Teenage nightmare. [„Cola de mono”, 2018]

     Chile, połowa lat osiemdziesiątych. Nastoletni bracia, Borja i Vicente, szykują się do obchodów Bożego Narodzenia. W ich domu nie panuje świąteczna atmosfera – chyba, że za taką uznamy wspólny wieczór przy wysokoprocentowym trunku i paczce papierosów. Tytułowy cola de mono to tradycyjny drink, powstały na bazie pisco, jajek oraz kakao. Gdy owdowiała matka miesza tabletki z alkoholem i zapada w wigilijny sen, jej synowie oddają się nocy. Starszy z nich wyrusza na poszukiwanie seksualnych uniesień. Młodszy, Borja, poznaje skrywaną przez brata tajemnicę.

colademono3

     W najnowszej produkcji Alberto Fugueta – luźno nawiązującej do jego osobistych przeżyć – mieszają się ze sobą ramy stylistyczne i konwencje fabularne. Reżyser igra sobie z naszymi emocjami, a swój film „odgrywa” w tonacji staccato: flirtuje ze skrajnie różnymi gatunkami, od dramatu rodzinnego po slasher, ale wyraźnie oddziela je od siebie, każdy celebruje z osobna. Zmiany tonalne powodują, że „Cola de mono” przypomina zarówno art-house’owe kino gejowskie, jak i horror żywcem wyjęty z listy „video nasties”.

Czytaj dalej Teenage nightmare. [„Cola de mono”, 2018]

Krwawy moralitet. [„Dom pani Slater”, 1983]

     Słynne „Widmo”, z Vérą Clouzot i Simone Signoret jako nauczycielkami dręczonymi przez kochanka-tyrana, zainspirowało wiele filmowych dreszczowców. Poza kiepsko przyjętym przez krytykę remakiem, „Diabolique”, powstały też luźno inspirowane francuskim klasykiem odniesienia: między innymi „Gry” Curtisa Harringtona czy „Niech bestia zdycha”. Henri-Georges Clouzot miał też wywrzeć wpływ na Marka Rosmana, którego „The House on Sorority Row” (tytuł polski „Dom pani Slater”) przyjmuje postawę moralizującą. Oto bowiem w ejtisowym slasherze piękne studentki giną nie dlatego, że uwziął się na nie bezmyślny zabójca, a z racji bezmyślnie popełnionej zbrodni.

houseonsororityrow2

     W scenie początkowej tytułowa Dorothy Slater – wynajmująca swoją willę studentkom – rodzi bękarta. Poród odbiera tajemniczy doktor, który na widok malca rzuca z rozczarowaniem: „toż to kolejna porażka!”. Dlaczego dziecko urodziło się nieudane – nikt tego nie wyjaśnia… Po latach schorowana Slater pada ofiarą dowcipu, który wymknął się spod kontroli. Członkinie siostrzanego stowarzyszenia wystrzeliły do zrzędliwej staruszki, nie mając pojęcia, że pistolet był naładowany. Po północy dziewczęta pożałują swej głupoty. Na ich imprezę wkradnie się bowiem uzbrojony intruz, który spocznie dopiero, gdy każda z panien zapłaci za swój błąd.

Czytaj dalej Krwawy moralitet. [„Dom pani Slater”, 1983]

„Privilege comes with sacrifice”. [„Pledge”, 2018]

     Jeszcze kilka lat temu, gdy mowa była o filmie współfinansowanym na Kickstarterze, w głowach malował się obraz nędzy i rozpaczy. Te czasy odeszły już do lamusa. Crowdfunding stał się dla wielu młodych reżyserów okazją do zebrania należytych środków finansowych, a dla internetowych inwestorów – czy też po prostu fanów kina – szansą na wsparcie intratnego projektu. Jakie tytuły finansowane były przy wykorzystaniu technologii teleinformatycznych? Wymieniając zaledwie parę przykładów: „Starry Eyes”, Absentia, Weronika Mars, In a Heartbeat, Kung Fury.

pledge2

     Filmem, który swoje powstanie zawdzięcza Kickstarterowi, jest również Pledge” w reżyserii Daniela Robbinsa. Grupę jego bohaterów – samozwańczych i świadomych swej beznadziei nerdów – poznajemy przy okazji imprezy na kampusie uniwersyteckim. Nikt nie traktuje chłopaków z szacunkiem; padają w ich kierunku mało pochlebne epitety. Młodzi desperaci chcą niepokoić dziewczęta swoją obecnością, bawiąc się do białego rana, ale z każdej prywatki są odsyłani z kwitkiem, bo wyglądają jak ekipa z „Zemsty frajerów”. Po jednej ze wpadek podbiega do dziwaków filuterna studentka, a potem zaprasza ich na „sekretne party”. To nie może skończyć się dobrze: skojarzenia z pierwszym „Hostelem” są tu jak najbardziej na miejscu…

Czytaj dalej „Privilege comes with sacrifice”. [„Pledge”, 2018]

Masakra po latynosku. [„What the Waters Left Behind” aka „Los olvidados”, 2017]

     Grupa seksownych dokumentalistów wyrusza do Villa Epecuén − zapomnianej przez świat miejscowości na zachodzie Argentyny, która lata temu zatonęła pod hektolitrami podniesionej wody. Dziś jest to teren budzący grozę: zdewastowany i całkowicie opuszczony przez ludzi. Tak przynajmniej wydaje się członkom ekipy filmowej. Bohaterowie − wśród nich Vicky (Paula Sartor) i Diego (Agustin Pardella) − nie zdołają zebrać w Epecuén potrzebnego materiału. Niektórzy nigdy nie wrócą do domu, bo na ich drodze niespodziewanie staną „intruzi”.

what3

     Pamiętacie braci Onettich? Jasne, że tak: parę lat temu ich giallowy throwback, „Francesca”, odbił się szerokim echem wśród fanów horroru. Tegoroczny passion project rodzeństwa, „What the Waters Left Behind” (oryg. „Los olvidados”), odwołuje się do takich klasyków, jak „Teksańska masakra piłą mechaniczną” czy „Wzgórza mają oczy”. Tobe Hooper w swoim opus magnum zmierzył się z powojenną depresją i klimatem politycznym USA lat siedemdziesiątych − pod banalnym tytułem przechwycił głębsze treści. Film Onettich natomiast nie jest zaangażowany socjologicznie: powstał bowiem na bazie zerowego, przesyconego pustym sadyzmem scenariusza, w którym na żadną formę szacunku nie zasłużyli sobie nawet bohaterowie pierwszoplanowi. Ich ciała są masakrowane, ale mało kogo to wzruszy, bo nie łączy nas z postaciami żaden związek.

Czytaj dalej Masakra po latynosku. [„What the Waters Left Behind” aka „Los olvidados”, 2017]