegają reguł moralnych, ale też dążą do celu po trupach. Żadnej z postaci żeńskich (poza Alice poznajemy jej mamę oraz zastęp epizodystek) nie odmówimy charakteru. Bohaterka pierwszoplanowa, podobnie, przechodzi ciekawą metamorfozę. Nigdy nie widzimy w niej wzoru cnót, ale to przysłowiowa „dobra dziewczyna”. W obliczu kolejnych, niepokojących zdarzeń − a tych w filmie nie brak − staje się jednak Alice coraz bardziej wyrachowana.

     Film jest pełen sennych, nasyconych kolorów, budzących skojarzenia z wczesnymi dziełami Dario Argento. Zapewnia mu to bogaty wygląd, choć koszty produkcyjne miały sięgać jednego miliona dolarów. Barwne są też rozważania reżysera nad coraz silniejszym wpływem technologii, nad popularnością w sieci, która − choć opłacana w „lajkach” − dla wielu ma homeryczne znaczenie. Horror to gatunek, za sprawą którego coraz więcej młodych filmowców próbuje komentować choroby społeczeństwa i Goldhaber odnajduje się na tym froncie świetnie. Scenariusz filmu nie jest może najbardziej rozbudowany. Zauważymy w nim nawet pewne niedopowiedzenia, którym należało poświęcić więcej uwagi (przykład: rozwiązanie zagadki, która dławi Alice). Mimo to, za sprawą Madeline Brewer „Cam” ogląda się jednym tchem, praktycznie bez znużenia. Aktorka wzbudza empatię, oddycha swoją rolą; podniecenie miesza się u niej z przerażeniem. Koniec końców to ona jest siłą napędową filmu.

     „Cam” to frapujący filmowy eksperyment − udany bardziej niż „Unfriended: Dark Web”, nie mniej niż „Unsane” Stevena Soderbergha.

     Albert Nowicki – dziennikarz, tłumacz i copywriter, absolwent studiów filmoznawczych Instytutu Sztuki PAN. Miłośnik kina, zwłaszcza filmowego horroru. Jego teksty pojawiały się między innymi na łamach serwisów Filmweb, Movies Room oraz Filmawka. Blog His Name is Death prowadzi nieprzerwanie od 2012 roku.

Cam3

07

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s